Rutkowski w Berlinie „polował” na Cyganów z Witkowa?

Tak w każdym razie utrzymuje sam były detektyw. Całkowicie odmienna jest za to wersja niemieckiej policji…

Ostatnio znowu zrobiło się głośno o Krzysztofie Rutkowskim – detektywie pozbawionym licencji i jego nieszablonowych metodach. Przed tygodniem niemieckie media donosiły, że w Berlinie policja zatrzymała czterech jego pracowników. Według wersji obowiązującej za Odrą, ludzie Rutkowskiego próbowali uprowadzić z ulicy 22. letnią Monikę – Cygankę pochodzącą z Polski.

ROMEO I JULIA?
Kilka miesięcy temu dziewczyna poznała dwa lata młodszego Stanisława G., także narodowości cygańskiej. – To była miłość od pierwszego wejrzenia – zwierzał się Stanisław polskiemu brukowcowi. Już po dwóch miesiącach znajomości młodzi wzięli ślub w Gnieźnie. Rodzice Moniki przebywali wtedy w USA, ale podczas rozmów telefonicznych nie kryli, że zięć im się nie podoba. W grudniu ubiegłego roku krewni mieli podjąć próbę uprowadzenia dziewczyny do Ameryki. – W ciągu piętnastu minut miałam bilet do Chicago, a dziadkowie i ciotka wsadzili mnie do auta i zawieźli do Warszawy – relacjonowała Monika. – Jednak na Okęciu udało mi się uciec. Wróciłam do męża.

Rodzice nie odpuścili. Tym razem jednak zwrócili się o pomoc do fachowca, czyli naszego detektywa bez licencji. Jak twierdzą Stanisław i Monika, już w piątek 10 lutego zauważyli ludzi Rutkowskiego w Berlinie. – Zatrzymaliśmy się samochodem na światłach – opisywał Stanisław G. – Nagle obok stanął wóz z ludźmi Rutkowskiego. Ale byli w nim także moi teściowie. Z auta wyskoczyli mężczyźni, chcieli dostać się do naszego. Ale wcisnąłem gaz i uciekliśmy.

Trzy dni później Monika z mężem i jego siostrą wracała z zakupów. Nagle dopadli do nich ludzie Rutkowskiego – czterech mężczyzn w kamizelkach kuloodpornych, ale bez broni. – Zaczęli wyłamywać ręce mojej szwagierce – opowiada Monika dziennikarzowi brukowca. – Rzucali rasistowskie obelgi. Uszkodzili nam samochód.

Dziewczynie udało się uciec do domu, jej mąż zadzwonił po policję. – Policjanci zatrzymali napastników, potwierdzili ich personalia – to wypowiedź Ivo Habedanka z biura prasowego berlińskiej policji dla Gazety Wyborczej. – Zrobiono im zdjęcia, pobrano odciski palców i wypuszczono. Rozważamy teraz, czy postawić im zarzut próby pozbawienia wolności.

Monika wciąż boi się porwania. Z mężem schronili się w Polsce. Dziewczyna rozmawiała telefonicznie z Rutkowskim. – Powiedział, że dostał od moich rodziców 100 tys. zł i prędzej czy później i tak zostanę porwana– utrzymuje.

GANGSTERZY Z WITKOWA?
Oczywiście wersja detektywa bez licencji jest całkowicie odmienna. – Nikt nie chciał jej uprowadzić, nie moglibyśmy tego zrobić. To osoba dorosła – przekonuje Rutkowski.

fot. P. Miłosz
Więcej w „Gazecie Słupeckiej”

  • at 16:56
    Permalink

    Tak pamiętam jak opisywaliście jego – cytuję z pamięci – „błyskotliwą akcję w Witkowie”. Jaki to odważny Bond przyjechał,

    Reply
  • at 15:25
    Permalink

    Wystarczy szeroka żuchwa, fryzura na rekruta i ciemne okulary i już można zostać detektywem, i już można leczyć kompleks małego członka…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....