Harnaś – motocykl to moja pasja

Harnaś - motocykl to moja pasjaWFM – Wielkopolscy Fani Motocykli to dziś elitarna grupa, która początki swojej działalności datuje na rok 2003. Rok bieżący jest dla zrzeszonych motocyklistów rokiem jubileuszowym. Zgodnie oni twierdzą, że chcą i łamią stereotypy, iż kierowcy jednośladów są jedynie piratami drogowymi bezmyślnie mknąc autostradą, czy hałasującymi silnikami swych maszyn w mieście. O swojej miłości do motocykli i życiu opowiada Tomek Harnaś Chojnacki – wiceprezydent słupeckiego klubu.

SZKOLNE LATA
Tomasz Chojnacki – lat 33, to rocznik który swą edukację kontynuował w nowopowstałej wówczas słupeckiej Trójce – Chodziłem do szkoły nr 2, ale podzielono nas i znalazłem się w Trójce. Potem był Ogólniak i studia w PWSZ w Koninie – gospodarka regionalna i Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, na kierunku administracji samorządowej. Teraz zawodowo, już od 9 lat, obracam się w handlu, w branży alkoholowej. Z lat szkolnych pozostał mi jedynie pseudonim „Harnaś”, w czasach licealnych był „Chojnaś”. W klubie – Marek Tarnowski, który wprowadził mnie do klubu, widocznie pamiętał mnie jako Harnasia i tak zostało. Każdy z nas ma pseudonim, to taki identyfikator – jeżeli ktoś nie wniesie swojego „identyfikatora” to zostanie mu nadany – w taki sposób pojawił się Hektor, czy Maserak.

PRZYGODA MOTOCYKLOWA
– Komarki, motorynki to były od dziecka. Jednak tak na poważnie z dużym motocyklem to zaczęło się od tego, że kolega przestał jeździć na motorze. Maszyna stała w garażu nieużywana – zaproponowałem, że motor uruchomię i doprowadzę do stanu użyteczności. I tak przez kilka tygodni, z pomocą szwagra i teścia, udało się odpalić starą Hondę i tak zacząłem jeździć. Trafiłem też na chłopaków z Klubu WFM Słupca i w 2005 r. zostałem przyjęty. Motocykle dla mnie jako hobby to coś maksymalnego, ale jeszcze ważniejsza była przynależność do klubu. Bardzo chciałem należeć do klubu, chciałem się z nimi identyfikować. To były lata kiedy odbywało się bardzo dużo zlotów, wyjazdów weekendowych, a także nie było tyle obowiązków domowych co teraz. Super lata, fantazja niesamowita i mnóstwo podróży.

WIELKOPOLSCY FANI MOTOCYKLI
– Na początku to były jedynie wyjazdy, zloty, spotkania a później – za sprawą YoshCa, on poprowadził klub w zupełnie innym kierunku – zaczęliśmy działać, aby pokazać, że nie jesteśmy grupą wariatów na jednośladach. W społeczeństwie niestety wciąż pokutuje stereotyp, że motocykliści są nieodpowiedzialni – my staramy się ten wizerunek zmieniać, poprawiać, ukazywać, że bliskie jest nam bezpieczeństwo, rozwaga i odpowiedzialność. Dlatego też systematycznie organizujemy akcje, we współpracy z naszą policją, podczas których propagujemy bezpieczne zachowania na drodze. Staramy się tłumaczyć, że bezpieczeństwo na drodze jest wtedy, kiedy jesteśmy widoczni, dlatego też rozdajemy odblaski, zachęcamy do używania kamizelek odblaskowych – szczególnie przez pieszych i rowerzystów. Bywamy na festynach, dożynkach, popularyzujemy nasze motocyklowe pasje. Teraz moja rola w klubie ogranicza się bardziej do działań organizacyjnych, ale i to jest potrzebne. Przy małym dziecku nie ma się już takiej swobody, więc kilka lat będzie wyjętych dla rodziny. Uwielbiam spędzać czas z moimi dziewczynami, ale serdecznie zazdroszczę wszystkim kolegom, którzy jeżdżą na motocyklu i mają więcej wolnego czasu – bo chcę podkreślić, że wolności nigdy żona mi nie ograniczała. Nigdy nie byłem postawiony przez żonę przed dokonaniem wyboru – Ja albo motor!

MOTOCYKL I RODZINA
– Mama goniła mnie z kijem po podwórku, kiedy się dowiedziała, że chcę jeździć na motorze. Tak jak już mówiłem zaczęło się od wyremontowanego motoru kumpla, po pół roku kupiłem swój, zrobiłem prawo jazdy i dopiero powiedziałem mamie, a raczej potwierdziłem, że tak, to prawda, bo już od kogoś się wcześniej dowiedziała. Wówczas mama poprosiła mnie o rozwagę i tak jest. Rozwaga i odpowiedzialność to podstawa. A teraz od kiedy mam swoją rodzinę – żonę i córeczkę to jeszcze zupełnie coś innego. Córcia ma siedemnaście miesięcy i każdego dnia przysparza nowych powodów do uśmiechu, kolejne nowe słowa, trochę przekręcone, kolejne dowody dziecięcej miłości – super, bomba! Cieszę się, że moja żona akceptuje moją pasję motoryzacyjną, bo nie wyobrażam sobie takiego ograniczenia, to jak zabijanie człowieka od środka. Nie wyobrażam sobie, gdy musiałbym np. zamienić motocykl na wędkę … Motocykl to moja pasja a WFM to coś więcej niż klub, to moja druga rodzina – od ośmiu lat jestem żonaty i od tylu samo lat jestem w klubie.

ŻYCIE DO OGARNIĘCIA
– Zbyt wielu planów nie mamy, tyle żeby można było żyć – funkcjonować w tym zwariowanym świecie, by dopisywało zdrowie, zgoda i szczęście. A w kwestiach klubowych to priorytetem jest znalezienie nowej siedziby dla klubu. Szukamy miejsca, gdzie bylibyśmy jak u siebie. Z dotychczasowego miejsca nowy właściciel nas wyeksmitował – z dnia na dzień i teraz potrzebujemy ludzi dobrej woli, którzy nam pomogą. Trzeba przetrzymać zimę i czekać na wiosnę, na nowy sezon – a to kolejne plany wyjazdowe, kolejne spotkania i wejście w nową dekadę. Z wielką sympatią będziemy wspominać naszą imprezę jubileuszową połączoną z Kodex Blues Festiwal – to był strzał w dziesiątkę – może uda się to powtórzyć.

Dziękujemy za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *