Policjant prywatnie, czyli co mu w duszy gra

Komendant KPP Słupca nadkom. Władysław Trzaskawski
Komendant KPP Słupca nadkom. Władysław Trzaskawski

Powinniśmy od siebie wymagać, nawet, gdy nikt od nas nie wymaga
Ma wykształcenie pedagogiczne i ekonomiczne. Pracował w szkole, jako nauczyciel matematyki i fizyki, a także, jako wychowawca w ośrodku dla chłopców z lekkim upośledzeniem umysłowym, prowadzonym przez Zakon Orionistów w Kaliszu. Obecnie zasiada w fotelu Komendanta Powiatowego Policji w Słupcy. Dziś o szczeblach kariery zawodowej, jak również o zamiłowaniu do muzyki, filmu i gór, opowie Komendant KPP Słupca nadkom. Władysław Trzaskawski.

Praca w szkole, cenne doświadczenie w pracy z chorymi dziećmi, to ważny okres w życiu Władysława Trzaskawskiego, który jednak swoje zawodowe powołanie odnalazł w szeregach Policji, do której wstąpił w 1991 roku. – Każde doświadczenie zawodowe uczy, szczególnie praca z dziećmi i młodzieżą. Z różnych względów zdecydowałem się wstąpić jednak do Policji, głównym powodem były względy ekonomiczne. Pod uwagę brałem także podjęcie pracy w szeregach straży miejskiej, która na początku lat 90-tych tworzyła się w Kaliszu. Zdecydowałem się ostatecznie, by spróbować swych sił w zawodzie policjanta i 21 kwietnia 1991 roku zostałem przyjęty do pracy. Przez pierwsze 2 lata, z uwagi na moje wykształcenie pedagogiczne, pracowałem w Policyjnej Izbie Dziecka w Kaliszu. W tym czasie, jeżeli zachodziła taka potrzeba, pełniłem także zwykłą służbę patrolową. Uważam, iż każdy policjant swą „przygodę” ze służbą powinien rozpoczynać na stanowiskach najniższego szczebla, by dobrze poznać tajniki policyjnego fachu.

Po upływie 2 lat zacząłem pracować w Wydziale Prewencji ówczesnej Komendy Rejonowej Policji w Kaliszu. Jednocześnie wraz ze służbą prewencyjną pracowałem, przez 6 lat, jako oskarżyciel publiczny w Kolegium ds. Wykroczeń, a także występowałem w Sądzie Rejonowym w Kaliszu w sprawach odwoławczych dot. wykroczeń. Uważam, że dobrze robi policjantom wychodzenie poza swoje środowisko policyjne – nawiązywanie kontaktów m. in. z sądami, zespołami kuratorskimi, adwokatami. W mojej służbie pojawił się także okres, gdzie przez 3 lata pracowałem jako specjalista ds. prewencji kryminalnej. Podczas wykonywania powierzonych mi obowiązków współpracowałem z różnego rodzaju instytucjami pozapolicyjnymi: organami samorządu lokalnego, innymi instytucjami zainteresowanymi ograniczeniem przestępczości oraz różnorakich zagrożeń.

W tej kwestii współpracowałem także z pedagogami, przeprowadzałem spotkania z młodzieżą, które bardzo mile wspominam. W 1998 roku zostałem skierowany do Wyższej Szkoły Policyjnej w Szczytnie, do Studium Oficerskiego, które ukończyłem po roku. To był okres zmian podziałów terytorialnych w naszym kraju – powstały nowe województwa, przereorganizowano również jednostki policji. Ówczesna Komenda Rejonowa Policji w Kaliszu została zamieniona na Komendę Miejską. Po ukończeniu szkoły w Szczytnie, dość niespodziewanie, zostałem skierowany do pracy w tworzonym ówcześnie Wydziale Miejski Sztab Policji. To inny „wycinek” pracy prewencyjnej, ukierunkowany na inne zagadnienia, szczególnie zabezpieczenie wszelkiego rodzaju imprez masowych, uroczystości, zgromadzeń, oficjalnych wizyt VIP-ów, nadzór nad Stanowiskiem Kierowania – nazywanym sercem każdej jednostki. Na początku pracowałem jako specjalista, a od listopada 2002 roku zostałem powołany na stanowisko naczelnika Sztabu Policji. W międzyczasie ukończyłem roczne studium menadżerskie w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie, a następnie studnia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, w zakresie zarządzania jakością w administracji publicznej.

W kwietniu tego roku zostało ogłoszone postępowanie kwalifikacyjne na stanowisko Komendanta Policji w Słupcy i tu pojawił się pewien styk moich decyzji. Już wcześniej, na zasadzie zbierania doświadczeń, zgłaszałem swoją kandydaturę w kilku kwalifikacjach. Decyzje takie pozwalają ocenić swoje możliwości, predyspozycje, mówiąc wprost, odpowiadają na pytanie: czy jesteśmy w stanie podołać określonemu wyzwaniu? Potencjalnie kierowanie jednostką Policji nie jest łatwym zadaniem. Im więcej zbierałem doświadczeń życiowych i zawodowych, to utwierdzałem się, iż jest to bardzo trudne zadanie. Zapewne są pewne określone predyspozycje osobowościowe, które gdzieś tkwią i często, nie zdając sobie z tego sprawy, wyzwalamy je. Cały czas powinniśmy także się uczyć. Kierując powinniśmy uczyć się od kolegów, podwładnych, jest to cenna nauka. Moje doświadczenie życiowe mówi, że niestety najczęściej uczymy się najbardziej kosztowną metodą, czyli metodą prób i błędów.

Ale twierdzę także, że dobrze jest, jeśli dwa razy nie popełnimy tego samego błędu – wtedy można rozgrzeszyć. To, że zdecydowałem się przystąpić do konkursu wyniknęło ze styku decyzji zawodowo-osobistych, m.in. bliskość moich stron rodzinnych. Urodziłem się w małej wiosce Wiekowo, gdzie moi dziadkowie mieli gospodarstwo. Zostałem ochrzczony w kościele w Powidzu. W latach 60- tych dziadkowie gospodarstwo sprzedali i przenieśli się do Gniezna, a ja z rodzicami do Witkowa. Gospodarstwo i dom istnieją do dziś – to jest pięknie miejsce położone nad Jeziorem Skorzęcińskim. W tym roku, rowerem, objechałem jezioro dookoła. Mam do tego miejsca wielki sentyment. W Witkowie wychowałem się, ukończyłem tam szkołę podstawową, w Gnieźnie liceum, a później po zawarciu związku małżeńskiego przeniosłem się do Kalisza. Wrosłem w Kalisz i potencjalnie utożsamiam się z tym pięknym miastem. Przystępując do postępowania kwalifikacyjnego, gdzie startowało 9 kandydatów, nie miałem pewności, iż zostanę wyłoniony.

Tak się jednak stało i 1 czerwca tego roku rozpocząłem pracę jako Komendant Komendy Powiatowej Policji w Słupcy. Bliskość moich stron rodzinnych bardzo ułatwiła mi adaptację w środowisku, nie mniej jednak proces poznawania trwa. Mam świadomość, iż jako osoba z zewnątrz, i osoba o innym spojrzeniu, z inną przeszłością zawodową, innymi doświadczeniami, mogę być postrzegany czasem różnie. Zależy mi na prawidłowym zrozumieniu moich intencji, więc ten okres pracy staram się poświęcić obustronnemu poznawaniu i zrozumieniu. Drzwi mojego gabinetu są przez cały dzień otwarte, staram się wychodzić zza biurka i zobaczyć co policjanci i pracownicy robią, porozmawiać. Uważam, że najlepszą metodą wyjaśniania wszelkich niejasności, czy oczekiwań, jest rozmowa. Myślę, że policjanci nie powinni niczego nowego ode mnie oczekiwać. Mam taką zasadę, nie wiem, czy jest to wada, czy zaleta, że należy wymagać, ale chodzi mi o pozytywny wydźwięk tego słowa. Przychodzą mi na myśl słowa naszego wielkiego rodaka, że powinniśmy od siebie wymagać, nawet, gdy nikt od nas nie wymaga. Nie chcę stawiać niebotycznych wymagań, ale policjant jest szczególnym zawodem w zakresie egzekwowania prawa.

Cenię wiedzę i kompetencję. Mam świadomość, i nie chciałbym nikogo obrazić, że różne są osoby, osobowości, sposoby postrzegania rzeczywistości, Pan Bóg różnie obdarza przecież talentami, i poziom wiedzy policjantów też jest różny. Jednak w to niezbędne kompendium wiedzy i kompetencji policjant powinien być wyposażony. Miło mi jest słyszeć głosy obywateli, którzy przychodzą dziękować za pracę funkcjonariuszy. Wysyłam sygnały, iż cenię aktywność i inicjatywę własną policjantów. Przyznaję, że przywiązuję wagę, nie tylko do strony merytorycznej, ale również do pewnego poziomu formalnego, szczególnie dokumentacji, która świadczy o naszej instytucji, ale także o nadawcach korespondencji. Nie chciałbym, aby zostało to odbierane, jako wymuszanie sztucznego autorytetu, ale jako trzymanie pewnego poziomu w tym zakresie.

Komendant Władysław Trzaskawski jest perfekcjonistą w swoim fachu. Przykłada dużą wagę do detali i szczegółów, które w konsekwencji przekładają się wysoką jakość jego pracy. Jednak pod „maską” człowieka poważnego i na pozór podporządkowującego się jedynie paragrafom i ustawom, kryje się osoba wrażliwa i obdarzona sporym poczuciem humoru, meloman oraz znawca sztuki filmowej. – Na gruncie zawodowym i prywatnym bardzo cenię poczucie humoru, bez złośliwości i podłoża negatywnego. Uważam, że powinniśmy być serdeczni i życzliwi dla siebie, bardziej optymistycznie nastawieni do siebie i wykonywanej pracy. Co osobiście mnie denerwuje, to fakt, gdy policjanci podejmując różne działania lub czynności, są z gruntu nastawieni na „nie” – malkontenctwo mnie wkurza. Życzliwy uśmiech na co dzień, pogoda ducha, są bardzo ważne i pomocne w pracy i życiu osobistym. Powaga instytucji musi być zachowana, ale nie można w tym zakresie przesadzać. Nie mniej jednak stosuję zasadę ograniczonego zaufania – gdy jestem życzliwy, nastawiony pozytywnie, a spotykam się z reakcją odmienną, wówczas, tak zwykle, po ludzku jest mi przykro i moja postawa zmienia się.

W moim życiu bardzo ważne miejsce zajmuje muzyka. W latach 70-tych przeszedłem etap muzyki rockowej i ten rodzaj muzyki cenię do dziś: Rolling Stones, Black Sabbath, Deep Purple, Led Zeppelin; wychowałem się na Programie Trzecim Polskiego Radia, niezapomnianej audycji Piotra Kaczkowskiego „MiniMax – Minimum słów, maksimum muzyki”, „Zapraszamy do Trójki” itd. Dojrzewałem do tzw. muzyki z wyższej półki i wrastałem w muzykę klasyczną. Pierwszy duży koncert, którego wysłuchałem na żywo, to była Wielka Msza C-moll Mozarta z towarzyszeniem Chóru Stuligrosza i Filharmonii Poznańskiej – wykonanie takiego dzieła i w tak doskonałym wykonaniu, jeszcze bardziej zachęciło mnie do poznawania muzyki klasycznej. Zresztą zostało mi umiłowanie do wielkich form chóralnych, oratoria, msze – lubię rodzaj muzyki, gdzie jest duży „aparat wykonawczy”: Oratoria Hendla, Haidna, msze Mozarta, „Symfonia Tysiąca” Mahlera. Muszę także podkreślić, iż z dużą przyjemnością słuchałem Orkiestry Dętej OSP w Słupcy, której poziom, jak na moje ucho, jest niezły. W swojej płytotece zgromadziłem ponad 200 płyt CD, poza tym „czarne krążki” analogowe.

Szczególnie bliski memu sercu jest Beethoven – słucham muzyki w zależności od nastroju, a utwory Beethovena są doskonałe na każdą okazję. Siła jego muzyki jest zdumiewająca, podobnie jak jego biografia. Chopin świetnie działa uspokajająco, można się uczyć przy jego muzyce, tak jak przy Mozarcie. Bardzo cenię również Czajkowskiego – ma bardzo ciekawą biografię ze względu na swój mizoginizm – pewne kwestie związane z orientacją seksualną, obawę ludzi. W jego muzyce słychać rozedrganie, melancholię rosyjską. Uważam, że muzyki nie da się słuchać w oderwaniu od biografii kompozytorów. Obecnie słucham rocka klasycznego, a także muzykę alternatywną: Indie Rock, czy zespołów o ciekawych nazwach, gdyż w nich grają doskonali muzycy, np. Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, ostatnio odkryłem Gabę Kulkę, grupę Cała Góra Barwinków, Habakuk, Pajujo – bardzo ciekawa muzyka. Słucham takiej ilości muzyki, iż nie sposób wymienić wszystkich jej rodzajów i wykonawców.

Góry to druga moja miłość. Pierwszy raz pojechałem na południe w 1982 roku i tak zostało. Myślę, że nieźle znam Tarty, zarówno polskie, jak i słowackie. Umiejętności jazdy na nartach nie przyswoiłem sobie (ale nic straconego), gdyż w góry najczęściej jeżdżę latem – czynny wypoczynek to jest to, co preferuję. Wędrówki letnie to ruch, świetna forma relaksu. Córkę (a to moje bardzo kochane dziecko) także zaraziłem miłością do gór, które ubogacają, dostarczają emocji i wrażeń, a podczas jesiennych wieczorów, dostarczają i wspomnień. Literatura to trzecie ważne upodobanie; czytam dla przyjemności i dlatego, że lubię wiedzieć. Z przyjemnością wspominam szkolną i miejską bibliotekę w Witkowie, kiedy jako mały chłopak spędzałem tam czas. To było moje miejsce, skąd z czasem, mogłem wypożyczać książki bez ograniczeń. Bardzo lubię czytać biografie kompozytorów, dyrygentów, nawet jeśli mówimy o muzyce rockowej. Obecnie mam problem, gdyż jest zalew różnorodnej literatury, trzeba się jakoś ukierunkować i wyselekcjonować, więc korzystam ze wskazówek krytyków, a także z podpowiedzi mojej córki, która studiuje wschodoznastwo na UAM-ie.

Mam swoich ulubionych pisarzy i tendencję do kupowania książek, jestem często oszołomiony wyborem w księgarniach. Filmy cenię za kreacje aktorskie i reżyserię. Robert de Niro czy Al Pacino to jedni z moich ulubionych aktorów; chętnie oglądam filmy Jamesa Ivory, a w ostatnich latach porażające wrażenie zrobił na mnie film „Okruchy dnia” z Anthonym Hopkins’em i Emmą Thompson. Lubię angielskie poczucie humoru. Cenię też filmy Wajdy – szczególnie „Ziemię obiecaną”, „Człowieka z marmuru”; Zanussiego„Barwy ochronne”. Sięgam także po filmy lżejsze, ale nie lubię absurdalnego humoru w stylu „Głupi i głupszy”. „Dzień świstaka”, czy „Cztery wesela i pogrzeb” to rodzaj komedii romantycznej, którą przyswajam z przyjemnością.

Wywodzący się z serca Wielkopolski Władysław Trzaskawski, ponownie osiedlił się na Ziemi Słupeckiej, od nowa poznaje bliskie jego sercu, bliższe i dalsze, okolice, odwiedza rodzinę, przyjaciół i znajomych. Dziękujemy za rozmowę, życzymy udanych wycieczek rowerowych, spełnienia planów zawodowych oraz prywatnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....