,,Sytuacja jest coraz trudniejsza” o obecnym systemie ratownictwa medycznego mówi ratownik Łukasz Śmigielski

,,Chłopacy po powrocie wyglądali nieciekawie. (…) Nie zostali ściągnięci z dyżuru. Nie zostali nikim zastąpieni. Zaraz po tym musieli jechać do kolejnego zdarzenia. Gdzieś ta granica ludzkiej psychiki jest przekraczana i potem odbija się na naszym zdrowiu. Uciekają często w używki. Zdarzają się przypadki uzależnienia od alkoholu, narkotyków” o ciężkiej pracy ratownika medycznego opowiedział nam Łukasz Śmigielski. Od kilku tygodni trwa ich protest i jak mówi rozmowy z rządzącymi nie idą w dobrym kierunku. ,, Jest nas coraz mniej. Zabraknie ludzi na SORach, na Izbach Przyjęć i w zespołach wyjazdowych, nie będzie miał kto pracować”.

Przygoda Łukasza z ratownictwem medycznym zrodziła się z przypadku. Po ukończeniu słupeckiego liceum chciał udać się na studia lekarskie do Poznania. – Brakowało mi dosłownie punktu. W następnym roku już brakowało mi ich trochę więcej. W tym czasie zacząłem technikum medyczne w Koninie. Kiedyś ratownik medyczny nie zaczynał się od razu od studiów, tylko robiłeś 2-letniego technika – mówił o swoich początkach. Pracę zaczął w Koninie jako kierowca karetki. Od września 2006 r. pracuje jako ratownik medyczny. W Słupcy pracuje na Izbie Przyjęć od końca 2017 r. 

Łukasz nie ma takiej jednej szczególnej akcji, którą by zapamiętał. – Tego jest bardzo dużo. Od urwanej ręki po dziecko z guzem mózgu. Książkę o tym by można było napisać. Staram się jak najszybciej wyrzucić to z siebie. Tylko sytuację z dzieciakami przeżywam dłużej, nawet z 2 tygodnie, bo to jest jednak zupełnie inne przeżycie – powiedział. 

Mężczyzna powiedział nam, że ratownicy medyczni w Polsce mają najwięcej uprawnień z zakresu medycyny ratunkowej w całej Europie, a wymaga się od nich coraz więcej. – Wszystko chcą zrzucać na nas. Mamy sporo leków do opanowania, chcą abyśmy wykonywali szybkie USG, a nawet stwierdzali zgony za lekarzy rodzinnych. Mało mamy różnych szkoleń, kursów, a wymaga się od nas coraz więcej – przedstawił sytuację.

Od kilku tygodni w całej Polsce trwa protest personelu medycznego. – Na dzień dzisiejszy walczymy o godne życie. Aby pracować na jednym etacie, a nie na dwóch, czy nawet trzech. Żeby teraz zarobić coś dla siebie, dla rodziny to musimy wyrobić parędziesiąt, czy nawet paręset godzin więcej. Część moich kolegów robi ponad 300 godzin w miesiącu. W Koninie ja robię cały etat, czyli mniej więcej 168 godzin plus w Słupcy 120 godzin. To wiesz, jest kosztem mojego zdrowia i mojej rodziny. Na dzień dzisiejszy tak ten system funkcjonuje. Brakuje już wszędzie kadry, nie tylko ratowników, ale także pielęgniarek i lekarzy. Jest to wiele lat zaniedbań – mówił Łukasz.

Z jego wypowiedzi wynika, że czasem ratownicy kilka dni z rzędu są bez przerwy na dyżurze. – Tak właśnie jest, nie będę tego ukrywał. Ja staram się brać maksymalnie 24 godziny, ale 36 również mi się zdarzają. Koledzy nieraz siedzą 2,5 dnia. Każdy jest przemęczony. Wiadomo, zdarzają się dni, że się nie przepracowujemy, ale są dni, że nie wychodzi się z tej karetki. Podziwiam chłopaków z Poznania, Wrocławia itp. Tam to jest katorga. Oni praktycznie żyją w tej karetce. Jedzą w karetce, piją w karetce, potrzeby załatwiają u pacjentów. Praca jest coraz cięższa, ludzie stają się coraz bardziej roszczeniowi. Nam się obrywa najwięcej. Powinny być większe nakłady na służbę zdrowia. O to walczą w tym ,,białym miasteczku”. Walczą o to, aby było więcej szkoleń, aby tej kadry było coraz więcej. Nas jest za mało – stwierdził. 

Jak powiedział nam Łukasz 90% ich wyjazdów stanowią interwencje, które można by było załatwić u lekarza rodzinnego. – Jeździmy do wymiotów, do biegunek, do temperatury, złamanego paznokcia, lekkiego przecięcia. Takie małe problemy możemy załatwić w domu. Mamy apteki, lekkie rany można oczyścić Octeniseptem, założyć opatrunek. Zespoły wyjazdowe nie były tworzone po to, aby załatwiać sprawy przewlekłe. To miały być sprawy pilne, np.: zawał, udar, omdlenia, wypadki – poinformował.

Ratownicy walczą nie tylko o to, aby godnie pracować, ale aby zmienić obecny system. – Jeżeli nie będzie on zmieniony to będzie bardzo źle. Musi się dużo zmienić. Na pewno wyższe nakłady na służbę zdrowia, godniejsze warunki, jakieś zaplecze socjalne itp. Abyśmy mieli dostęp do psychologa. Na tę chwilę takiej możliwości nie mamy. Jak mamy problem to jedynym moim psychologiem jest kolega, koleżanka z którą jeżdżę. Problemów nie przynoszę do domu. Mogę podać tobie taki przykład, z Konina akurat. Chyba było to w Kramsku. Kobieta zraniła dzieci, jedno śmiertelnie. Chciała podciąć sobie gardło. Wysłano dwa zespoły. Chłopacy po powrocie wyglądali nieciekawie. W sumie nie dziwie im się, pewnie też tak bym wyglądał. Widoki na pewno nie były za ciekawe. Nie zostali ściągnięci z dyżuru. Nie zostali nikim zastąpieni. Zaraz po tym musieli jechać do kolejnego zdarzenia, do zatrzymania krążenia. Gdzieś ta granica ludzkiej psychiki jest przekraczana i potem odbija się na naszym zdrowiu. Uciekają często w używki. Zdarzają się przypadki uzależnienia od alkoholu, narkotyków. Ratownictwo ogólnie jest ciężkie. Ktoś może widzieć we mnie bohatera, ktoś mende, bo nie udzieliłem pomocy takiej jak oczekiwał. Jeżeli teraz mam taką możliwość to chciałbym powiedzieć ludziom, aby byli bardziej dla ratowników wyrozumiali. Mamy też swoje problemy – powiedział.

Czy nie miał już tego wszystkiego dosyć? – Teraz mam taki okres. Cały czas myślę, aby może zostać tylko na jednym etacie i robić coś dla siebie poza godzinami pracy, albo całkowicie zmienić zawód. Sytuacja nie jest ciekawa. Codziennie mamy jakieś obietnice, zwodzą nas, to nie jest miłe. Jeżeli wszyscy nie staniemy za sobą murem, a niestety jesteśmy podzieleni, to będzie źle. Odejdą. Jest nas coraz mniej. Zabraknie ludzi na SORach, na Izbach Przyjęć i w zespołach wyjazdowych, nie będzie miał kto pracować. Rozmowy z rządzącymi nie idą w dobrym kierunku – odpowiedział.

– Sytuacja jest bardzo trudna. Nasze państwo już jest niewydolne. Coraz więcej ludzi będzie protestować. Przez ileś lat wiele sektorów było zaniedbane. Inflacja idzie w górę. Podejrzewam, że te pieniądze, które wywalczymy teraz to za rok, za dwa, będą na tym samym poziomie co teraz. Będzie takie błędne koło. Chciałbym na koniec powiedzieć do moich kolegów ratowników, abyśmy się w końcu zgrali i coś z tym zrobimy, bo jak nie to zostajemy w czarnej … . ,,Razem latamy, razem umieramy”, jeżeli nie będziemy Bad Boysami no to nie damy rady i tak to zostanie – powiedział na koniec.

  1. Witam. Szanuje Wasza pracę i to co robicie dla nas wszystkich.
    Prośbe mam tylko taką, napiszcie ile macie płacone na godzinę co? Napiszcie ile zarabiacie miesięcznie na jednym etacie? Może w ten sposób zdobędziecie poparcie u ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *