Przyszedł czas na zmianę

Jacek BartkowiakRozmowa z Jackiem Bartkowiakiem, kandydatem PiS w wyborach do sejmiku wojewódzkiego.

– Dlaczego sejmik?
– To bardzo ważna, choć wciąż niedoceniana instytucja. Prawie wszyscy wiemy, czym zajmuje się gmina, znamy nazwisko burmistrza czy wójta, tu płacimy podatki. Większość z nas ma też od czasu do czasu do czynienia z instytucjami powiatowymi: rejestruje samochód, składa wniosek do nadzoru budowlanego, leczy się w szpitalu powiatowym. A województwo wydaje się być odległe: jakieś władze w Poznaniu, ale w „Wiadomościach”, czy „Faktach” ich nie pokazują, a „Teleskop” lub WTK nie każdy ogląda. A tymczasem to właśnie województwo ma wpływ na decyzje o podziale unijnych środków na rozwój regionalny, budowę dróg, funkcjonowanie największych szpitali, regionalną kolej, dofinansowanie budowy obiektów sportowych, oczyszczanie jezior i mnóstwo innych spraw.

– W pracy radnego przydadzą się twoje doświadczenia zawodowe z urzędu marszałkowskiego?
– Na pewno 8 lat mojej pracy w poznańskim urzędzie to spory kapitał doświadczeń. Byłem tam redaktorem sejmikowego miesięcznika, później nadzorowałem pracę 20 instytucji kultury, począwszy od opery poznańskiej, poprzez teatry, filharmonię, centra kultury i muzea, aż po kontakty z lokalnymi animatorami rozmaitych przedsięwzięć. Poznałem od środka mechanizmy rządzące podejmowaniem ważnych decyzji i ludzi, od których te decyzje zależały.

– Czy można być apolitycznym urzędnikiem w instytucji, która bezpośrednio podlega kontroli sejmiku, złożonego z 39 radnych, reprezentujących kluby partyjne?
– Radni wybierają marszałka, dwóch jego zastępców i dwóch członków zarządu województwa. Dobór dyrektorów i pracowników to już rola tego pięcioosobowego zarządu. Oczywiście, rządząca większość sejmikowa chce mieć wpływ na dobór kadr, zwłaszcza na kluczowych stanowiskach, ale nie wszyscy dyrektorzy pochodzą z klucza politycznego. Wiadomo jednak, że jeśli np. zdrowie jest w gestii polityka PO, to przekłada się to na obsadę stanowisk w odpowiednim departamencie.

– Trafiłeś do urzędu jeszcze za rządów marszałka z SLD, a później byłeś podwładnym marszałka z PO, pomimo twojej aktywności politycznej w PiS. Jak to możliwe?
– Wygrałem latem 2003 konkurs na redaktora naczelnego „Monitora Wielkopolskiego”, ogłoszony przez jego radę programowa, w której składzie znajdowali się przedstawiciele wszystkich klubów: PO – PiS, LPR, Samoobrony, PSL i SLD. Rządząca województwem koalicja SLD-PSL nie miała tam większości, ale marszałek Stefan Mikołajczak ponad miesiąc zastanawiał się, co zrobić z tym wyborem, aż w końcu podpisał ze mną umowę o pracę. Pismo zmieniło się jednak z biuletynu zarządu województwa w wizytówkę całego sejmiku, a marszałek już do końca swych rządów nie udzielił mu wywiadu. Wraz ze zmianą koalicji i objęciem stanowiska przez marszałka Marka Woźniaka, przeszedłem w 2005 roku do nadzorowania instytucji kultury. Później były wybory, po których okazało się, że nie będzie już niestety koalicji PO-PiS, ale marszałek zaproponował mi pozostanie na stanowisku p.o. dyrektora departamentu kultury. Żartowałem potem przez 5 lat, że wciąż jestem p.o., ponieważ nie jestem w PO. A w międzyczasie jako pełnomocnik powiatowy PiS przygotowywałem wybory samorządowe w 2006, pamiętane do dziś ze względu na hasło o furmance z tabliczką PSL.

– Z urzędu odchodziłeś w atmosferze lekkiego skandalu po konflikcie dyrektora Teatru Nowego Janusza Wiśniewskiego z mediami…
– Tak, sprawa stała się głośna w całej Polsce, bo dyrektor publicznie zrugał niezbyt uprzejmego reportera telewizyjnego, tamten to nagrał, a wieczorne „Wiadomości” pokazały. Wiśniewskiego oskarżano o nepotyzm, bo karierę reżysera rozpoczynał u niego syn, a role w przedstawieniach otrzymywała synowa. Ponieważ dyrektor potrafił otwarcie krytykować lewicowo-gejowskie odchylenie dużej części polskiej krytyki teatralnej i nie przebierał w słowach, oceniając poziom wielu spektakli z nurtu obsceniczno-skandalizującego, stał się celem medialnej nagonki. Próbowałem go bronić, ale niewiele udało mi się zdziałać. A marszałek poszukał sobie innego dyrektora.

– Jak chcesz przekonać Słupczan, żeby oddali na ciebie głos w tych wyborach?
– Przede wszystkim zachęcam do wzięcia udziału w głosowaniu. To ważne, żebyśmy potrafili co 4 lata wykorzystać siłę kartki wyborczej, zamiast narzekać na kiepską władzę. Myślę, że już naprawdę przyszedł czas na zmianę, bo władza zbyt długo sprawowana nabiera dziwnych zwyczajów: zachowuje się tak, jakby cała sfera publiczna miała być już na zawsze jej podległa. Znam dobrze problemy Słupcy i powiatu, chcę pomóc w staraniach o nadanie jej impulsu do rozwoju gospodarczego. Potrafię być skuteczny, czego wielokrotnie doświadczyli ci, którzy ubiegali się o dotacje na remonty zabytków, cyfryzację kin, czy organizację imprez kulturalnych. Poznałem też dobrze Wielkopolskę, zjeździłem ją wzdłuż i wszerz, od Zbąszynia i Międzychodu po Turek, od Złotowa po Rawicz i Kępno. Jeśli zostanę wybrany radnym, będę przynajmniej raz w tygodniu do dyspozycji wyborców w słupeckim biurze PiS, zamierzam też powołać Stowarzyszenie Słupczan w Poznaniu, aby lobbować na rzecz naszego miasta i powiatu w stolicy Wielkopolski. Oprócz najbliższych mi spraw kultury chciałbym zajmować się strategią i rozwojem, pamiętając o uwzględnieniu Słupcy w planach dotyczących całego regionu.

– Przypomnij jeszcze swój dorobek młodszym Czytelnikom, którzy mogą nie pamiętać cię z gazety.
– Mam 52 lata, żona Natalia jest ginekologiem – położnikiem, córka gimnazjalistką, syn chodzi do „trójki”. Po studiach uczyłem przez 6 lat historii w słupeckim LO, byłem współzałożycielem i redaktorem naczelnym Gazety Słupeckiej, dyrektorem MDK w Słupcy i przez chwilę GOK w Strzałkowie, urzędnikiem od kultury i wicedyrektorem Wielkopolskiego Muzeum Walk Niepodległościowych w Poznaniu.

– A zainteresowania, poza polityką?
– Łączę zainteresowanie kulturą (film, muzyka, literatura) z byciem kibolem Lecha. Cieszę się, że syn gra na bramce w młodzikach młodszych SKP. I próbuję nadążyć za żoną na rowerze, podczas wakacji zjeździliśmy piękne Pogórze Sudeckie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....