Śmiali się z ojca, który mówił prawdę?

Łukasz A. na sprawę doprowadzony był w kajdankach
Łukasz A. na sprawę doprowadzony był w kajdankach

Oskarżeni o włamanie do osiedlowego sklepu znaleźli się w sądzie
W kwietniu ubiegłego roku doszło do napadu na sklep spożywczy „Baker” w Słupcy. Sprawcą napadu okazał się, pochodzący z Konina 29-letni Łukasz A. Czy w napadzie pomagali mu dwaj słupczanie Piotr Z. i Patryk D. mieszkający przy ulicy Kopernika?

TRZEJ OSKARŻENI
Od napadu minął rok. W minioną środę (28.04.) rozpoczął się proces sądowy w którym oskarżeni są: Łukasz A., ojciec dwójki dzieci, konkubent słupczanki Patrycji Z; Piotr Z., 26-latek, który wyszedł z więzienia po czterech latach odsiadki na tydzień przed napadem; oraz Patryk D., 22-letni sąsiad Piotra i Patrycji Z. Mężczyźni oskarżeni są o to, że w nocy z 18 na 19 kwietnia 2009 roku, wybijając szybę w drzwiach wejściowych wtargnęli do środka, dokonując kradzieży 200 paczek papierosów, 3 paczek gum do żucia, 150 złotych oraz telefonu komórkowego marki sagem. Do winy przed sądem przyznał się tylko Łukasz A., który oświadczył również, że potrzebował pieniędzy na alkohol, a wcześniej pił codziennie przez pół roku. Pozostali oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanego czynu, twierdząc przy tym, że zostali niesłusznie oskarżeni.

POMÓWIŁ CH W ZŁOŚCI?
Łukasz A. odsiaduje obecnie wyrok dwóch lat pozbawienia wolności za inne przestępstwo. Do sądu został doprowadzony z Zakładu Karnego w Środzie Wielkopolskiej. W pierwszym przesłuchaniu po napadzie stwierdził w obecności kilku policjantów, że Piotr Z. i Patryk D. towarzyszyli mu podczas napadu stojąc „na czujce”.

Swoje zeznania zmienił przed sądem: „Piotra i Patryka tam nie było. Ja ich pomówiłem. Mam zły kontakt z nimi. Po złości zeznałem, że byli tam ze mną. Od tamtego czasu nie mieszkałem w Słupcy. Przyznaję się do popełnienia zarzucanego mi czynu. Wcześniej wyjaśniałem odmiennie, a dużą rolę odegrała policja. Oni chcieli żebym zeznał przeciwko Piotrowi i Patrykowi. Na zeznaniach byłem jeszcze pod wpływem alkoholu, widać to nawet po podpisie. Miałem około 3 promile we krwi. Policjanci zabrali mnie pijanego z domu. Dmuchałem w urządzenie. Od razu wzięto mnie na przesłuchanie. To włamanie zajęło mi około 20 minut. ”.

GDZIE SPRZEDAŁ TOWAR?
Zeznania w sprawie napadu to tylko część tego co próbował wyjaśnić oskarżony. Na pierwszym przesłuchaniu stwierdził, że skradziony telefon sprzedał właścicielowi lombardu w Koninie. W sądzie oskarżony zmienił te zeznania twierdząc, że papierosy i telefon sprzedał swojemu znajomemu z Konina, który mieszka w sąsiedztwie jego rodziców. Roch P., właściciel lombardu przy stacji PKP w Koninie zaprzeczył temu, że feralnej nocy kupił od Łukasza A. jakiś telefon.

„To jest wykluczone, że w nocy mogłem kupić cokolwiek. Pracuję zazwyczaj do około 21, później ktoś zawsze mi towarzyszy. Łukasz A. kilkukrotnie zastawiał u nas telefon. Każdy klient musi podpisać u nas deklarację, że wstawiane przedmioty stanowią jego własność. Mamy rocznie około 7 tysięcy klientów, nawet jakby do mnie zadzwonił Łukasz A. to bym nie wiedział z kim dokładnie rozmawiam” – wyjaśniał Roch P.

Łukasz A. w sądzie twierdził, że po napadzie wrócił do mieszkania państwa Z. skąd wziął dwie torby, w które zapakował skradziony towar. Zaraz po tym miał udać się na pociąg, którym dojechał do Konina. W Koninie na starówce miał czekać już jego znajomy, który kupił skradzione papierosy. Z zeznań oskarżonego wynika również, że po sprzedaniu skradzionych rzeczy został w Koninie ze swoimi znajomymi „na cześć” gdzie pod sklepem pił alkohol, a do Słupcy wrócił dopiero na drugi dzień.

ZŁE RELACJE OSKARŻONYCH?
„Aktualnie moje stosunki z oskarżonymi są złe. Z Piotrem Z. nie lubiliśmy się od początku jak wyszedł z Zakładu Karnego.” – tłumaczył przed sądem Łukasz A. Na policyjnym przesłuchaniu twierdził jednak, że przed napadem razem spożywali alkohol pod blokiem, oraz razem postanowili ukraść papierosy, żeby je sprzedać i mieć pieniądze na wódkę. Piotr Z. trzymał się wersji o złych relacjach między nim a partnerem swojej siostry.

„Relacje z Łukaszem A. po moim wyjściu z Zakładu Karnego były krytyczne. Kończyło się to na awanturach i interwencjach policji. Napad na sklep był tydzień po moim wyjściu i byłem wtedy na dyskotece w Szemborowie. Z domu wyszedłem około 18:00. Powiedziałem siostrze, że nie wracam na noc i pojechałem się bawić. Po imprezie wróciłem do Strzałkowa ze znajomymi, a potem pojechałem do klubu do Poznania i dopiero wieczorem wróciłem do domu. Nie dokonałem włamania.” – zeznał w sądzie Piotr Z.

Trzeci z oskarżonych odmówił szczegółowych zeznań w tej sprawie. Powiedział jedynie, że został niesłusznie oskarżony, a między nim a Łukaszem A. często dochodziło do kłótni i bójek. Jako świadek zeznawała Patrycja Z., która z Łukaszem A. ma dwójkę dzieci. 22-letnia kobieta swoimi zeznaniami chciała określić relacje między oskarżonymi. Nie pytana o to przez sąd dokładnie powiedziała, że mimo mieszkania pod jednym dachem jej partner, oraz jej brat odnosili się do siebie służbowo.

Jak zeznała o całej zaistniałej sytuacji: „Ja byłam z córką w domu. Łukasz mi oznajmił, że jedzie do siebie do domu, do swojej mamy, ze względu na to, że nasza córka Marika była przeziębiona. Potrzebowaliśmy pieniędzy na leki. Nasza sytuacja materialna była bardzo ciężka. Zbliżał się wieczór, wszedł brat Piotr i powiedział mi, że jedzie na dyskotekę. Było czuć od niego, że był po piwku. Wykąpałam córkę i poszłam spać. Obudziłam się rano, zapukała policja i otworzyłam drzwi. Weszli z nakazem rewizji, poinformowali mnie, że sklep „Baker” został okradziony i szukają u mnie papierosów. Rano nie było ani brata ani Łukasza.”

WYŚMIALI OJCA
Jednym ze świadków na rozprawie był Czesław Z., ojciec Patrycji, oraz oskarżonego Piotra. Na samym początku zaznaczył, że nie będzie zeznawał przeciwko swojemu synowi.

Jak mówił: „W sobotę około 1 w nocy do mojego pokoju wszedł Łukasz A. Ubrany był w kurtkę i zza kurtki wyrzucił jakieś kartony. Na oko było ich ponad 10. Wziął z kuchni dwie torby, załadował to co wyrzucił i wyszedł. Kartony przypominały sztangi papierosów. Nie odpowiedział mi co to jest. Łukasz tego dnia wypite miał, ale nie tak, że do nieprzytomności. Kontakty Łukasza A. z Piotrem są raczej przyjacielskie. Piotr przyszedł do domu za 20 minut od Łukasza i mówili, że zaraz wyjeżdżają. W czasie przeszukania policji mnie nie było, musiałem wyjść z psem.”

Gdy Czesław Z. mówił o swoim psie Patrycja Z., Piotr Z., Patryk D., i Łukasz A. zaczęli się śmiać. Sędzia przewodnicząca Katarzyna Radtke upomniała wszystkich w sali, aby w tej sprawie zachowali powagę. Wyrok być może zapadnie już po drugiej rozprawie, na której zeznawać będą policjanci, którzy przesłuchiwali Łukasza A., oraz ekspedientka okradzionego sklepu.

  • at 21:23
    Permalink

    Przyznał się i będzie git 😉
    Dlaczego za katastrofę w Słupcy jeszcze nikt nie poszedł siedzieć??? Za rybki wiemy kto jest odpowiedzialny…
    Może gazeta poruszy temat??? Pewnie jak to w Słupcy wszyscy machną ręką i powiedzą a „rączka rączkę myje 😉
    jednym słowem pospólstwo!!!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....