Zbudują nam komorę gazową!

Borki: Nie chcą kolejnych kurników
Borki: Nie chcą kolejnych kurników

Nie chcą kolejnych kurników
Mieszkańcy miejscowości Borki (gmina Słupca) buntują się przeciwko nowym inwestycjom, które mają być prowadzone na terenie wsi. Prywatni przedsiębiorcy chcą pobudować w tej miejscowości 9 wielkich kurników. Według mieszkańców zapach jest nie do zniesienia już przy trzech fermach drobiu.

WIEŚ Z PRZESZŁOŚCIĄ
Borki to mała wieś w gminie Słupca granicząca od południa z gminą Lądek. Dojazd jest łatwy, lecz problemy z którymi od lat borykają się mieszkańcy nie są już takie banalne. Kilka lat temu mieszkańcy wsi walczyli o zlikwidowanie wysypiska śmieci, z którego szczury i insekty nawiedzały pobliskie domu.

„Robale były takie, że nie dało się ich wytruć żadnymi środkami chemicznymi. Wielkie czarne prusaki, no i szczury wszędzie. Musieliśmy coś z tym zrobić. Nasz protest odniósł sukces.” – mówią mieszkańcy Borków.

Drugą uciążliwością dla domostw w Borkach jest biegnąca w pobliżu autostrada A2. Mimo ekranów ochronnych do prywatnych posesji dociera hałas przejeżdżających tirów i samochodów osobowych. Obecnie największym problemem dla mieszkańców są fermy drobiu i trzy duże kurniki. Inwestorzy mają plany na powstanie kolejnych dziewięciu ferm.

Mieszkańcy są temu przeciwni, bo jak mówią: „Smród będzie nie do wytrzymania.” Protestujące kobiety z Borków chętnie rozmawiają o nowym problemie. Na spotkanie z naszym dziennikarzem przybyło sześć kobiet i każda miała coś do powiedzenia w kontrowersyjnej dla nich sprawie.

Jak mówi jedna z mieszkanek Barbara Słyk: „Po co my się tu budowaliśmy. Pamiętam każdą cegiełkę, ręce miałam urobione. Co ja teraz tutaj zrobię, córka mieszka, dzieci małe. Latem nie idzie wyjść na dwór, prania nie można wywiesić bo wszystko przechodzi smrodem. Najgorzej śmierdzi jak kurniki się wietrzą wieczorem. Jak te kurczaki są większe, jak paruje, to wytrzymać nie idzie. My jesteśmy szczęśliwi jak on zabierze kurczaki i myje w tych kurnikach.”

NIE PASUJĄ IM DOKUMENTY
„Właściciel podaje, że łączna osada na fermie wyniesie 1396,73 duże jednostki produkcyjne w cyklu do piątego tygodnia. Powołuje się na decyzję wydaną w 2004 ważną do 2014. Jest to podejrzane, my protestowaliśmy, były prowadzone sprawy w sądzie administracyjnym i cykle odwoławcze nawet u wojewody. Decyzja nie może być ważna. Jak miał decyzję na ponad 100 to podpisywał ją sanepid powiatowy. A jak nam wyskakuje, że jednostek produkcyjnych będzie 1300, to jak się do tego odnosi ta decyzja?” – pyta Wanda Mizerka, mieszkanka Jaroszyna, która wspiera swoją działalnością protestujących w Borkach.

„W dokumentach jest podana tylko firma i miejscowość. Koniec kropka. Nie ma żadnych podpisów. Broniąc się przed tym panem musieliśmy odwoływać się do instytucji wiarygodnych. Każdy podpis musiał być potwierdzony przez przełożonego osoby, która sporządzała dokument. A tutaj nie ma nazwisk, nie ma pieczątek, to można takie rzeczy wziąć z kosmosu. Nie wiem na jakiej zasadzie wojewoda wydał decyzję, że mogą być kury albo świnie. Między kurami a świniami jest zasadnicza różnica. Temu panu są niepotrzebne autorytety i podpisy. Wyliczenia zrobili na jakieś odległe miejsca, a my chcemy wyliczeń na Borki! Mogą być różne inwestycje, ale nie kosztem ludzi. Tutaj powstanie komora gazowa. Monitory na autostradzie nie przepuszczą tych gazów. Mieszkańcy się na pewno na to nie zgodzą.” – mówi dalej pani Mizerka, zbulwersowana planami inwestorów.

Innym mieszkankom również nie podobają się dokumenty dostarczone przez właściciela kurników. Ewa Słyk mieszka, od ferm drobiu, praktycznie w sąsiedztwie. Nie chce sobie nawet wyobrażać tego, że w Borkach powstać może jeszcze dziewięć kolejnych kurników.

Jak mówi Ewa Słyk: „Dokumenty są podejrzane. W mapkach są podane stężenia siarki, dwutlenku węgla, amoniaku. Jak będzie 12 kurników, to trzeba będzie wszystko zliczyć na naszą okolicę, a nie gdzieś na Zagórów, Golinę czy Gniezno. Przecież to u nas w sąsiedztwie jest najgorzej. Mówimy nawet, że zaprosimy właściciela kurników na grilla latem. Zobaczymy co powie jak usiądziemy na dworze. Jeszcze specjalnie usmażymy na grillu skrzydełka. Na płycie którą otrzymaliśmy nawet nie było najważniejszych dla nas rzeczy. Brakowało różnych decyzji, w sumie 24 stron dokumentów i 15 stron mapek. To jest wszystko grubymi nićmi szyte. Na mapkach jest stężenie gazu. Nawet na nich widać, że nasze domy są w maksymalnym stężeniu wszystkich gazów, siarkowodory, dwutlenki siarki, tlenki azotu i wielu innych.”

BĘDZIE POSTĘPOWANIE ADMINISTRACYJNE
Urząd Gminy Słupca nie wydał jeszcze pozwolenia na przeprowadzenie tej inwestycji. Pewnym jest, że przed jakąkolwiek decyzją będzie przeprowadzone postępowanie administracyjne. Teren, na którym mają powstać nowe inwestycje ma oznaczenie RL i R/RL. Są to tereny leśne, oraz uprawy polowe i ogrodnicze przeznaczone pod zalesienie. Na tych terenach dopuszcza się remonty i rozbudowę istniejącej zabudowy siedliskowej oraz istniejącej rozproszonej zabudowy mieszkaniowej. Na terenach z oznaczeniem R/RL dodatkowo dopuszcza się realizację nowej zabudowy związanej z gospodarką rolną i leśną.

Jak mówi wójt Gminy Słupca Grażyna Kazuś: „Inwestor złożył wniosek o wypis przeznaczenia gruntów. Będzie przeprowadzona sprawa administracyjna, na której zjawi się inwestor i mieszkańcy. Decyzja jeszcze nie zapadła, wszystko jest na etapie uzgodnień. Inwestorów jest dwóch Piotr i Karol Podgórni. Jeden chce wybudować pięć kurników, a drugi cztery. Wiem z pogłosek, że mieszkańcy chodzą i zbierają podpisy. W tej chwili jeszcze nie ma pozwolenia na budowę. Pozwolenie będzie można wydać dopiero po decyzji środowiskowej. Do tego jeszcze długa droga. Złożenie wniosku przez inwestora to tylko kropla w morzu.”

O zbieraniu podpisów chętnie opowiadają nam mieszkańcy Borków. Jak mówi Anna Frątczak: „Zbieramy podpisy od południa do samego wieczora codziennie. Całe wsie się podpisują, żeby te nowe kurniki nie powstały. Dobrze, że ta wójtowa jest fajna i powiadomiła, że chcą nowe kurniki stawiać. Jak był inny wójt i te trzy kurniki powstawały co są obecnie, nikt nam nic nie powiedział nawet. W tych dokumentach, które dostaliśmy powinien być jeszcze wykaz tego, jak te gazy oddziałują na ludzi w różnym wieku.”

„To ten Pan powinien nam udowodnić, że ma rację, a nie my musimy udowadniać, że on racji nie ma. Pani wójt naprawdę wiele zrobiła, ja nie wierzę, że taka mądra osoba wyrazi zgodę na tę inwestycję.” – mówi na koniec rozmowy Wanda Mizerka.

  • at 10:08
    Permalink

    Czyzby Pani Wójt Kazuś zapomniała o nowych regulacjach:
    Nowe uregulowania prawne dotyczące emisji amoniaku w kurnikach
    poniedziałek, 03 maj 2010
    Od 30 czerwca br. w Polsce obowiązywać zacznie dyrektywa UE nr 2007/43/EW regulująca minimalne zasady, jakie muszą być przestrzegane dla ochrony kurcząt utrzymywanych z przeznaczeniem na produkcję mięsa.

    Dokument ten wprowadza bardzo ostre reżimy jeśli chodzi o humanitarne traktowanie brojlerów. Precyzyjnie określa dopuszczalne zagęszczenie kurników, sposób karmienia i pojenia ptactwa, standaryzuje parametry technologiczne w zakresie wymogów dotyczących poziomu hałasu, oświetlenia. Dyrektywa stawia hodowcom znacznie trudniejsze do spełnienia wymagania we wszystkich aspektach prowadzenia chowu drobiu mięsnego.

    Szczególnie dotkliwe dla producentów zarówno ze względów logistycznych, jaki i ekonomicznych są zmiany zaostrzające wymogi środowiskowe. Jak powszechnie wiadomo przemysłowy chów drobiu powoduje znaczne emisje substancji szkodliwych dla środowiska. Do najbardziej niebezpiecznych i najtrudniejszych do ograniczenia należą emisje amoniaku i dwutlenku węgla. Nowa regulacja wyznacza dopuszczalne granice koncentracji tych szkodliwych gazów. W przypadku amoniaku nie może ona przekraczać 20 ppm, zaś dwutlenku węgla 3000, mierzonych na poziomie głów kurcząt. Stężenie tych gazów musi być kontrolowane i redukowane, nie tylko ze względu na ich emisję do atmosfery, ale także ze względu na dobrostan i kondycję ptactwa. Amoniak zwiększa wrażliwość kurcząt na choroby, wywołuje stres, zapalenie błon śluzowych oczu, zmniejsza przyrosty masy ciała i opóźnia dojrzewanie płciowe. Nie bez znaczenia jest także to, że wysokie stężenie amoniaku zwiększa zużycie pasz. Natomiast dwutlenek węgla, o ile występuje w nadmiarze, utrudnia ptakom oddychanie, a w skrajnych przypadkach, przy koncentracji przekraczającej 0,35% prowadzi do uduszeń.

    Zgodnie z ustawą z 27 kwietnia 2001 roku „Prawo ochrony środowiska”, producenci drobiu, tak jak pozostałe podmioty korzystające ze środowiska, ponoszą opłaty za korzystanie z niego, mające zrekompensować szkody, jakie ich działalność niesie dla tego środowiska. Przekroczenie dopuszczalnych norm emisji toksycznych gazów zwiększa ryzyko podniesienia kosztów związanych z opłatami środowiskowymi. Dlatego także z ekonomicznego punktu widzenia hodowcy muszą dążyć do redukcji emitowanych gazów poprzez modernizację kurników i stosowanie technologii pozwalających na ograniczenie produkcji amoniaku i dwutlenku węgla w procesie chowu drobiu. Można to osiągnąć poprzez dodawanie do odchodów i ściółek preparatów ograniczających ten proces oraz zmniejszających powierzchnię parowania ściółek. Prostym i bardzo skutecznym sposobem jest użycie produktów mineralnych, które wywierają bezpośredni wpływ na mikroorganizmy znajdujące się w odchodach. Humifikują one zawartą w nich substancję organiczną, przeciwdziałają mineralizacji i degradacji. Ich zastosowanie zdecydowanie poprawia mikroklimat w budynkach inwentarskich oraz umożliwia wydajniejsze wykorzystanie odchodów z całkowitym poszanowaniem środowiska naturalnego. Są to zrównoważone mieszanki specjalnie wybranych składników mineralnych niezbędnych do prawidłowych przemian związków organicznych. Mają formę drobnego grysu, co ułatwia jego wymieszanie z odchodami.

    Przykładem takiego preparatu jest PRP FIX. W Katedrze Żywienia Zwierząt i Paszoznawstwa /Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie/ określano efektywność tej mieszanki w odchowie kurcząt brojlerów. Celem badania było zbadanie wpływu zastosowania preparatu na efekty tuczu, jakość powietrza oraz wartość nawozową obornika. Analizując stan zdrowotny i upadki ptaków stwierdzono, że zastosowany czynnik doświadczalny nie miał wyraźnego wpływu na kondycję kurcząt w okresie odchowu, natomiast ptaki zdecydowanie lepiej wykorzystywały paszę, co bezpośrednio przekładało się na większe przyrosty masy ciała. Europejski wskaźnik wydajności obliczany na podstawie średniej masy ciała, przeżywalności, liczby dni odchowu i wykorzystania paszy był aż o 25 punktów wyższy w stosunku do grupy kontrolnej. Analizując jakość powietrza zaobserwowano korzystny wpływ preparatu na zawartość amoniaku w budynkach inwentarskich. Wartość tego toksycznego gazu nie przekraczała 11 ppm, zaś w grupie kontrolnej była prawie dwukrotnie wyższa. Zauważono także korzystny wpływ dodatku na jakość ściółki i zmniejszenie problemu luźnych odchodów. Zawartość suchej masy w oborniku była aż o 5 % wyższa, co pozwoliło na zmniejszenie kosztów związanych z ogrzewaniem i wentylacją budynków oraz obniżyło nakłady na słomę.

    Warto podkreślić, że preparat ten może być stosowany w obecności zwierząt, gdyż jest produktem pochodzenia naturalnego, całkowicie nieszkodliwym. Zgodnie z rozporządzeniem UE 2092/91 może być stosowany w rolnictwie ekologicznym.

    Reasumując: zastosowanie PRP FIX pozwala na uzyskanie bardzo dobrych wyników produkcyjnych poprzez zwiększenie efektywności odchowu, zmniejszenie problemu mokrej ściółki, obniżenie emisji niebezpiecznych gazów, głównie dwutlenku węgla i amoniaku oraz poprawia jakość obornika, zwiększa w nim zawartość azotu i potasu.

    Stosując preparaty tego typu można ubiegać się o zmniejszenie wielkości opłat środowiskowych, ponieważ znacząco obniżają one emisję amoniaku /wyniki badań UWM/.

    Roczna emisja amoniaku w Polsce wynosi 350 tys. ton, z czego szacunkowo ponad 90 % pochodzi z produkcji zwierzęcej. Część gazu wydalana jest do atmosfery z systemów wentylacyjnych. Amoniak wraz z opadami wraca do środowiska powodując jego degradację. Jest on dobrze absorbowany przez glebę i wodę i bardzo toksyczny dla organizmów, dlatego ograniczenie jego emisji powinno być kluczowym zadaniem hodowców. Również ze względu na konieczność ograniczenia znaczącego wpływu sektora rolnego na kształtowanie się efektu cieplarnianego w skali globalnej na świecie.

    Anna Rogowska
    http://rolnicy.com/drob/nowe-uregulowania-prawne-dotyczace-emisji-amoniaku-w-kurnikach-111a.html

    Reply
  • at 11:17
    Permalink

    ludzi, dla przyrody, i dla zasad demokratycznego państwa!

    Poniżej: artykuł z tygodnika ZIEMIA GORZOWSKA, z 29 maja 2008r.

    Urzędnicy naruszyli prawo, wydając pozwolenie
    na działalność fermy w azbestowych budynkach w Radęcinie,
    tymczasem Prokuratura Rejonowa w Gorzowie umorzyła śledztwo przeciwko nim,
    bo… nie wiedzieli, że robią źle.

    Ratujcie nas od śmiercionośnych kurczaków!

    – Boimy się raka i innych chorób! Wszyscy czujemy się coraz gorzej, dzieci cierpią na alergie, a córce robią się na rękach straszne rany… To wszystko przez te kurczaki! Czemu nikt na to nie reaguje? – denerwuje się Alina Kubiak. – Żyjemy w ciągłym smrodzie i hałasie. Od kurników dzieli nas 100 m. Zaczęliśmy się tu budować, mając nadzieję, że będziemy żyć w pięknej i czystej okolicy, a teraz nawet nie chce mi się wykańczać nowego domu. Ręce opadają, jak sobie człowiek zda sprawę, co oni nam tu zrobili – dodaje jej mąż Dariusz.

    Radęcin jest niewielki i uroczy. Niektórzy mówią, że to najpiękniejszy i najzdrowszy zakątek Polski. Leży w otulinie Drawieńskiego Parku Narodowego, w Puszczy Drawskiej, prawnie uznanej za obszar chronionego krajobrazu. Ze względu na unikalne ptactwo żyjące w okolicy, została też objęta unijnym programem Natura 2000 – tym samym, dzięki któremu parę miesięcy temu udało się uratować Dolinę Rospudy.

    Wydawać by się mogło, że to raj na ziemi, bo jego czystości restrykcyjnie strzeże polskie prawo. Nie wolno np. otwierać tu zakładów przemysłowych i innych, mogących zagrozić przyrodzie. Wyjątkiem są inwestycje istotne z punktu widzenia społeczności lokalnej. To wojewoda musi uznać ważny interes społeczny i zwrócić się do Rady Gminy o zgodę na uruchomienie inwestycji, a przedsiębiorca – wykazać, że spełnia ona warunki BAT (best available technique), czyli najlepszej z możliwych technik. W lutym 2005 wojewoda lubuski wydał rozporządzenie nr 3, na mocy art. 23 i 24 ustawy o ochronie przyrody, zakazujące lokowania w Puszczy Drawskiej obiektów mogących szkodzić przyrodzie, w tym… ferm drobiu, w których jednorazowo tuczy się więcej niż 40 tys. brojlerów.

    Azbest, fetor i hałas…

    Jak to możliwe, że w środku obszaru chronionego działa wielka ferma na prawie 120 tys. kurczaków, która wg mieszkańców Radęcina i pobliskiego Kowalca niszczy nie tylko środowisko naturalne, ale zagraża ich zdrowiu i życiu? – W Brazylii takie zakłady powstają 30 km od zabudowań ludzkich. A u nas można je stawiać ludziom pod nosem? – dziwi się prawniczka Ewa Wiśniowska-Adamus.

    Najbliżej mieszkają Tutakowie i Kubiakowie, którzy w lutym po raz kolejny zwrócili się do burmistrza Dobiegniewa Leszka Walocha o interwencję.

    „Wnosimy o podjęcie działań zmierzających do zlikwidowania zagrożeń, jakie dla naszego zdrowia, tutejszej przyrody, środowiska naturalnego (…) stwarza nielegalnie działająca od stycznia 2006 r. ferma drobiu pp. Janiny i Feliksa Błaszczyków z Choszczna, ulokowana w Radęcinie. (…) Ferma systematycznie doprowadza do skażenia wód gruntowych chemikaliami z nawozu kurzego, (…) powietrze zostało niebezpiecznie nasycone drobinami rakotwórczego azbestu oraz amoniakiem i siarkowodorem, bo faktyczna masa emisji tych trujących gazów jest pięciokrotnie wyższa od podanej we wniosku o wydanie tzw. pozwolenia zintegrowanego” – napisali. Pod listem podpisało się dziesięć osób mieszkających najbliżej kurników.

    – Chce pani zobaczyć, jak to wygląda? – pyta Dariusz Kubiak, prowadząc w ich stronę. W powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach, a ciszę zakłóca dziwne buczenie. – Teraz to jest spokój, bo jakaś niezapowiedziana kontrola ma przyjechać, więc wszystko poczyścili i wyłączyli część wentylatorów, żeby hałasu nie robiły. Za jakieś dwa, trzy tygodnie nie będzie tu szło wytrzymać. Ponad 100 tys. kurczaków plus odpady po nich, których nikt stąd nie wywozi… Wyobraża sobie pani, jak to cuchnie? Coś okropnego! No i ten hałas. W sześciu kurnikach działa prawie 60 wentylatorów. Potrafią pracować non stop przez kilka tygodni. Wie pani, jaki to huk? Dwa kilometry od fermy je słychać – dodaje Piotr Tutak.

    Ale wg wszystkich, najgorszy jest azbest, z którego zbudowany jest cały zakład. Bo powstał w miejscu dawnej, jeszcze pegeerowskiej fermy krów. Przez prawie 16 lat budynki stały puste i niszczały. Aż pojawili się drobiarze z Choszczna i kupili je – jak twierdzą ludzie – za jedną dziesiątą wartości. – Trochę wszystko przyszykowali i ruszyli z produkcją. A przecież ten azbest jest rakotwórczy i prawo każe, by takie obiekty rozbierać! – denerwują się mieszkańcy Radęcina.

    Jedziemy pod fermę. Teren ogrodzony jest wysokim płotem. Wejścia broni metalowa brama i groźny napis: KWARANTANNA OBCYM WSTĘP WZBRONIONY. Z dala widać budynki. Nie robią najlepszego wrażenia, a już na pewno nie wyglądają na nowoczesne…

    – Bzdura! Wszystko jest jak należy! Mam wszystkie możliwe zezwolenia na działanie fermy, łącznie ze integrowanym, dotyczącym ochrony środowiska! – twierdzi szef firmy Feliks Błaszczyk. Na pytanie, jak ustosunkuje się do zarzutów Jacka Adamusa i innych mieszkańców Radęcina, odpowiada: – Nie zajmuję się plotkami rozgłaszanymi przez nawiedzonego faceta, który się sądzi z całą wsią! Może sobie gadać, a ja mam wszystkie zezwolenia i wszystko w papierach jest w porządku!
    – Ale prokuratura podważa zasadność wydanych przez urzędników decyzji – drążymy.
    – Nieprawda! Mam zezwolenia, a jak pani chce pogadać o firmie, to niech pani o niej sobie poczyta i wyśle mi pytania – odpowiada F. Błaszczyk.

    Walczy z urzędniczą sitwą

    – Wszystkiemu winna jest urzędnicza sitwa! – twierdzi Jacek Adamus, który założył fundację Wszechnica Samorządowo-Budżetowa. Mieszka w tej okolicy od kilku lat. Sprowadził się z Wrocławia z dwiema innymi rodzinami. – Mieliśmy dość miasta, zgiełku, smrodu i zanieczyszczeń. Ta okolica wydawała się idealna. A jak się dowiedziałem, że to część parku krajobrazowego, podjąłem decyzję o budowie domu. Do głowy mi nie przyszło, że będę wojować z jakimiś kurczakami. Jestem uparty i nie odpuszczę, dopóki nie zakończę tej sprawy. Tu nawet nie o te kurczaki chodzi, tylko o działania urzędników samorządowych i wojewódzkich. Ferma wg mnie działa nielegalnie, bo decyzje w jej sprawie wydawali z rażącym naruszeniem prawa, co od kilku lat staram się udowodnić – tłumaczy, pokazując cztery segregatory skarg, pism, listów i odpowiedzi na nie, ekspertyz oraz oświadczeń prokuratur różnych szczebli…

    Dlaczego J. Adamus uważa, że doszło do naruszenia prawa?

    – Po pierwsze, ferma działała w najlepsze od stycznia 2006, zanim jeszcze dostała tzw. pozwolenie zintegrowane. To znaczy, że państwo Błaszczykowie byli bardzo pewni swego.

    – Po drugie, z jakiegoś powodu urzędnicy różnych szczebli: burmistrz Dobiegniewa, wojewódzki konserwator przyrody, dyrektor wydziału rolnictwa i środowiska LUW, a nawet wicewojewoda, postanowili zrobić im prezent i tak nagiąć prawo, by mogli działać w Radęcinie. Dlatego w kolejnych decyzjach i pismach kierowanych do siebie, przed wydaniem pozwolenia zintegrowanego, ani słowem nie zająknęli się ani o azbeście, z którego są budynki fermy, ani o BAT, ani o projekcie Natura 2000, który dyskwalifikuje taką działalność w tym rejonie. Zrobili to, żeby na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się w porządku. Mało tego. Udali, że nie wiedzą, że ferma krów w Radęcinie nie działa od kilkunastu lat. Państwo Błaszczykowie zwrócili się do nich o przebranżowienie produkcji i oni na to przystali.

    W ten sposób z wyimaginowanych krów zrobiły się realne, groźne dla naszego zdrowia, kurczaki! – dowodzi J. Adamus.

    Na potwierdzenie pokazuje „Analizę dokumentów związanych z pozwoleniem zintegrowanym dla fermy brojlera kurzego w Radęcinie” autorstwa dr. hab. inż. Juliana Palucha, biegłego i rzeczoznawcy w zakresie ochrony środowiska. Wynika z niej, że ,,elementy konstrukcyjne stanowią zagrożenie ze względu na azbest. (…) Pominięto siódmy cykl produkcyjny brojlera, który może mieć wpływ na środowisko i ekosystem. (…) Brak informacji, z jakich zakładów będzie pochodzić karma dla kurczaków – może dochodzić do przenoszenia chorób odzwierzęcych, a co z ptasią grypą w pobliżu rezerwatu ptactwa i korytarza ekologicznego w dolinie Warty i Noteci? (…) Wyraźnie zaniżono ilości usuwanego obornika i nie wiadomo, kto jest jego faktycznym odbiorcą.”

    W grudniu 2006 J. Adamus zaskarżył do Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Kraj. decyzję burmistrza Dobiegniewa Kazimierza Błaszczyka i wicewojewody Ireneusza Madeja, dotyczącą środowiskowych uwarunkowań zgody i warunków zabudowy oraz realizacji inwestycji. W styczniu 2007 prok. Zygmunt Horodyski podważył decyzje burmistrza i wojewody, a w marcu Samorządowe Kolegium Odwoławcze stwierdziło nieważność decyzji burmistrza.

    Tymczasem ferma wciąż działała i działa w najlepsze…

    Niektórzy widzą absurdy, inni nie

    – Najbardziej szokujące jest to, że wicewojewoda Madej – w niezrozumiałej trosce o interes Błaszczyków – w lipcu 2006, kilka dni przed wydaniem im zezwolenia zintegrowanego, znowelizował restrykcyjne rozporządzenie wojewody z lutego 2005.

    Tym samym dopuścił lokowanie uciążliwych dla środowiska ferm na terenach prawem chronionego krajobrazu! To skandal i łamanie prawa, bo art. 23 i 24 ustawy o ochronie przyrody nie zezwalają wojewodzie na modyfikowanie zakazów! – denerwuje się J. Adamus.

    Dlatego zwrócił się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego o uchylenie przepisu. Dowodził też, że wojewoda, przed wydaniem zezwolenia, nie sprawdził stanu prawnego i technicznego obiektu, faktycznej emisji gazów (we wniosku podano ją dla… jednego kurnika!), aktualnej róży wiatrów, poziomu hałasu (badania jego poziomu odbywały się… przy wyłączonych wentylatorach!) i nie przeprowadził konsultacji społecznych. Nie wziął też pod uwagę ich uwag, że padlina nie jest wywożona, tylko zakopywana lub palona za fermą…

    WSA nie podzielił zdania Jacka Adamusa i oddalił jego skargę. Na to zareagowała Prokuratura Rejonowa w Gorzowie. 18 marca prok. Magdalena Zubczewska-Horodyska złożyła skargę kasacyjną od wyroku WSA. ,,Sąd I instancji podniósł, że J. Adamus nie wykazał swojego interesu prawnego. (…) Uwadze sądu umknęło, że do postępowania przed WSA przyłączył się prokurator, popierający jego skargę” – napisała. Sprawa jest w toku.

    Osobne postępowanie toczyło się w gorzowskiej Prokuraturze Rejonowej, gdzie Wszechnica Samorządowo-Budżetowa złożyła doniesienie o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych: Jana Rydzanicza, Wincentego Piworuna, Jarosława Kołodziejczaka i Kazimierza Błaszczyka poprzez wydanie decyzji umożliwiających uzyskanie pozwolenia zintegrowanego dla fermy w Radęcinie.

    Prokurator Jacek Wasilewski przyznał w swoim postanowieniu z 9 maja, że ferma ,,bez żadnych wątpliwości została usytuowana w obszarze chronionego krajobrazu i może znacząco oddziaływać na środowisko”, więc „żaden z wymienionych urzędników nie powinien wyrazić zgody na jej realizację”. Przyznał też, że 11 pism dotyczących sprawy było sporządzonych z naruszeniem przepisów. Śledztwo w sprawie jednak umorzył, bo… brak dowodów, by urzędnicy działali umyślnie, ponieważ wskazali, że w ich mniemaniu inwestycja państwa Błaszczyków nie była nowym przedsięwzięciem” i nie wiedzieli, że ferma krów nie funkcjonuje. Dodał też, że ich działania nie przyczyniły się do powstania istotnej szkody.

    – Co jest taką szkodą, skoro nie jest nią zagrożenie zdrowia i życia ludzi oraz niszczenie środowiska? I dlaczego także prokurator Wasilewski ani słowa nie napisał o azbeście i Naturze 2000? – irytuje się pan Jacek. 21 maja złożył zażalenie na decyzję prokuratora. Jest zdeterminowany. – Jeśli będzie trzeba, wykorzystam wszystkie możliwości prawne, łącznie ze Strasburgiem, byle tylko sprawę doprowadzić do końca – dodaje.

    Tekst i foto Agnieszka Kopaczyńska

    Tak się załatwia sprawy…

    1. 06.2005 – burmistrz Dobiegniewa Kazimierz Błaszczyk, na wniosek pp. Błaszczyków, pisze do woj. konserwatora przyrody Wincentego Piworuna o zgodę na zmianę użytkowania fermy krów na fermę kurczaków;

    2. 30.06.2005 – konserwator przyrody W. Piworun wyraża na to zgodę, pod warunkiem, że chów zamknie się w dotychczasowych obiektach i będzie dotyczyć 114 tys. kurczaków [Obowiązywał wtedy zakaz wojewody lokowania w Puszczy Drawskiej obiektów mogących szkodzić przyrodzie, w tym ferm drobiu, w których jednorazowo tuczy się więcej niż 40 tys. brojlerów! – dop. red.];

    3. 14.07.2005 – burmistrz Błaszczyk zwraca się do wojewody o uzgodnienie projektu decyzji o warunkach zabudowy dla inwestycji [Decyzja została uchylona przez prokuraturę w Strzelcach – dop. red.];
    – burmistrz Błaszczyk przesyła wojewodzie projekt decyzji o ustaleniu warunków zabudowy dla fermy;

    4. 21.07.2005 – dyr. wydziału rolnictwa i środowiska LUW Jan Rydzanicz wydaje zgodę na zmianę użytkowania fermy, z krowiej na kurzą, jako bezpieczną dla środowiska;
    – wojewódzki konserwator przyrody W. Piworun wydaje postanowienie o uzgodnieniu w zakresie ochrony przyrody na etapie wydawania decyzji o warunkach zabudowy polegającej na zmianie sposobu użytkowania budynków;

    5. 27.07.2005 – dyr. Rydzanicz wydaje postanowienie o uzgodnieniu bez uwag w zakresie ochrony środowiska [Ani słowa o azbeście, Naturze 2000 i tym, że ferma to nowa inwestycja! – dop. red.]

    6. 12.12.2005 – burmistrz Błaszczyk zwraca się do wojewody o uzgodnienie środowiskowych uwarunkowań zgody na realizację przedsięwzięcia polegającego na zmianie sposobu użytkowania byłej fermy krów na kurniki;

    7. 22.12.2005 – dyr. wydziału rolnictwa i środowiska LUW J. Rydzanicz wyraża na to zgodę;

    8. 02.02.2006 – burmistrz Błaszczyk wydaje decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację tego przedsięwzięcia;

    9. 20.07.2006 – wojewoda zmienia rozporządzenie nr 3 z 2005, dopuszczając lokowanie uciążliwych dla środowiska ferm na terenach prawem chronionego krajobrazu [Zaskarżoną przez Prokuraturę Rejonową w Gorzowie – dop. red.]

    10. 18.08.2006 – wojewoda lubuski udziela pozwolenia zintegrowanego dla fermy. Pismo podpisuje J. Rydzanicz [Z relacji świadków wynika, że ferma działa od stycznia 2006! – dop. red.]
    http://www.wszechnica.org/srodek.php?go=nowosci

    Reply
  • at 12:38
    Permalink

    Taką odpowiedź dostałem od osoby która już miała do czynienia z podobnym problemem:
    1. Poinformowanie mieszkańców o zagrożeniu.
    2. Poinformowanie mediów lokalnych regionalnych i krajowych oraz ciągła
    z nimi współpraca.
    3. Podjęcie uchwały wiejskiej o braku zgody na podobną inwestycję.
    4. Podjęcie współpracy z możliwie dużą liczbą organizacji
    ekologicznych. Jeżeli uda się przekonać którąkolwiek do współpracy
    będzie to bardzo ważny sukces. Organizacje ekologiczne mają
    specjalistów w tym prawników i znają doskonale procedury postępowania.
    5. Pilnowanie lokalnych władz (wszytki działania na piśmie).
    Zyczę mieszkańcom Borek powodzenia w walce

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....