Nielegalny handel grzybami kwitnie

Od ponad tygodnia w całej Polsce trwa „alarm grzybowy”. Lekarze i specjaliści głośno nawołują do tego, by uważać przy zbieraniu i kupowaniu grzybów – jest coraz więcej przypadków zatruć grzybami niejadalnymi. W lasach naszego powiatu grzybiarzy jest coraz więcej, a grzyby można też kupić m.in. na targu. Handel grzybami jednak jest obostrzony przepisami, które… niewiele osób respektuje. Bo i kar za to właściwie nie ma.

– W stacji Sanepidu są pracownicy, którzy zajmują się ocenianiem grzybów jadalnych. Jeżeli „przeciętny śmiertelnik” zgłosi się do nas, by ocenić czy grzyby są jadalne czy też nie, Sanepid taką ocenę musi wystawić. – mówi Zygmunt Jasiński, inspektor powiatowy SANEPID w Słupcy.

Jeśli jednak ktoś chce sprzedawać grzyby, czy to na targu czy przy drodze, taką ocenę mieć powinien.

Dyrektor słupeckiego Sanepidu mówi nam jednak, że w ostatnim czasie bardzo rzadko przychodzą osoby, które chcą sprawdzić czy grzyby są jadalne. Jeśli takie przypadki były, to raczej prywatne osoby po grzybobraniu, gdy nie są pewne czy ich grzyby są jadalne, zgłaszają się czasami do powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej.

Jak mówi nam inspektor Zygmunt Jasiński – szef słupeckiego Sanepidu – Bez oceny nie wolno sprzedawać grzybów. Mamy pracowników, którzy przechodzą odpowiednie szkolenia i takie atesty możemy wydawać. Ludzie mają wątpliwości, czy grzyb jest jadalny czy nie. Po zjedzeniu zatrutego grzyba taka osoba ma bardzo mało czasu na reakcję. Jeśli dzieje się coś złego po grzybach, natychmiast należy udać się do szpitala. Jeśli zatrucie jest ciężkie, np. muchomorem sromotnikowym, objawy są mniej wyraźne, ale bardziej wyniszczające – konieczne są przeszczepy i długie leczenie. W tym roku jeszcze nie było u nas przypadku zatrucia, ale obserwujemy to z „duszą na ramieniu”. Dzieciom nie powinno się wcale grzybów podawać do jedzenia, w razie zatrucia skutki są o wiele gorsze. Poza tym grzyby są ciężkostrawne, nie mają wartości odżywczych, tylko walory smakowe. Dodam, że sam w dni targowe chodzę na targ, by zobaczyć czy są sprzedawane grzyby czy nie. Są, ludzie sprzedają, a w tym roku nikt u nas jeszcze po ocenę nie był. Konsumenci, którzy kupują od handlarzy grzyby bez atestu, muszą liczyć się tym, że wśród grzybów jadalnych mogą znaleźć się gatunki niejadalne. W przypadku, gdy zostanie stwierdzona sprzedaż grzybów niejadalnych, handlarzowi grozi pociągnięcie do odpowiedzialności karnej za nieumyślne wprowadzenie do obrotu środka spożywczego szkodliwego dla zdrowia lub życia.W takim wypadku zgodnie z art. 96 ustawy o bezpieczeństwie żywości i żywienia handlarzowi grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. W przypadku sprowadzenia tym sposobem niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, art. 165 § 2 kodeksu karnego przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 3. Jeśli następstwem czynu jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawcy grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Z słupeckiego Sanepidu dowiedzieliśmy się, że osoby które sprzedają grzyby na słupeckim targowisku, atestu odpowiedniego do tej pory nie posiadały. W miniony piątek pracownicy powiatowej stacji pouczyli dwóch sprzedawców, że muszą oni mieć oceny grzybów, które sprzedają. Kar, póki co, żadnych nie było. Sanepid może podciągnąć sprzedaż nieatestowanych grzybów pod któryś z paragrafów. Jak się jednak dowiedzieliśmy, na początku „akcji” lepiej jest takie osoby pouczyć i delikatnie przymusić do uzyskiwania darmowego atestu, niż karać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....