Wyrok za pobicie radnego

To wreszcie koniec, czy dopiero początek wojny rodzin?
Po bardzo długim procesie sądowym wreszcie zapadł wyrok w sprawie pobicia byłego już radnego z Orchowa Wojciecha B., jego syna Arka i znajomego Piotra S. Sprawcy pobicia Marcin i Andrzej P. boją się o to, że rodzina B. może prowokować ich do kolejnych bójek. Czy to koniec wendetty rodzin z gminy Orchowo?

NIE CHCIAŁ WIDZIEĆ GO W SWOIM DOMU
Wojna rodzin trwała już od dawna. Jak mówił na sali rozpraw oskarżony Marcin P.: „Kiedyś Arek B. pobił mnie gdy wychodziłem z autobusu. Nie wiem za co dostałem. Ci chłopcy zaczęli tą wojnę. Po pobiciu zostały mi ślady, ale nie zgłosiłem tego faktu na policję. Według oskarżonego od tamtego czasu zaczął się konflikt. Zaostrzył się jeszcze bardziej, gdy Arkadiusz B. odwiedził siostrę Marcina P. w ich domu w Podbielsku.”

Arkadiusz B. został wyproszony z domu przez Andrzeja i Marcina P. Ojciec pobitego wcześniej chłopaka już w sądzie stwierdził, że Arek B. zachowywał się agresywnie. Syn byłego radnego po wyproszeniu z domu rodziny P., zebrał paczkę znajomych, z którymi włamał się do domu swoich wrogów w Podbielsku. Zniszczyli tam betonowe figurki i inne przedmioty, leżące na zewnątrz domu. Chuligani uciekli dopiero po tym, gdy domownicy zaczęli grozić wezwaniem policji. Sprawców ujęto, lecz wywołało to dalszy konflikt między rodziną radnego B., a Marcinem i Andrzejem P.

OSKARŻENI ZA POBICIE
Marcin i Andrzej P. oskarżeni byli o to, że 29 stycznia ubiegłego roku około godziny 22:50 w Orchowie, działając wspólnie i w porozumieniu brali udział w pobiciu Arkadiusza B., Piotra S., oraz byłego już radnego Wojciecha B. Wszyscy poszkodowani zeznawali przeciwko oskarżonym. Według ich zeznań zdarzenie przebiegało tak: Arkadiusz B., wraz ze swoim przyjacielem Piotrkiem, oraz dwiema koleżankami Elą i Kasią wybrali się na piwo do baru w Orchowie. “Oblewali” oni zdanie egzaminu na prawo jazdy Arka. Po kilku piwach właściciel baru powiedział jednak, że zamyka bo jest już późno.

Młodzi wyszli więc przed bar na papierosa. Drogą przejeżdżał wtedy samochód marki Ford Escort, a na siedzeniu pasażera siedział Marcin P. Auto zatrzymało się pod barem. Piotr S. podszedł do auta, i powiedział Marcinowi P. aby nie szukał kłopotów, bo pod barem nikt ich nie chce. Wtedy Marcin P. wyciągnął gaz łzawiący i siknął nim prosto w twarz Piotra. Gaz, rozpylając się trafił również koleżanki Piotra – Elę i Kasię. W czasie gdy chłopcy stali pod barem Arek zadzwonił do swojego brata, i powiedział mu, że Piotrek dostał gazem.

Zawiadomiona również została policja, oraz pogotowie. Niestety, nie zdążyli przyjechać na miejsce przed drugim atakiem. Po kilku chwilach Marcin P. wrócił pod bar wraz z ojcem. Trzymali oni w rękach drewniane pałki. Młodzi chłopcy postanowili uciec przed zbliżającymi się kłopotami, a Arek zadzwonił ponownie do swojego brata. Czwórka mężczyzn w pościgu trafiła na prywatne podwórko jednej z mieszkanek Orchowa.

Jak mówi Piotr S.: „Nie widziałem prawie nic na oczy, i było jeszcze ciemno. Słyszałem cały czas, że za nami ktoś biegnie. Obejrzałem się w pewnym momencie, i zobaczyłem jak Marcin P. ze swoim ojcem biją Arka. Uciekałem dalej, skoczyłem na siatkę, ale ktoś mnie z niej ściągnął i przewrócił na ziemię. Czułem ciosy na całym ciele. Po chwili usłyszałem głos Marcina i powiedział do mnie czy nadal jestem taki cwany. Później ktoś go odciągnął i odeszli.”

W tym czasie na miejscu zdarzenia pojawił się Wojciech B., by bronić swojego syna. Pobiegł on na posesję gdzie trwała walką, i zauważył Andrzeja P. Dorwał go i przewrócił na ziemię. Wtedy jednak dostał w głowę czymś twardym, przez co został zamroczony i upadł. Po chwili Andrzej P. wraz ze swoim synem opuścili miejsce walki. A poszkodowany radny ze swoim synem i jego przyjacielem pozostali na miejscu i czekali na przyjazd karetki pogotowia i radiowozu policyjnego. Policja zatrzymała dwóch podejrzanych o pobicie, a w domu i samochodzie, którym przyjechali, funkcjonariusze znaleźli drewniane pałki, oraz butelkę gazu łzawiącego. Poszkodowani pozostali na kilkudniowej obserwacji. Najbardziej ucierpiał Wojciech B., u którego lekarze podejrzewali wstrząs mózgu. Z dość mocnymi potłuczeniami ciała wszyscy poszkodowani przebywali w szpitalu prawie przez tydzień.

KTO BYŁ POSZKODOWANY?
„Podjechałem samochodem i chciałem iść do sklepu w Orchowie. Arek B. podpuścił Piotra S. i od tego się zaczęło. Dalej nie pamiętam jak to było. Tego dnia nie piłem alkoholu. Nie uderzałem Piotra S. drewnianą pałką i nie kopałem go nogami po całym ciele. My ich nie pobiliśmy.” – mówił w sądzie oskarżony Marcin P.

Dla niego sytuacja wyglądała zupełnie odwrotnie. Marcin i Andrzej P. uważali się za poszkodowanych w tej niecodziennej sytuacji.

Jak dodaje Andrzej P.: „Ja przejeżdżałem, oni się gonili. Poszedłem zobaczyć co tam się dzieje. Rzeczywiście uciekał Arkadiusz B., z Piotrem S. Pozostali dwóch to Wojciech B., a na mojego syna się rzucił jego drugi syn. Wojciech mnie przewrócił, ja się nie spodziewałem, że dojdzie do bójki, tylko do wyjaśnień. To co chłopacy nabroili to nie nasza sprawa, żebyśmy my starzy po sądach chodzili. Ja chciałbym się pogodzić.”

OCENA BIEGŁEGO
Na świadka w tej sprawie został powołany biegły lekarz, który miał za zadanie określić szczegóły dotyczące zadawania ciosów poszkodowanym. Na początku rozprawy zjawił się również Arkadiusz B., który dostarczył zdjęcia wykonane dwa dni po zdarzeniu, na których widać powstałe obrażenia. Od samego początku jednak oskarżeni twierdzili, że zdjęcia są spreparowane, a sińce na twarzy namalowano szminką do ust. Biegły Marian S. zeznawał w zakresie medycyny sądowej, ponieważ sporządzał on opinię lekarską po zdarzeniu. 71-letni lekarz na sprawę przyjechał specjalnie z Poznania.

Jak twierdził podczas przesłuchania: „Zdjęcia nie wnoszą nowych okoliczności uściślających sposób działania sprawców i charakter obrażeń poszkodowanych. Zeznania pokrzywdzonych są nieprzydatne, gdyż są ogólnikowe. Zeznający nie pamiętają jakich obrażeń ciała doznali innych niż te, które zostały opisane w dokumentacji medycznej. Nie ma podstaw do bardziej precyzyjnego określenia rodzaju obrażeń, które nie zostały odnotowane, a być może pokrzywdzeni odnieśli. Ślad na policzku może dowodzić, że narzędziem godzącym może być podłużny przedmiot. Cios mógł zostać zadany z niewielką siłą.”

WYROK NIE KOŃCZY WOJNY
„Jak zostanę skazany na karę w zawieszeniu to będę bał się wyjść z domu, żeby ktoś nasłany na mnie nie próbował mnie zaczepić i doprowadzić do bójki. Jak ludzie się dowiedzieli o tym pobiciu wielu mi gratulowało, że wreszcie zrobiliśmy porządek. Jednak z tymi pałkami to jest jakieś nieporozumienie. Jakbyśmy użyli pałek, to byśmy ich chyba pozabijali. Żadnych pałek nie użyliśmy.” – tak po jednej z rozpraw mówił oskarżony Andrzej P.

Wyrok w tej sprawie zapadł 27 lipca w Sądzie Rejonowym w Słupcy. Według Prokuratora nie ulegało wątpliwości, że 29 stycznia ubiegłego roku doszło do nieporozumienia między rodzinami P. i B. z gminy Orchowo. Oskarżyciel publiczny stwierdził również, że poszkodowani szczegółowo opisali przebieg całego zdarzenia.

„Nie do końca załatwione konflikty były przyczyną bójki” – stwierdził oskarżyciel. Marcin i Andrzej P. poprosili o uniewinnienie, ponieważ nie czuli się sprawcami całego zajścia.

Sąd Rejonowy skazał Andrzeja P. na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Syn Andrzeja, Marcin, otrzymał karę 7 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata. Mężczyźni na rzecz PCK będą musieli zapłacić po 200 złotych nawiązki.

Po ostatniej rozprawie Andrzej P. nadal twierdził, że wyrok nie załatwi sprawy.

Jak mówił: „Idę po ulicy, przejeżdża jeden czy drugi i pokazuje mi środkowy palec. 3 lata zawieszenia to dosyć dużo, bo przez cały ten okres będziemy się bać wyjść z domu. Wiem, że oni na pewno będą chcieli doprowadzić do następnego starcia. My chcielibyśmy mieć tylko spokój, ale czy oni chcą zakończyć tą niepotrzebną wojnę?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....