Była podtruwana dymem

7 listopada, 2011
Ewakuacja z budynku
Ewakuacja z budynku

Ewakuacja z budynku
Do redakcji dotarł sygnał o zdarzeniu w jednym z budynków w Słupcy należącym do Gminnej Spółdzielni. W gmachu przy słupeckim rynku przez niemal dwa dni ulatniał się dym. Straż twierdzi, że nie było to niebezpieczne. Jedna osoba po zdarzeniu wylądowała w szpitalu.

„W ubiegłym tygodniu ulatniał się czad w budynku gdzie znajduje się placówka Euro banku na rynku w Słupcy. Czad wydobywał się w całym budynku niestety najbardziej poszkodowana była pani z eurobanku gdyż nie było tam wentylacji. Poszkodowana w związku z zatruciem została zabrana do szpitala. Podtruwana była przez dwa dni, niestety właściciel budynku nie poczuwał się do odpowiedzialności wiec wezwano straż, która zweryfikowała duże przekroczenie dwutlenku węgla w pomieszczeniu. Poszkodowana jest przytomna lecz jej stan jest poważny” – taki list został wysłany na naszą skrzynkę redakcyjną.

Postanowiliśmy dowiedzieć się czegoś więcej. Mimo naszych prób, nie udało nam się skontaktować z prezesem gminnej spółdzielni, właściciela budynku, w którym znajduje się placówka banku. O zdarzenie zapytaliśmy straż pożarną. Rzecznik straży, Dariusz Różański, potwierdził, że w budynku ulatniał się dym.

„Dym był wyczuwalny, jednak nasze czujniki nie wykazały przekroczonych norm.” – mówi nam Dariusz Różański. Spytaliśmy go co mogło być przyczyną ulatniania się dymu.

„Prawdopodobnie palacz mógł przesadzić z paleniem, być może nie domknął pieca, albo piec był nieszczelny. Wezwaliśmy na miejsce kominiarza, ale po sprawdzeniu systemu grzewczego okazało się, że wszystko jest dobrze.” – odpowiedział rzecznik.

Dariusz Różański powiedział nam, że jedna osoba zgłosiła się do straży, aby potwierdzić czy takie zdarzenie miało miejsce. Z alarmu naszego czytelnika wynikało, że poszkodowana kobieta leży na oddziale chorób płucnych słupeckiego szpitala. Dotarliśmy do niej, a ze względu na charakter sprawy chce zachować anonimowość.

„To wszystko działo się 18 i 19 października. Był smród dymu – taki, że ciężko było wysiedzieć. W głowie się kręciło. W sklepie obok dym wychodził nawet drzwiami. – mówi nam kobieta przebywająca w szpitalu już tydzień po zdarzeniu. Pytamy jej kto zawołał straż pożarną.

„Straż wezwał klient, który dosłownie po chwili przebywania w banku już źle się czuł. Straż jak przyjechała kazała wszystkim opuścić budynek. Staliśmy na dworze ponad dwie godziny.” – opowiada o sytuacji kobieta.

„Miałam zawroty głowy, gryzło mnie w gardle. Szef kazał mi tymczasowo zamknąć placówkę. Poszłam do lekarza i trafiłam do szpitala. Ja najpierw myślałam, że ktoś pali w piecu. Myśleliśmy, że to tylko chwilowe. Prezes spółdzielni kazał nam wietrzyć pomieszczenie. Prezes jako administrator budynku nie chce teraz dać polisy za to co się stało. On jest administratorem i odpowiada za wszystko co w budynku się dzieje.” – mówi nam kobieta.

Po tygodniowym pobycie w szpitalu lekarze nadal zatrzymują poszkodowaną na oddziale chorób płucnych. Pomiary straży nie wykazały zbyt wielkiego niebezpieczeństwa. Co na to administrator budynku? To pytanie mu zadamy, gdy tylko uda nam się z nim skontaktować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *