Kontrowersyjny zakaz nad jeziorem

Kontrowersyjny zakaz nad jezioremOd jakiegoś czasu mieszkańców Słupcy dziwi widok młodego mężczyzny na koniu. Marcel Koziorowski, który jeździ na swoim czworonożnym pupilu Kwancie, jest znany przede wszystkim z gry w piłkę nożną. W ubiegłym sezonie grał nawet w drużynie seniorów SKP walczącej o trzecioligowy awans. Okazuje się, że widok konia nie wszystkim się podoba. Władze miasta posadowiły nawet zakaz jazdy konnej nad słupeckim jeziorem. Zrobiły to na wniosek wędkarzy.

LUDZIE PYTAJĄ MNIE O KONIA
Marcel Koziorowski to nie tylko bardzo zdolny piłkarz. Okazuje się, że ma on kilka innych pasji. Jedna z nich jest jazda konna.

– Już będąc małych chłopcem lubiłem konie. Chciałem na nich jeździć, jednak nie zawsze miałem takie możliwości. Parę lat temu, byłem na kilku lekcjach jazdy konnej. Półtora roku temu nadarzyła się okazja, by mieć swojego konia. Od tamtego czasu trzymam konia w Słupcy i jeżdżę lasami oraz nad jeziorem.

Młody słupczanin zdaje sobie sprawę, że jazda konno ulicami Słupcy budzi ciekawość mieszkańców i kierowców.

– Widok konia wywołuje u ludzi uśmiech. Kwant bardzo podoba się dzieciom. Ludzie pytają mnie o konia, często chcą go pogłaskać i usiąść na nim – mówi Marcel Koziorowski. Okazuje się, że nie wszystkim podoba się jazda konna.

ZAKAZ NA WNIOSEK WĘDKARZY
Kilkanaście dni temu nad jeziorem pojawił się znak zakazujący jazdy konnej. Znak jest podpisany przez Urząd Miasta. Burmistrz Michał Pyrzyk tłumaczy się, że trzeba było podjąć decyzję o zakazie jazdy nad jeziorem na wniosek wędkarzy. Jego zdaniem właśnie wędkarze zgłaszali, że podczas zawodów jazda brzegiem jeziora stwarza zagrożenie dla użytkowników plaży, przy okazji wyrywając darń i robiąc nierówności. Właśnie dlatego Urząd Miasta, choć nie jest właścicielem terenu przy brzegu zdecydował się na umieszczenie znaku. Jednocześnie burmistrz Pyrzyk zapewnia, że zakaz obowiązuje jedynie nad jeziorem, a nie w całym lesie miejskim. Okazuje się, że postawienie znaku jest bardziej kontrowersyjne niż się wcześniej wydawało.

BĘDZIE MANDAT CZY NIE?
Poproszony przez nas o komentarz do postawienia tego znaku Marcel Koziorowski, nie chce mówić na ten temat. Wydaje się, że mimo zakazu nie będzie można ukarać młodego słupczanina za jazdę konno nad jeziorem. Dlaczego? Ano dlatego, że znak postawiony przez miejskich urzędników nie figuruje w rejestrze znaków z Prawa o ruchu drogowym. Robert Petrowski z wydziału prewencji słupeckiej policji mówi, że ten znak w ogóle nie powinien się w tym miejscu pojawić. Według niego nie ma więc podstawy, by ukarać kogokolwiek, kto pojawiłby się na koniu nad brzegiem jeziora. Na razie na policję nie wpłynął wniosek o ukaraniu Marcela za jazdę konną. Co się stanie gdy taki wniosek się pojawi? Dziś trudno powiedzieć…

JEZIORO ŻYJE!?
Od dłuższego czasu obserwujemy wzrost zainteresowania jeziorem Słupeckim. Przez długi czas służyło ono jedynie wędkarzom. Teraz coraz częściej jezioro jest miejscem spacerów dla słupczan. Zamontowana niedawno siłownia zewnętrzna ma wielu wielbicieli zdrowego trybu życia. Niedawno pisaliśmy także, że mieszkaniec gminy Słupca, chciałby zamontować na akwenie urządzenie do jazdy na nartach wodnych. Słyszy się także o uruchomieniu gastronomii. I tylko szkoda, że nie ma monitoringu. Niektóre urządzenia są przez to dewastowane. Monitoring sporo kosztuje i jego brak można jeszcze wytłumaczyć. Niewytłumaczalny jest jednak… brak toalety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....