Morderca wciąż na wolności

Dom Leszka Gierszendorfa, w którym mieszkał wraz z synem
Dom Leszka Gierszendorfa, w którym mieszkał wraz z synem

Mijają trzy lata od zabójstwa strzałkowianina Leszka Gierszendorfa. W nocy z 26 na 27 października 2006 w Poznaniu zabito mieszkańca Strzałkowa. Do dziś trwa śledztwo, a Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu szuka świadków, którzy mogą pomóc w znalezieniu sprawców tego morderstwa. Po trzech latach wracamy do tej sprawy, aby sprawdzić skuteczność poszukiwań i dowiedzieć się co czuje najbliższa osoba Leszka Gierszendorfa – jego syn Grzegorz.

OFIARA ZBRODNI
Leszek Gierszendorf był po rozwodzie. Mieszkał wraz ze swoim synem Grzegorzem w Strzałkowie. Na terenie powiatu nie mógł znaleźć pracy, dlatego codziennie firmowym busem dojeżdżał do Poznania, gdzie pracował jako formiarz. W drugiej połowie lat 90-tych zaczął również dorabiać w Niemczech, gdzie wyjeżdżał dwa razy do roku. W domu pana Leszka wychowywały się również dwie dziewczynki, sieroty z jego rodziny, których rodzice zmarli w tragiczny sposób. Piętrowy dom Leszka Gierszendorfa zapewniał schronienie i bezpieczeństwo. W 2006 roku pan Leszek przeprowadził w nim remont kapitalny, wymienił podłogi, okna, oraz odnowił wszystkie ściany. Było to kosztowne, lecz sprawiło, że dom stał się przytulniejszy i nowoczesny.

MORDERSTWO NOCĄ
26 października 2006 Leszek Gierszendorf, jadąc do domu po pracy otrzymał smsa. Miał kłopoty z odczytaniem, więc przekazał telefon swojemu koledze. Ten pomógł mu odebrać wiadomość, lecz sam nie zapoznał się z jej treścią, przez co do tej pory nie wiadomo co ona zawierała. Po dokładnym przeczytaniu wiadomości 50-letni mieszkaniec Strzałkowa oznajmił, że jeszcze tego samego dnia wróci do Poznania. Po przyjeździe do domu mężczyzna powiedział swojemu synowi, że jedzie do Poznania by odebrać dług. Najbliżsi Gierszendorfa wiedzieli o tym długu, który miał wynosił około 1500 euro, lecz nie widzieli kim jest dłużnik. O godzinie 20:25 wyjechał pociągiem ze Strzałkowa, i godzinę później był w Poznaniu. Na tym niestety kończą się informacje co dalej działo się z Leszkiem Gierszendorfem.

Następnego dnia nie pojawił się w pracy. Dopiero o 17:15 mieszkanka Poznania zawiadomiła policję, że w krzakach otaczających parking przy skrzyżowaniu ulic Krańcowej i Wileńskiej leżą zwłoki mężczyzny. Miał on rany kłute w okolicach szyi i brzucha. W ręku trzymał 18 centymetrowy nóż kuchenny. Według przypuszczeń był to nóż sprawcy, który przed śmiercią Leszek Gierszendorf wyjął sobie z rany. Z ustaleń policji wynika również, że zabójstwa nie dokonano na tle rabunkowym, ponieważ przy ciele mężczyzny znaleziono bilet kolejowy, pieniądze, dokumenty, zegarek, i srebrny łańcuszek na szyi. Nie było tylko telefonu komórkowego, z którego około 23:00 dzwonił do syna. 70 metrów od zwłok mężczyzny leżał jego but, lecz w okolicach tego miejsca nie było żadnych śladów walki, ani śladów wleczenia ciała.

ZWIERZENIA SYNA
Mężczyzna pochodzący ze Strzałkowa był po rozwodzie, a jego była żona na stale zamieszkuje w Niemczech. Miał dwójkę dzieci: córkę, która mieszka wraz ze swoim mężem we Wrześni, oraz syna, który pozostał w domu. Grzegorz ma obecnie 24 lata, i ciężko jest mu cokolwiek powiedzieć na temat śmierci ojca. Po 3 latach próbuje ułożyć sobie życie, nie może jednak znaleźć pracy w Polsce. Jak mówi: Trudno mi ocenić to całe wydarzenie. Ojciec był bardzo skryty. Nikomu nic nie mówił, dlatego do tej pory nie wiadomo co się do końca stało. Pojechał do Poznania, i już nie wrócił. Miał odebrać pieniądze od znajomego, ale nikt nie wiedział od kogo. Zabrał tą informację ze sobą. Policja pewnie nic już nie zrobi, śladu żadnego nie mają. Może z czasem to się wyjaśni, chociaż szansę są niewielkie.

Po trzech latach zaczynam godzić się z tym co zaszło, z początku było jednak bardzo ciężko bez taty. Nie wiem co jeszcze dodać, bo jest to dla mnie ciężkie przeżycie. Grzegorz mieszka samotnie. Ponieważ dom jest piętrowy, on zajmuje cały parter, a piętro wynajmuje lokatorom, żeby miał jakieś pieniądze na przeżycie. Wyjeżdża również na prace sezonowe do Czech. Po śmierci ojca, kuzynki Grzegorza opuściły dom. Jak mówi syn zamordowanego: Musiały iść do innych rodzin. Dziewczyny mają teraz 15 i 16 lat. Dla nich również to było ciężkie. Ja jestem sam, muszę sobie sam radzić. Żyje z tego co zarobię w Czechach. Rodzina za bardzo się nie interesuje.

Tylko mama przyjeżdża 3 razy do roku, wtedy lokatorzy mówią jej co ja robię, no i mama chce mnie wziąć do siebie. W Niemczech jednak nie podoba mi się. Byłem tam kilka razy, ale na dłużej nie chcę tam zostać. Zaczynać wszystko od nowa, byłoby ciężko. Siostra ma swoje życie, rodzinę, problemy. Na tym osiedlu ludzie są w porządku, wszyscy sąsiedzi. Jest do kogo się odezwać.

POSZUKIWANIA TRWAJĄ
Sprawa zabójstwa Leszka Gierszendorfa jest bardzo trudna dla policji. Morderstwo było również nagłośnione przez media. W popularnym magazynie kryminalnym „997”, w telewizyjnej dwójce jeden odcinek poświęcony był właśnie tej sprawie, stworzono prawdopodobny przebieg zdarzenia, oraz nawoływano wszystkich świadków, którzy mogli wiedzieć cokolwiek o tej sprawie. Niestety nie przyniosło to oczekiwanych skutków, a policja nadal nie ustaliła kto jest zabójcą mieszkańca Strzałkowa. Jak powiedział nam rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu Andrzej Borowiak: Jest to jedno z niewyjaśnionych zdarzeń.

Dla dobra śledztwa nie możemy podać wszystkiego co w tej sprawie jest prowadzone. Policjanci do tej pory poszukują osób, które mogą mieć informacje jakie kontakty męskie czy żeńskie miał w Poznaniu Leszek Gierszendorf. Bylibyśmy bardzo wdzięczni za wszelkie informacje w tej sprawie. Jeśli ktoś posiada jakiekolwiek informacje na temat tego zdarzenia można dzwonić pod numer 61-84-13-750. Każda informacja może nam pomóc ustalić sprawcę tego morderstwa.

  • 01/2017 at 16:51
    Permalink

    Śladów trzeba szukać wokół znajomej z pracy i tajemniczego dłużnika. A co mówią numery i smsy z bilingu telefonu? Dlaczego zginał tel komórkowy? Czy mozna ustalić gdzie w tym czasie logował się jego telefon? Przecież mozna to sprawdzić u operatora.
    Dziennikarz śledczy Marcin Wróblewski powinien pomoc. Mnie ciekawi dlaczego policja tak słabo starała sie w tej sprawie? Człowiek o złotym sercu zginał bestialsko zamordowany. Gdyby nie pożyczył pieniędzy to żyłby nadal? Komu mówił, ze jedzie po odebranie dlugu? Dlaczego nie wtajemniczył rodziny kto jest tym dłużnikiem? Kto mieszkał w tym czasie w Poznaniu? To, ze rzeczy cenne nie zostały skradzione Panu Leszkowi moze świadczyć, ze zbrodnia ta miała związek albo z długiem albo z tą znajomą z pracy. Ważny jest motyw. Zawsze najważniejsze są pierwsze 24 godziny po zabojstwie w celu zabezpieczenia śladów DNA i innych. Strasznie mi szkoda tego człowieka i jego rodziny. Biedne dzieci. Chciałabym pomoc. Moze policja powinna skorzystać z pomocy kolegów ze Scotland Yardu ? To DNA mordercy jesli jest na nożu powinno być w bazie danych i co miesiąc aktualizowane. Moze w ten sposób znajdzie sie mordercę, moze wpadnie przez przypadek? Policja powinna zrobić opis psychologiczny sprawców, bo chyba było ich dwoje lub dwóch. 1 osoba nie dałaby rady przenieść zwłok Pana Leszka. Czy monitoring był sprawdzony i zabezpieczony?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....