Uratował życie dwóch mężczyzn

„Stałem z córkami w wodzie. Obok nas przechodził mężczyzna ok. 60-tki. Wyraźnie pod wpływem alkoholu. Nagle zobaczyłem, że postanowił popłynąć. Czułem, że może się to bardzo źle skończyć. Odprowadziłem córki do żony na brzeg i wróciłem. W tym czasie za starszym mężczyzną popłynął drugi po 30-tce. Zaczęli oddalać się od brzegu, kierując się na Kochowo. Miałem złe przeczucia. Wziąłem z wypożyczalni rowerek wodny. Gdy zacząłem płynąć w ich kierunku, młodszy z dwójki mężczyzn zaczął głośno krzyczeć i wzywać pomocy. Straszy się krztusił …” – tak zaczęła się akcja ratunkowa na Jeziorze Powidzkim, dzięki której nie doszło do tragedii.

Wakacje dobiegły końca. Pozostały wspomnienia pięknych słonecznych, nierzadko upalnych dni, które chętnie spędzaliśmy nad wodą. W tym roku nad jeziorami w powiecie słupeckim było dość bezpiecznie. Jak się okazuje, także dzięki czujności osób przebywających na plaży. Udało nam się dotrzeć do jednego z takich „cichych bohaterów”, którym jest Krzysztof Ratajczyk ze Słupcy. Pod koniec wakacji (20.08) zapobiegł tragedii na plaży w Giewartowie, gdzie dwóch mężczyzn, pod wpływem alkoholu postanowiło przepłynąć wpław Jezioro Powidzkie.

BYŁO GROŹNIE

To był wtorek ok. godz. 14.00. Piękna słoneczna pogoda. Na dzikiej plaży w Giewartowie wypoczywało ok. 50 osób. Moje złe przeczucia mnie nie myliły. Widząc tych dwóch mężczyzn, będących wyraźnie pod wpływem alkoholu jak oddalają się od brzegu, pobiegłem i poprosiłem właściciela wypożyczalni rowerków o udostępnienie mi jednego. Powiedziałem o co chodzi. Bez problemu dostałem rowerek. Mężczyźni byli gdzieś w połowie drogi między jednym brzegiem a drugim. Kierowali się na Kochowo. Wypłynąłem w ich kierunku. Usłyszałem jak młodszy z nich głośno krzyczy. Ludzie, którzy pływali w tym czasie na materacach dalej od brzegu, też na pewno go słyszeli. Starszy mężczyzna zaczął zalewać się wodą i krztusić. Podpłynąłem najpierw po młodszego, który był bliżej. Dziękował, że przypłynąłem. Wciągnąłem go na rowerek i podpłynęliśmy po tego drugiego. Ku mojemu zdziwieniu mężczyzna zaczął nam uciekać. Nie chciał wejść na rowerek, pomimo że ciągle twarz zalewała mu się wodą, krztusił się, po czym wywracał się na plecy i dryfował i tak w kółko. Wyglądało to dość przerażająco. On uparcie twierdził, że chce przepłynąć całe jezioro aż do Powidza. Chyba mocno przecenił swoje umiejętności. Na szczęście w końcu udało się wciągnąć starszego pana na rowerek przez młodszego. Okazało się, że to ojciec i syn. – zrelacjonował nam przebieg akcji Krzysztof Ratajczyk.

Gdyby nie pospieszył z pomocą, najprawdopodobniej starszy z mężczyzn opadłby zupełnie z sił, młodszy próbowałby mu pomóc i oboje poszliby na dno. A znajdowali się już bardzo daleko od brzegu. Około 3/4 długości jeziora między plażą w Giewartowie a Kochowem. Jaka to odległość może uzmysłowi fakt, że powrót rowerkiem na brzeg zajął ponad 10 minut.

– Po wyjściu na brzeg panowie podziękowali za udzielenie pomocy i ochoczo zapraszali mnie w ramach rekompensaty – na piwo! Jak to się mówi, ręce opadają. Chyba jednak dotarło do nich, że postąpili lekkomyślnie i było im trochę wstyd, bo szybko zwinęli się z całą ekipą znajomych i odjechali – dodał pan Krzysztof.

TRAFILI NA ZAWODOWCA

Podczas rozmowy z naszym bohaterem okazało się, że czujność pana Krzysztofa nie jest przypadkowa. Jest on bowiem wykwalifikowanym ratownikiem wodnym. Mało tego, jest nauczycielem wychowania fizycznego w słupeckim „ekonomiku” i prowadzi prywatną szkółkę pływania.

Jadąc z rodziną na kąpielisko zawsze kątem oka obserwuję plażę. To takie moje zboczenie zawodowe. Zarówno ja, jaki i żona Joanna jesteśmy ratownikami. Prowadzę w Słupcy szkółkę pływania dla dzieci w wieku 5-9 lat. Jeździmy na basen do Konina sześć dni w tygodniu. Zabieram dzieci ze Słupcy ok. godz. 15.00 i wracamy ok. 18.00. W soboty zabieram starszych. Gdy tylko zostanie otwarta pływalnia w Słupcy, przeniesiemy zajęcia na nasz basen – wyjaśnia nasz bohater.

Zainteresowani nauką pływania z panem Krzysztofem znajdą go pod adresem www.sportmania.edu.pl lub na profilu facebookowym „Sportmania”.

•••

Myślę, że dwaj panowie, którzy zażywali kąpieli w Giewartowie mieli ogromne szczęście, że trafili na obecność zawodowego ratownika na plaży. Tyle się mówi o akcji „Pływaj stylem, nie promilem”, a mimo to szalonych pomysłów nad wodą po alkoholu nie brakuje. Niech zdarzenie z Giewartowa będzie przestrogą na kolejne lata dla wszystkich. Podobne „pokazy umiejętności” mogą się zakończyć tragicznie bez nadejścia pomocy w porę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....