Jest dumny z noszenia białej czapki

Jazda próbna na policyjnym placu
Jazda próbna na policyjnym placu

Po raz pierwszy bohaterem odcinka „Policjant prywatnie, czyli co mu w duszy gra” jest funkcjonariusz Wydziału Ruchu Drogowego. Na rozmowę z nami wyraził zgodę i chęć, młody policjant, sierż. sztab. Tomasz Wiśniewski, dla którego najważniejsza jest rodzina, a zaraz po niej dwa i cztery koła.

Tomasz Wiśniewski (lat 32) policjantem jest od 2000 roku. Pierwsze 2 lata służby spędził w oddziałach prewencji KWP w Poznaniu, które dbały o otrzymanie porządku podczas rozgrywek piłkarskich, a także patrolowały miasto. Po pół roku służby został przeniesiony do pracy w Komisariacie Wodnym – To bardzo ważny kawał czasu w moim życiu. Dobrze wspominam tę służbę, która dawała wiele zadowolenia i satysfakcji. Pływaliśmy po rzece Warcie i po raz pierwszy wówczas odnaleźliśmy topielca.

Ten widok zrobił na mnie bardzo duże wrażenie, miałem emocjonalne problemy z wyciągnięciem człowieka na brzeg. Widok był bardzo nieprzyjemny, gdyż człowiek ten leżał ok. 3 miesięcy w wodzie. Znalazł go wędkarz po tym jak spuszczono wodę z Jeziorska. Poza tym incydentem pracę wspominam bardzo sympatycznie, taki policyjny słoneczny patrol – mili koledzy, super komendant. Praca w oddziałach prewencji nie interesowała mnie. Wiem, że jest ona bardzo potrzeba, ale ja chciałem robić coś innego, chciałem wykorzystywać wiedzę zdobytą na kursie podstawowym. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności pojawiła się furtka i udało mi się przenieść do Słupcy.

Komendantem był wówczas nadkom. Jacek Krysiński. Miałem być docelowo skierowany do rewiru dzielnicowych do Strzałkowa, jako dzielnicowy gm. Powidz. Życie jednak pisze własne scenariusze, stało się inaczej i do Powidza poszedł ktoś inny. Dziś za to dziękuję Panu Bogu. Wtedy jeszcze wcale nie myślałem o ruchu drogowym, choć wydział ten zawsze bardzo mi się podobał, to taka elita policji – białe czapki, białe rękawiczki. Kierownikiem był wówczas już śp. Janusz Orłowski, który przeprowadził ze mną rozmowę, potem Komendant i zostałem policjantem ruchu drogowego. Z wykształcenia jestem samochodziarzem, więc praca spodobała mi się od zaraz.

Wszystko co ma dwa i cztery koła mnie kręci. Od razu wiedziałem, że będzie to praca, w której będę się realizował. Trudnością było opanowanie przepisów ruchu drogowego, jest tego mnóstwo i są one bardzo skomplikowane. Po 2,5 roku zostałem skierowany na kurs do Legionowa i muszę powiedzieć, że po tej szkole (nauka trwała pół roku) doszedłem do wniosku, że jak ja mogłem do tej pory pracować? Szkoła uzmysłowiła mi moją niewiedzę i działania trochę po omacku, na tzw. czuja. Wiedza o ruchu drogowym jest ogromnie rozległa, a my musimy wiedzieć wszystko. Minęło mi już 6,5 roku pracy w słupeckiej drogówce, lubię tę pracę.

Dzięki zaangażowaniu byłego komendanta Jana Krauze mamy czym i na czym pracować. W połowie tego roku otrzymaliśmy dwie Hondy, a trzeba wiedzieć, że motory w policji to bardzo duży prestiż. Motocykle pomagają nam szybciej dotrzeć na miejsce zdarzenia, bo Słupca z każdym dniem jest coraz mocniej zakorkowana. Sierż. sztab. Tomasz Wiśniewski od 6 lat bierze udział w branżowym konkursie wiedzy o ruchu drogowym i tak się szczęśliwie składa, że od 6 lat jest najlepszym policjantem drogówki w powiecie słupeckim. Konkurs organizuje Biuro Ruchu Drogowego i biorą w nim udział policjanci z powiatów byłego województwa konińskiego.

– Konkurs zaczyna się od części pisemnej, rozwiązania testu dot. zagadnień ruchu drogowego, kodeksu wykroczeń, udzielania pierwszej pomocy. Następnie odbywa się ręczna regulacja ruchem drogowym na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu w Koninie. Muszę powiedzieć, że w Słupcy nie ma skrzyżowania, na którym można by poregulować ruchem. W dalszej kolejności uczestniczymy w dwóch konkurencjach: sprawnościowa jazda motocyklem i samochodem. Odbywa się ta konkurencja na czas i trzeba się w niej wykazać sporymi umiejętnościami. Po raz pierwszy startowałem w 2006r. i zakwalifikowałem się do finału wojewódzkiego, gdzie zająłem 9 miejsce na 36 startujących. W następnym roku odniosłem, jak do tej pory mój największy sukces, zająłem 3 miejsce w województwie – konkurencja jest ogromna.

W roku 2008 byłem 6, a w bieżącym roku ponownie 9 (na 29 policjantów i 3 żandarmów). Gratulujemy sukcesów i życzymy w majowych zawodach 2010 roku, patrząc na wyniki, co najmniej 3. miejsca. Zainteresowania naszego rozmówcy są bliskie jego pracy zawodowej. To wielka łaska móc połączyć pasję i pracę. – Z wykształcenia jestem mechanikiem samochodowym. Najpierw ukończyłem szkołę zawodową, potem zrobiłem szkołę średnią. Nigdy nie żałowałem swojego wyboru, bo doświadczenia i umiejętności, które zdobyłem podczas 3 lat nauki w szkole zawodowej były i są dla mnie ogromnie cenne. Mając 10 lat postanowiłem, że będę mechanikiem.

Tata kupił mi zdezelowanego Komarka i pomógł go złożyć. Uwielbiam wszystko co ma dwa i cztery koła, jestem majsterkowiczem, lubię mieć umazane smarem ręce, przy tym się relaksuję i odprężam. Motor jest na wiosnę i lato, samochód na bardziej zimne pory roku. Dużo jeżdżę motocyklem, w tym roku przejechałem 11 tys. km. Byłem też na fantastycznym kursie ruchu drogowego w Legionowie, gdzie 6 tyg. jeździliśmy tylko na motocyklach. Doskonaliliśmy technikę jazdy – wspaniali koledzy, wspaniali fachowcy, którzy pokazali nam, że nie umiemy jeździć i pokazali jak to robić, czyli jak bezpiecznie dla siebie i innych użytkowników ruchu jeździć motocyklem. Zimą konserwuję mój motocykl (Honda Shadow VT 1100), bardzo lubię przy nim majsterkować. Lubię jeździć rekreacyjnie, powoli, dostojnie i podziwiać naturę.

Najważniejsza jest jednak rodzina – żona i dzieci. Dzieciaki uwielbiają jeździć z tatą motocyklem, żona mniej. Nie namawiam jej, bo przecież nie wszyscy muszą się cieszyć z tego samego. Dzieci to całe moje życie, syn ma 8 lata, córunia 4. Zdaję sobie sprawę z tego, że poświęcam im zbyt mało czasu, bo dużo pracuję. W przyszłym roku chciałbym na motorze zwiedzić część wybrzeża – Malbork, Hel. W tym roku jedną część już zaliczyłem, jeżdżąc z przyjaciółmi. Muszę przyznać, że nie mam zupełnie zacięcia sportowego, tak jak np., mój brat Marek (policjant PP Strzałkowo). Mnie nie interesuje i nigdy nie interesowała piłka nożna, siatkówka, czy koszykówka.

Z jednego domu wyszło dwóch różnych braci. Marek szedł na trening, a ja do garażu. Tak zostało do dziś. Sierżant Wiśniewski jest prawdziwym pasjonatem swojej pracy, a pasja ta obudziła się w nim z czasem, bo w latach szkolnych nie marzył o pracy policjanta. Zawsze chciał być mechanikiem i został nim. Dziś zawodowo wypisuje mandaty, poucza niepokornych lub nieuważnych kierowców. Jednak zawsze, jak sam mówi, stara się tak rozmawiać z „klientem”, aby był on zadowolony z faktu, że został ukarany mandatem.

Wiemy, że sierż. sztab. Tomasz Wiśniewski marzeń ma wiele, a jednym z nich jest to, aby nigdy nie być zmuszonym do zdjęcia białej czapki. Dziękujemy za rozmowę, życzymy wszystkiego co najlepsze i spełnienia marzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....