Zarobki nie będą tajemnicą

Poczucie humoru i gotowość do działania. Tak po pierwszym spotkaniu można było opisać nowo wybranego prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej, Henryka Lewandowskiego. Nie była to pochopna opinia. Przy kolejnym spotkaniu potwierdza się teza o optymizmie i chęci zrobienia dobrych rzeczy dla mieszkańców spółdzielni. Henryk Lewandowski w rozmowie z Sylwią Filipczak opowiedział o planach na swoją kadencję i o tym, jakie wrażenie zrobiła na nim Słupca.

Jak to się stało, że Henryk Lewandowski, człowiek z daleka, wziął udział w konkursie na prezesa słupeckiej SM?

Przyczyna była bardzo prosta, ponieważ w tym mieście już od ładnych paru dziesięciu lat mieszka mój brat. I to on po prostu zasygnalizował, że będzie ogłoszony taki konkurs, śledziłem stronę internetową spółdzielni i jak się ukazało ogłoszenie, to doszedłem do wniosku, że moje doświadczenie i moja wiedza w zakresie zarządzania gospodarką mieszkaniową pozwala mi w takim konkursie wystartować i dlatego wystartowałem. (…) Nie spodziewałem się wygranej z tego względu, że jako osoba obca w środowisku zdawałem sobie sprawę, że większe szanse ma osoba, która ma rodzinę, ma znajomych tutaj, taka, która związana jest z tym środowiskiem, dlatego nie uważałem, że wygram. Było mi bardzo miło, gdy przeszedłem do drugiego etapu, już z tego byłem bardzo zadowolony.

Skoro zdecydował się Pan na objęcie sterów w słupeckiej SM, to pewnie słyszał Pan o burzliwych zebraniach lokatorów, członków spółdzielni, których zdaniem czynsze w Słupcy są na takim samym poziomie jak w Poznaniu czy Gdańsku. Jakie są Pana przemyślenia w tej kwestii? Czy zarzuty mieszkańców są słuszne?

Ja porównuję z tymi zasobami, którymi zarządzałem w poprzednim zakładzie pracy i widzę, że tu jest zdecydowanie drożej. Ale oczywiście to wszystko trzeba przeanalizować i na tym etapie akurat jestem, bo na przykład cena centralnego ogrzewania nie zależy tylko od spółdzielni. Spółdzielnia jest jak gdyby takim listonoszem, czyli rozlicza koszty na mieszkańców i przesyła dalej, natomiast bezpośrednio tych środków finansowych nie inkasuje. Podejrzewam, że błędem w latach ubiegłych było to, że miasto nie przejęło kotłowni przy Mostostalu. W tej chwili mamy do czynienia z tym, że jest inny producent i inny dystrybutor, czyli po drodze przyszedł dodatkowy pośredni i na to akurat nie mamy wpływu. Natomiast trzeba przeanalizować, co jest przyczyną tych kosztów, czy stan budynków, myślę tutaj o ociepleniu, czy może błędy popełnione w umowie, bo na przykład dużym obciążeniem jest zawsze zamówiona moc cieplna. Na podjęcie jakichś działań w tym temacie jest trochę za późno, bo te umowy można było zmieniać do końca sierpnia, ale na pewno będzie to temat do analizy w przyszłości. Koszta eksploatacji w tej spółdzielni są dość wysokie. W tym zasobie, którym poprzednio zarządzałem te koszty kształtowały się w wysokości około 50%. Na pewno była to inna strefa płacowa niż Słupca, bo to już jest wielkopolska, więc strefa raczej płacowo nieco bogatsza, natomiast uważam, że jest to zdecydowanie zbyt drogo i nad tym akurat siedzę, analizuję zawarte umowy, z czego te koszty wynikają i wyciągam wnioski.

Myślę, że wiele osób jest ciekawych, w jakim stanie przejął Pan spółdzielnię i jak ocenia Pan kadencję poprzednika?

Jeżeli chodzi o finanse spółdzielni, to sytuacja jest bardzo dobra. Raczej nie chciałbym oceniać poprzednika, wolałbym skupić się nad tym, co będzie przed nami, czyli myśleć o przyszłości. Analizuję tę sytuację związaną z poprzednikiem z innych względów, bo zmiana zarządzania to też jest duże obciążenie dla spółdzielców i tylko z tego tytułu na to patrzę, natomiast ja nie jestem od tego, żeby rozliczać przeszłość. Skupiam się nad tym, co będ z i e w przyszłości.

Jeśli już mowa o poprzedniku, to należy wspomnieć, że o zarobkach pana Książczaka krążą legendy. Podczas zebrania mówiło się, że jego pensja wynosi 20 tysięcy. Członkom spółdzielni, lokatorom trudno było zrozumieć, że zarobki płacone z ich kieszeni są owiane taką tajemnicą. W związku z tym pytanie do Pana, czy będzie Pan działał bardziej transparentnie i pochwali się swoją pensją?

Uważam, że kwestia mojego wynagrodzenia nie może być tajemnicą. Nie chcę jednak tego ujawniać za pomocą środków masowego przekazu, natomiast uważam, że spółdzielcy mają prawo wiedzieć, ile ja zarabiam i z tego na pewno nie będę robił tajemnicy.

A jakie będą pierwsze decyzje, które podejmie Pan jako prezes? Czy ma Pan już wyznaczony plan działania, zadanie, jakie chciałby Pan zrealizować?

Przez pierwsze dni skupiam się na analizie tego, co zastałem, a pierwsze decyzje będą podejmowane w kilkunastu najbliższych dniach. Nie powiem jakie, z tego względu, że jestem człowiekiem rozważnym i najpierw staram się przemyśleć te decyzje zanim zacznę je realizować.

Do tej pory spółdzielnia włączała się w życie miasta, będąc partnerem kilku akcji rekreacyjnych. Z drugiej strony jako podmiot, którego majątek zajmuje sporą część miasta, rzadko brała udział w dyskusjach na temat jego rozwoju. Czy jest taki obszar, pole do dyskusji, które chciałby Pan poruszyć z władzami samorządowymi, żeby poprawić estetykę osiedla, a co za tym idzie estetykę miasta?

Spółdzielnia zajmuje dosyć spory obszar miasta i myślę, że współpraca z władzami samorządowymi jest jak najbardziej wskazana i potrzebna i takie rozmowy z przyjemnością będę chciał prowadzić, oczywiście jeśli władze do takich rozmów zaproszą. Na pewno na początek mam dużo pracy tutaj wewnątrz spółdzielni, ale zawsze na wszystkie inicjatywy będę otwarty i gotowy. Jeżeli będą jakieś propozycje, czy to z mojej strony czy ze strony władz samorządowych, to najważniejsze, żeby spółdzielcy je akceptowali, bo ja się czuję pracownikiem nie spółdzielni tylko pracownikiem zatrudnionym przez spółdzielców, czyli moje działania powinny być nastawione na ich interes. Drzwi mojego biura zawsze dla spółdzielców będą otwarte.

Jeszcze w temacie estetyki, to jest na terenie spółdzielni kilka takich miejsc, jak np. korty przy osiedlu Kilińskiego, które kiedyś tętniły życiem, zimą urządzano tam lodowisko, a teraz ten teren jest ponury, odstraszający i zagrażający zdrowiu dzieci, które się tam bawią. Poznał Pan to miejsce? Czy będzie pomysł na zagospodarowanie tego terenu i przywrócenia na nim życia?

W moim pierwszym dniu pracy pozwoliłem sobie zwiedzić teren, którym zarządzamy i starałem się go poznać takim pierwszym rzutem oka. Dzisiaj, jeżeli udaję się do naszego zaplecza technicznego na ul. Kilińskiego przy Hermesie, robię to spacerkiem, bo wtedy inaczej człowiek patrzy niż z samochodu i może więcej zobaczyć. Jeśli chodzi o te korty, to cieszę się, że pani o tym wspomina, bo na pewno zainteresuję się tym tematem. Jeżeli to miejsce kiedyś tętniło życiem, to może warto byłoby do tego wrócić, ale może właśnie we współpracy z władzami miasta, bo to miejsce służyłoby nie tylko mieszkańcom spółdzielni, ale też miasta. Jestem otwarty na to, żeby o tym pomyśleć i może coś uda się z tym zrobić.

Nadal pozostając w temacie estetyki, czy podoba się Panu osiedle Niepodległości? Pytam o to dlatego, że wielu mieszkańców tych bloków ma uwagi co do kolorystyki, ich zdaniem te pstrokate kolory szpecą budynki. Może lepszym rozwiązaniem byłoby ozdobienie bloków muralami. Co Pan o tym sądzi?

Kolorystyka faktycznie jest taka zróżnicowana. Powiem, jak w przeszłości do tego podchodziłem. Kiedy remontowaliśmy budynki, ocieplaliśmy je, to ich wygląd poddawaliśmy konsultacji mieszkańców. Mieliśmy układ kolorystyczny, natomiast dobór samych kolorów pozostawialiśmy mieszkańcom i powiem, że bardzo fajnie to wyszło. Jeśli chodzi o murale, to ja nie jestem zwolennikiem ich wykonywania na budynkach typu blokowego, bo to mogłaby być trochę zachęta do takich oddolnych działań, czyli spray i do roboty. Jeżeli mówimy o wyglądzie i estetyce, to z moich obserwacji wynika, że stan dbałości o zieleń pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście mówię na podstawie moich wcześniejszych doświadczeń, czyli jest nad czym popracować. W tym temacie miałem rozmowy z naszym wykonawcą, bo na początek mogę wpłynąć na to, żeby on trochę inaczej podchodził do pewnych działań, a później przemyślę sobie ten temat.

Zostawmy kwestię estetyki i porozmawiajmy o Pana przeszłości. Myślę, że wielu mieszkańców jest ciekawa, jakie jest Pana doświadczenie w spółdzielczości.

Jeśli chodzi o spółdzielczość, to nie mam żadnego doświadczenia, natomiast mam 11 lat doświadczenia w gospodarce mieszkaniowej. Zarządzałem gminnym zasobem mieszkaniowym i wspólnotami mieszkaniowymi. Gdy przejąłem gminny zasób mieszkaniowy, to rozpoczęliśmy z 16 wspólnotami, na koniec było to 41 wspólnot. Jeżeli w spółdzielni mieszkańcy w pewien sposób są „skazani” na spółdzielnię, to we wspólnotach tak nie jest. Jeśli wspólnoty z własnej inicjatywy przychodziły, żeby przejąć zarządzanie, to świadczyło o tym, że jakość naszej pracy była przynajmniej przyzwoita. Po drodze zlikwidowaliśmy dwie spółdzielnie mieszkaniowe, które przejęliśmy. Tych 11 lat pracy się nie wstydzę, uważam nawet, że mam się czym pochwalić. Natomiast wśród komentarzy czytelników ktoś zarzucał mi brak doświadczenia w spółdzielczości. Czym się różni spółdzielczość od normalnej gospodarki mieszkaniowej? Tym, że jest zarząd, który nie jest chętny na zmiany. A ja jestem chętny na zmiany, na nowe spojrzenie i właśnie moje doświadczenie ze wspólnotami pozwoli mi inaczej na to wszystko patrzeć.

Na temat Pana rozstania z poprzednim pracodawcą można znaleźć w internecie różne nieprzychylne Panu informacje. Czy należy to traktować jak zwykłe pomówienia i brak merytorycznych argumentów ze strony zwalniającego?

Ktoś, kto mnie odwoływał musiał coś napisać. Stan prawny jest taki, że wygrałem sprawę sądową za wypowiedzenie umowy niezgodnie z prawem i podejrzewam, że w najbliższym czasie wniosę jeszcze sprawę o odszkodowanie za nieuzasadnione odwołanie ze stanowiska. Konsekwencje tego odwołania będą dosyć kosztowne dla przedsiębiorstwa, w którym pracowałem. Miałem jeszcze trzy lata kadencji przed sobą i żeby mnie zwolnić, trzeba było znaleźć powody, a nikt tych konkretnych argumentów nie podał, są to ogólne pomówienia, bo tam nie ma żadnego faktu. W moim wypowiedzeniu jest taki zapis „podejmował decyzje nie zawsze najlepsze dla przedsiębiorstwa”. Ja się z tym zgadzam, bo ja nie zawsze podejmowałem najlepsze decyzje, bo każdy się myli, ja jestem tylko człowiekiem, natomiast staram się podejmować jak najlepsze decyzje i tak będzie też tutaj. Nie zawsze podejmę najlepsze decyzje, ale będę się starał, żeby były one korzystne dla spółdzielców.

Wiem, że pewnie jeszcze za wcześnie na takie pytania, ale jak ocenia Pan współpracę z Radą Nadzorczą?

Póki co trudno mówić o współpracy, bo mój kontakt z Radą Nadzorczą to było spotkanie, na które zostałem zaproszony jako jeden z kandydatów na stanowisko prezesa. W wyniku tego spotkania wygrałem. Moim zdaniem wypadłem merytorycznie, czyli to, co mówiłem było przekonujące dla większości członków Rady. Słuchałem ich pytań i powiem, że większość ludzi w Radzie jest bardzo merytoryczna i nie ma tam takiego zjawiska „oszołomstwa” i to dobrze rokuje na przyszłość. Myślę, że ta współpraca będzie się układała dobrze, tylko Rada Nadzorcza musi być odporna na jakąś tam krytykę, bo wiadomo, że nie każde działanie się od razu spodoba. Na przykład moje pierwsze działanie, jakie w tej chwili robię, to podpisywanie wezwań do zapłaty i to się może komuś nie spodobać, ale to jest mój obowiązek.

Na koniec wrócę jeszcze do kwestii estetyki, ale teraz nieco szerzej. Jak się Panu podoba Słupca?

Powiem tak, że byłem trochę zdziwiony, że Słupca jest taka mała. Jak słyszałem, że jest to miasto powiatowe, w którym są jakieś duże zakłady, jak Mostostal czy inne, to byłem przekonany, że tu jest co najmniej 20 – 30 tysięcy mieszkańców, a z dużym zdziwieniem dowiaduję się, że to jest rząd 15 tysięcy. W mojej gminie mieszkało tyle samo mieszkańców, więc ogrom tego miasta mnie nie przeraża. Nie pochodzę z Lidzbarka, ale mieszkam tam 28 lat i w tej chwili mówię, że Lidzbark to jest moje miasto, bo zaangażowałem się w jego sprawy, widać w nim ślad mojej działalności. Bardzo chętnie pomieszkam kolejnych 10, bo tyle zostało mi do emerytury, w Słupcy i chciałbym za tych 10 lat powiedzieć, że Słupca to jest moje miasto.

Miejmy nadzieję, że takie słowa padną z ust prezesa Lewandowskiego. Gratulujemy wygranej i życzymy podejmowania jak najlepszych decyzji!

***

Nowicki wiceprezesem

Rada Nadzorcza nie tylko wybrała prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej. Dokonała także wyboru wiceprezesa. Został nim dotychczasowy główny księgowy Kazimierz Nowicki. To nie jedyna funkcja Kazimierza Nowickiego. Od 2002 roku był on w zarządzie PSS SPOŁEM w Słupcy, był też likwidatorem spółdzielni ROLNIK i podobną funkcję (gł. księgowego) pełnił w słupeckim GS-ie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....