Mieszkają jak w ziemiance

Gdy na sygnał od naszych czytelników, żeby pomóc jednej z rodzin z Ciemierowa (gm. Pyzdry) jedziemy pod wskazany adres nie wiemy co nas czeka… Mijamy ładne murowane domy we wsi. Wjeżdżamy w polną drogę i dojeżdżamy na skraj lasu. To, co tam zastajemy nie mieści się w głowie. 41-letnia Wioletta Wojciechowska wraz z dwójką rezolutnych dzieci, 10-letnim synem Iwem i 5- letnią córką Helenką mieszka jak w średniowieczu. Nieotynkowany dom ulepiony z gliny, zarwany strop i dziury w murze takie, że wiatr hula po izbie. Na dworze zimno, więc chora dziewczynka nakryta jest kołdrą, a jej starszy brat chodzi po domu w bluzie z kapturem na głowie.

Dom pani Wioletta odziedziczyła po mamie.

– Zbudowany był dawno, przed moim narodzeniem, na pewno nie był też od tego czasu remontowany. Kiedyś mieszkaliśmy tutaj z mamą i rodzeństwem. W sumie cztery osoby – mówi matka dwójki dzieci i pokazuje nam pomieszczenia. Cała trójka mieszka w jednym pokoju, bo drugi kompletnie nie nadaje się do zamieszkania. Ze stropu wystają ugięte belki, a w murze są trzy dziury wielkości piłek do koszykówki. Jest bardzo zimno, bo cały dom pani Wioletta ogrzewa jedną małą kozą, czyli wolnostojącym piecykiem.

Żyć rodzina ma z czego, bowiem pani Wioletta ma przyznaną rentę i rentę rodzinną. Nie stara się o zasiłek, bowiem przekracza ustalony dochód na jedną osobę o… 20 złotych. Dzieci więc są ubrane i nie głodują, ale pieniędzy nie starcza, żeby odłożyć na remont domu. Widać, że rodzina jest niezaradna życiowo, a w domu brakuje męskiej ręki. Ojciec dzieci nie interesuje się jednak potomstwem i dlatego pani Wioletta wychowuje tę rezolutną dwójkę sama. Matka i dwoje dzieci mieszkają w jednym niewielkim pokoju, gdzie nie ma nawet miejsca na to, żeby spokojnie usiąść do nauki.

W domu jest jeszcze jedno pomieszczenie, ale jest ono, jak już pisaliśmy powyżej całkowicie zrujnowane. Tam byłoby miejsce, na pokój dziecinny, a nawet ubikację. W tej chwili domownicy korzystają ze zbitego z różnych materiałów wychodka na zewnątrz domu. Latem jest w nim pełno robactwa, a zimą z kolei jest strasznie zimno. Nic więc dziwnego, że dzieci często chorują. Nie trzeba nawet wspominać, że wszyscy myją się w misce, bo nie ma w domu łazienki. Sołtys Ciemierowa Maria Owczarek zapytana przez nas o sytuację rodzinną pani Wojciechowskiej potwierdza, że dom jest w fatalnym stanie.

– Gmina i pomoc społeczna pomagają. Ostatnio pomogli w remoncie dachu, bo tej pani leciało na głowę. Pani Wojciechowska dostanie też węgiel na opał. To jest uczciwa kobieta. Dzieci nie chodzą głodne do szkoły. Widać, że dobrze się nimi opiekuje, ale na remont domu to chyba rzeczywiście jej nie stać. Tutaj rzeczywiście pomoc by się przydała – powiedziała nam w rozmowie telefonicznej sołtys Ciemierowa.

Pani Wioletta gdy pytamy ją, czy chciałaby zrobić remont domu, odpowiada: – Za co? Nie dam rady ani kupić materiałów, ani zapłacić za robociznę. Niedawno przy pomocy gminy udało się wymienić dach, ale… nie cały, bowiem na końcówkę zabrakło już materiału – opowiada. Potrzeby są ogromne. Dom trzeba wytynkować, ocieplić. Naprawić strop i wymienić podłogę. Zrobić remont pomieszczeń i wkopać szambo. Liczymy więc na pomoc ludzi dobrej woli.

Może znajdzie się ktoś kto może pomóc rodzinie Wojciechowskich z Ciemierowa? Wszystkich ludzi dobrej woli prosimy o kontakt z redakcją…

  • at 22:05
    Permalink

    „Widac ze rodzina jest niezaradna zyciowo, brakuje meskiej reki” co za idiotyczne stwierdzenie. Wlasnie jest zaradna zyciowo skoro, praktycznie z nie wielkich pieniedzy,ta Pani jest w stanie zapewnic dzieciom ubranie I wyzywienie.

    Reply
  • at 16:11
    Permalink

    Takie są prawa kapitalizmu o który polski robotnik zajadle walczył.Jeden zarabia 10 tys zł dziennie w drugi grosze.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....