Mieszkańcy chcą Kruczkowskiego

Wiele emocji wywołała nasz ubiegłotygodniowa publikacja o zmianie nazwy ulicy Leona Kruczkowskiego. Samorząd Słupcy w ubiegłym roku na mocy ustawy dekomunizacyjnej zmienił nazwy ulic Berlinga i 22 Lipca. Okazało się, że zapomniano o Leonie Kruczkowskim, który od samego początku znajdował się na liście IPN-u. Dlatego zmianę nazwy tej ulicy nakazał samorządowi wojewoda wielkopolski. Mieszkańcy nie chcą o tym słyszeć. – Może Kruczkowski był komunistą, ale był pisarzem i nikogo nie zamordował – argumentuje jedna z mieszkanek ulicy Kruczkowskiego.

Jedna z mieszkanek ulicy Kruczkowskiego, która odwiedziła naszą redakcję ma podwójny żal. – Zostaliśmy zaskoczeni tą informacją. Wcześniej nikt nas nie informował o konieczności zmiany nazwy. Nie zgadzamy się na to, tym bardziej, że zmiana jest nam narzucana od góry, bez konsultacji. Od czego jest Informator Słupecki, który trafia do każdego domu? Gdzie jest dialog? – pyta rozżalona. Jej zdaniem władza powinna się zajmować ważniejszymi sprawami taki jak np. ochrona środowiska a nie dekomunizacją. Okazuje się, że nasza czytelniczka mieszkająca na ulicy Kruczkowskiego jest za pozostawieniem obecnej nazwy.

– Takie były czasy i Kruczkowski był może komunistą, ale na papierze. Przecież to był pisarz i nikogo nie zamordował. Odstąpię od tego dopiero wtedy, gdy ktoś przyprowadzi świadków jego zbrodniczej działalności. Jesteśmy świadkami sądu nad Kruczkowskim, który nie żyje i nie ma szans się obronić. Za tolitaryzmu to było nie do pomyślenia, a dziś skaczemy sobie do oczu. Nazwa Kruczkowskiego mówi o naszej historii, a tej nie da się zmienić jakimś dekretem – mówi mieszkanka Słupcy. – Nie rozumiem tej nagonki na Kruczkowskiego. Przecież nosi on polskie nazwisko… – dodaje nasza czytelniczka Słupczanka obawia się, że przyjdzie jej zapłacić za tę zmianę. – Mówi się, że dokumenty wymienią za darmo. Podejrzewam, że terminy urzędowe będą się przeciągały, a jak ktoś będzie potrzebował szybciej, to będzie musiał za to zapłacić. A co z dokumentami budowy, mapami geodezyjnymi, planami? – pyta mieszkanka ulicy Kruczkowskiego.

Schulz, a nie Fiszer

Władze samorządowe Słupcy postawione przez wojewodę pod ścianą, chciały zmienić nazwę Kruczkowskiego na Edwarda Fiszera. Fiszer jako patron ulicy był od dawna proponowany przez wiele osób. Okazuje się, że miasto swoją szansę… przespało. – Możliwości podjęcia uchwały w oparciu o własne propozycje samorządu wyczerpały się we wrześniu ubiegłego roku. Samorząd miał rok na podjęcie stosownych decyzji. Władze miasta mogły samodzielnie dokonać zmian w nazwie w ciągu 12 miesięcy obowiązywania ustawy na Edwarda Fiszera i komisja działająca przy wojewodzie z całą pewnością zwróciłaby się wtedy do IPN o opinię na temat tejże nazwy. W tej chwili wojewoda nie ma obowiązku uwzględniać propozycji samorządu – mówi Tomasz Stube z gabinetu wojewody, kierownik oddziału Mediów i Komunikacji Społecznej. Tomasz Stube z gabinetu wojewody, mówi, że celem ustawy i wprowadzanych zmian jest przywracanie pamięci o symbolach polskiej państwowości, postawach zasługujących na szczególne upamiętnienie, czy najważniejszych wydarzeniach z naszej historii. Dlatego najprawdopodobniej w najbliższym czasie mieszkańcy ulicy Kruczkowskiego zyskają nowego patrona w osobie Brunona Schulza.

Kim był Bruno Schulz?

Bruno Schulz urodził się 12 lipca 1892 r. w Drohobyczu koło Lwowa, w rodzinie zasymilowanych Żydów. W rodzinie Schulza nie kultywowano jednak tradycji żydowskich i mówiono tylko po polsku. Był prozaikiem, grafikiem, malarzem, rysownikiem i krytykiem literackim. Schulz właściwie był samoukiem – nie ukończył studiów ani we Lwowie, ani w Wiedniu. Większość z jego zachowanych prac pochodzi z lat 30. Wyjątek stanowią grafiki z cyklu Xięga bałwochwalcza. Prace te wysoko cenił Stanisław Ignacy Witkiewicz. Pozostałe zachowane dzieła to rysunki piórkiem, ołówkiem lub kredką oraz jeden obraz olejny pewnego autorstwa, z 1920 r. To tylko część dorobku artysty – większość prac przepadła w czasie II wojny światowej.

Twórczość Schulza – zarówno plastyczna, jak i pisarska – to opowieść o jego własnych słabościach, zawiłościach psychiki, obsesjach, pasjach i kompleksach. Dorobek pisarski Schulza jest skromny ilościowo – to raptem dwa tomy opowiadań: Sklepy cynamonowe oraz Sanatorium pod Klepsydrą, a także kilka utworów. Twórczość Schulza porównuje się do modernistycznego ekspresjonizmu Franza Kafki, łączy się ją także z surrealizmem, kreacjonizmem, psychoanalizą. Sam Schulzcenił twórczość Rainera Marii Rilkego, Kafki i Tomasza Manna.

W 1941 r. wojska III Rzeszy, ponownie wkroczyły do Drohobycza. Rozpoczęto represje wobec Żydów, utworzono getto, do którego trafiła rodzina Schulza. Początkowo Schulz został przydzielony do uporządkowania cennych zbiorów książkowych zrabowanych przez Niemców z biblioteki jezuitów w Chyrowie. Niemcy wykorzystywali talenty plastyczne Schulza do wykonywania licznych prac malarskich. 19 listopada 1942 r., około południa, pisarz prawdopodobnie szedł do Judenratu po chleb na drogę – miał najbliższej nocy uciekać z getta do Warszawy. Natrafił na tzw. „dziką akcję” gestapowców, mordujących Żydów na ulicy w odwecie za postrzelenie jednego z Niemców. Schulz został zastrzelony.

Według innej wersji wydarzeń związanych ze śmiercią Schulza nie cierpiał on głodu w getcie ani nie musiał iść po chleb. Stał jedynie na ulicy i nie został zastrzelony, jak twierdzono, przypadkowo, a celowo, dwoma strzałami w tył głowy. Zabójcą miał być oficer niemiecki Karl Günther. Ciało pisarza cały dzień leżało na ulicy, gdyż nie pozwolono go pochować. Przypuszcza się, że zostało złożone we wspólnej mogile, której po wojnie nie udało się odnaleźć. Do grzebania zwłok Schulza przyznaje się kilka osób, każda podaje inną lokalizację i okoliczności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....