O złym początku jubileuszowego roku

Rok 2010, mimo iż minęły zaledwie niecałe cztery miesiące, z wielu powodów nie pozwoli się na zawsze wymazać z naszej pamięci. Zaczęło się od niezwykle srogiej zimy, która mocno spustoszyła nasze kieszenie. Wkrótce dowiadujemy się o katastrofie ekologicznej na słupeckim jeziorze, która na dziś pochłonęła około 30 ton śniętych ryb.

Jak by tego mało to do tego ponurego obrazu dołożyła się jeszcze bardzo zła sytuacja ekonomiczna wielu lokalnych firm usługowych i handlowych, które często zmuszone do bardzo drastycznych i bolesnych decyzji próbują pozostać na rynku. Na jak długo? Czas pokaże. Gdy wydawało się, że pasmo nieszczęść minęło nagle nadchodzi tragiczna informacja ze smoleńskiego lotniska.

Największa w historii naszego miasta ilość flag narodowych przepasanych kirem, wywieszonych na okoliczność uczczenia ofiar smoleńskiej tragedii, zaświadczała dobitnie, jak bardzo chcieliśmy połączyć się w bólu i współczuciu. Mimo, że nadal jeszcze słyszymy żałobne dźwięki wojskowej orkiestry, a smutek i gorycz serce ściska to mam nadzieję, że kolejne miesiące będą dla naszego miasta i regionu bardziej radosne i najzwyczajniej lepsze. Wszak nastał w naszym mieście rok jubileuszowy i oby Najwyższy dał nam okazję do radowania się i świętowania, oszczędzając wspomnianych i podobnych nieszczęść.

Mimo, iż początek roku był dla nas fatalny to czas zapewne już wielki, by -mimo jeszcze świeżych ran i smutnych wspomnień- zacząć myśleć o naszym słupczan współudziale w obchodach 720.lecia naszego miasta. Apogeum jubileuszu będą sierpniowe Wawrzynki Słupeckie. Do wawrzynkowych wspomnień wrócę w najbliższym felietonie tym bardziej, że jestem świeżo po lekturze archiwalnych materiałów z narodzin tej ciekawie zapowiadającej się „latoś” imprezy i doprawdy jest co wspominać.

Chciałbym na koniec wrócić do bardzo interesujących wątków wywołanych smoleńską tragedią. Od kilku dni jeden z nich podnosi arcybiskup Józef Życiński, który wskazuje na konieczność zadbania o mogiły żołnierzy radzieckich poległych na naszych ziemiach w czasie II wojny światowej jako wyraz podziękowania za solidarność Rosjan z naszym krajem po katastrofie polskiego samolotu. No cóż, chciałoby się powiedzieć: historia kołem się toczy. Po raz czwarty na łamach GS mam okazję pisać o sprawie, która naszemu miastu, a przede wszystkim ówczesnym rządzącym Słupcą nie przyniosła chwały.

Usunięcie prochów żołnierzy radzieckich, poległych podczas wyzwalania Słupcy, ze słupeckiego rynku i wywiezienie ich na cmentarz w Kole było decyzją złą i pozbawioną humanitarnej i historycznej wyobraźni. Dziś, gdy Rosjanie dają wyraźny sygnał do pojednania takie potraktowanie ich rodaków chwały temu miastu nie przysporzyło. Decyzja była o tyle dziwna, iż z racji bliskości granicy zaborów Słupcę zamieszkiwało wielu Rosjan, po których pozostały często życzliwe wspomnienia i liczne mogiły. Kolejne mogiły rosyjskich żołnierzy-tułaczy złożone na słupeckiej ziemi mogłyby wiele uczynić dla pojednania dwóch narodów. Mogłyby…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *