Co Adam Topolski ma wspólnego z arabską restauracją?

W ubiegłym tygodniu słupecka piłka nożna i nasz rodzimy biznes były na łamach ogólnopolskich portali sportowych. Niestety, nie było to za sprawą awansu piłkarzy SKP w Pucharze Polski i wygranej z GÓRNIKIEM Konin, a za sprawą ciosu jaki zadał rodzinie Topolskich prezes ZAWISZY Bydgoszcz – Radosław Osuch. A poszło oczywiście o pieniądze i… kebaby.

TOPOLSKI I ARABSKA RESTAURACJA
Jeden z portali internetowych napisał w ubiegłym tygodniu: „Wybuchła mała lokalna wojenka. Bardzo niesmaczna. Radosław Osuch, właściciel Zawiszy Bydgoszcz, zarzucił Adamowi Topolskiemu, że w sposób podejrzany wyprowadził z klubu ponad 90 tysięcy złotych, natomiast Topolski odparł, iż z Zawiszy musiał odejść, ponieważ Osuch kazał mu wystawiać zawodników, z którymi jako menedżer miał podpisaną umowę”.

Radosław Osuch, znany wcześniej jako piłkarski menadżer, niespełna dwa lata temu został właścicielem ZAWISZY Bydgoszcz, a więc tego klubu, który mniej więcej w tym samym czasie Adam Topolski wprowadził do pierwszej ligi. Właśnie ten właściciel nagle wypalił, że Adam Topolski może, co najwyżej poprowadzić u niego arabską restaurację. Kibice z Bydgoszczy, którzy bardzo lubili trenera Topolskiego i uważali, że powinien nadal pracować z zespołem, byli oburzeni. Gdy swoje niezadowolenie publicznie okazali, na oficjalnej stronie klubu pojawił się komunikat, wskazujący słowa prezesa Osucha jako prawdziwe.

Napisali oni: „Okazało się, że trener Topolski prowadził sobie „kebab na odległość” w naszym klubie, ponieważ oprócz oficjalnej pensji, którą pobierał z klubowej kasy, znalazł z ówczesnym zarządem, bardzo podejrzany sposób na wyciągniecie z naszego, wtedy II-ligowego Zawiszy kwoty 97 tys. 293 zł., a przypomnijmy tylko, ze gdy Radosław Osuch kupował nasz klub, to piłkarze mieli tylko 8 piłek do treningu, oraz długi opiewające na ponad ćwierć miliona złotych”.

Zdaniem bydgoskich działaczy to oczywiście musiała być prawda, jednak była to prawda po bydgosku…

SŁUPECKIE DORADZTWO SPORTOWE
Zdaniem władz klubu za dwa i pół miesiąca pracy, Adam Topolski otrzymał z WKS Zawisza, prawie 100 tys. zł., nie licząc jego oficjalnej pensji. Klub ujawnił, że faktury były wystawiane przez syna trenera, Sebastiana Topolskiego, który (cytujemy za oficjalną stroną): „był właścicielem pawilonu z kebabem przy ul. Browarnej 7 w Słupcy (oddalonej o 120 km od Bydgoszczy). Nikt w klubie nie wie, za co te trzy faktury zostały wystawione i zapłacone, tym bardziej, że restauracja „Saud Land” nie istnieje już od ponad roku, a żaden z naszych piłkarzy nigdy nie jadał w tej restauracji”.

Słupczanie oczywiście nie zgadzają się z wersją przedstawioną w ZAWISZY. Adam Topolski wyjaśnia, że warunki objęcia przez niego stanowiska trenera WKS ZAWISZA zostały ustalone w Urzędzie Miasta Bydgoszczy w obecności prezydenta Sebastiana Chmary.

„Przy zatrudnieniu mojej osoby oraz rozwiązywaniu stosunku z poprzednim klubem, WKS ZAWISZA skorzystał z pośrednictwa firmy mojego syna Sebastiana Topolskiego, prowadzącego działalność gospodarczą pod nazwą SAUD LAND – w zakresie doradztwa sportowego (zgodnie z PKD 93.19.z)” – czytamy w oficjalnym oświadczeniu trenera Topolskiego.

„Wszystko to, co Radosław Osuch napisał i powiedział na temat baru Sebastiana jest nadużyciem i krzywdzącą nieprawdą. Dlatego wobec jawnego i bezpardonowego naruszenia mojego dobrego imienia przez aktualnego jeszcze właściciela WKS ZAWISZA oraz media informuję, iż sprawa skierowana została do kancelarii prawnej, za pośrednictwem której będę dochodził swoich praw” – mówi trener Topolski, który dodaje, że objął zespół w bardzo trudnym położeniu.

„Wywalczyłem awans i dzięki temu Osuch przejął ZAWISZĘ w I lidze. Otrzymał pieniądze i gwarancję finansowania jego prywatnej spółki przez UM Bydgoszczy na poziomie 13 milionów złotych. Nie jestem trenerem ZAWISZY, gdyż nie mogłem zgodzić się na główny warunek Osucha o promowaniu i wystawianiu w składzie zawodników związanych z jego działalnością menedżerską. Natychmiast przerwałem dalsze negocjacje, gdyż wynik sportowy klubu był dla mnie ważniejszy niż prywatny interes R.Osucha” – tłumaczy się słupczanin.

ZA CO TRENER TOPOLSKI DOSTAŁ PIENIĄDZE?
Adam Topolski został trenerem Zawiszy Bydgoszcz 12 kwietnia 2011 roku, kiedy drużynie prowadzonej wcześniej przez Macieja Murawskiego nie szło. Zespół z kolejki na kolejkę tracił szansę na awans do pierwszej ligi. Do końca sezonu pozostawało jeszcze sporo meczów, bo aż 11 (czyli prawie 1/3 rozgrywek), a bydgoski klub zajmował czwarte miejsce w tabeli, tracił pięć punktów do drugiej Miedzi Legnica i trzy do GKS-u Tychy. Topolski powiedział, że może podjąć się walki o awans, ale jeśli mu się uda osiągnąć cel, chciałby otrzymać premię. Urzędnicy miejscy (reprezentowani przez prezydenta Chmarę – byłego znakomitego lekkoatletę) przystali na warunki szkoleniowca.

Kontrakt gwarantowany przez PZPN został podpisany jako najniższy, natomiast większość wynagrodzenia miała zostać zafakturowana przez firmę Sebastiana Topolskiego, który miał już założoną działalność gospodarczą. Topolski zarabiał więc miesięcznie jakieś 2 tysiące złotych na kontrakcie PZPNowskim oraz 10 500 złotych (plus VAT), na firmę syna. Zdaniem fachowców nie jest to najbardziej przejrzysty układ, ale też nie ma w nim niczego złego. Jedni płacili tyle, ile mieli zapłacić, drugi otrzymał tyle, ile chciał otrzymać, a państwo pobrało podatek. Do tego Topolski zażądał premii w wysokości 47 600 złotych, która miałaby być wypłacona tylko wtedy, jeśli Zawisza awansuje do pierwszej ligi. Obie strony podały sobie ręce, zadowolone z warunków. Słupczanin mógł zarobić dużo, ale tylko pod warunkiem, że jego zespół będzie bardzo mocno finiszował (co w kwietniu wydawało się wątpliwe).

Pod wodzą Topolskiego Zawisza rozegrał 11 meczów, z których 8 wygrał, 3 zremisował i żadnego nie przegrał, co na koniec sezonu pozwoliło o punkt wyprzedzić GKS Tychy. Dlatego też dziwić mogą słowa prezesa Osucha sugerujące, że pieniądze zostały z klubu wyp r o – wadzone. Topolski bowiem otrzymał od ZAWISZY tylko te pieniądze jakie miał zapisane w kontrakcie. To jednak nie wszystko co się wiąże z Osuchem, bo ten prezesem klubu zrobił swoją żonę Anitę, która nie ma zielonego pojęcia o piłce. Zrobił tak dlatego, że jako menadżer piłkarski nie mógł być jednocześnie prezesem klubu.

TOPOLSKI WYJAŚNIA
Zdaniem Adama Topolskiego sytuacja, że fakturę za prowadzenie zespołów piłkarskich wystawia firma syna Sebastiana nie jest niczym złym i nowym: „Kiedy zakłada się firmę, można wpisać wiele różnych działalności. Mój syn wpisał między innymi „doradztwo sportowe”. Ja jestem pracownikiem tej firmy i po prostu wykonuję powierzane mi zadania, trenuję kluby, prowadzę szkolenia itd. Sprawa jest czysta – jest odprowadzany podatek, ZUS, VAT. Nie ma tu żadnych niejasności. Bardzo wielu trenerów i piłkarzy działa w ten sposób. Zresztą, bardzo często to kluby wychodzą z propozycją takiego właśnie rozliczania się” – powiedział portalowi weszło.com Adam Topolski.

Słupczanin mówi, że wcale tak dużo pieniędzy nie zarobił: „Dla wielu osób to bardzo dużo, ale biorąc pod uwagę, że od awansu zależało pozyskanie sponsora – to już nie tak bardzo. Dodajmy też, że dzięki temu awansowi miasto przeznaczyło na klub dotację w wysokości 13 milionów złotych w ciągu czterech lat. Wcześniej miałem bardzo dobrą, bezstresową pracę w Pogoni Barlinek, nie chciałem stamtąd odchodzić. Kiedy Zawisza zaproponował mi pracę, wahałem się dwa dni. W końcu pojechałem na spotkanie z Urzędem Miasta, reprezentowanym przez pana Chmarę, a także z zarządem klubu. Ustaliliśmy wysokość pensji, a także premię za sukces. Ta premia to 47 tysięcy złotych. Myślę, że opłacało się ją wypłacić, by klub zrobił krok do przodu. Przypomnę tylko, że wtedy, kiedy przejmowałem zespół, nikt już w awans Zawiszy nie wierzył, więc było mocno wątpliwe, że ja w ogóle te 47 tysięcy dostanę. Jednak udało się osiągnąć sukces, z czego jestem dumny”.

Adam Topolski podaje także w wątpliwość uczciwość Radosława Osucha: „Osuch mówi, że faktury za moją pracę wystawiała firma mojego syna. Natomiast on sam jako menedżer został prezesem klubu, a potem zorientował się, że nie może łączyć tych dwóch funkcji i klub powierzył żonie. Pytam – dlaczego ona nie zabiera głosu na temat Zawiszy? Dlaczego ona nie wypowiada się w tej sprawie? Przecież to ona niby jest prezesem, prawda? A co do zawodników Osucha… Pytał mnie, ile chcę zarabiać, na co odpowiedziałem, że tyle samo, co do tej pory. Później zaczął mi mówić, których zawodników należy sprowadzić do klubu. Wiedziałem, że są to zawodnicy, z którymi on ma podpisane umowy, więc nie mogłem się na to zgodzić. Szczerze mu to powiedziałem. U mnie grają najlepsi. Dzień później zakomunikował, że nie dogadaliśmy się co do warunków finansowych. Nie wiem, dlaczego on mnie teraz oczernia, łamie warunki podpisanego ze mną kontraktu, bo przecież tam były punkty mówiące o poufności. Ale jeśli chce to robić – jego sprawa. Ja Zawiszy życzę jak najlepiej. Tylko nie chcę, żeby to odbywało się moim kosztem” – mówi słupczanin.

Fot. Z archiwum Adama Topolskiego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *