To nie nasza wojenka…

“Starostwo Powiatowe zatrudnia kilka osób w wydziale promocji i informatyka, którzy powinni zajmować się wizerunkiem powiatu na zewnątrz. Tymczasem startostwo utrzymuje prywatną firmę! Podczas ostatniej sesji (25.04.) przyznał się do tego starosta Eugeniusz Grzeszczak. Władze powiatu płacą miesięcznie 1200 złotych Graffi Studio za obsługę portalu internetowego www.slupca.pl. Ponadto urząd powiatowy w ubiegłym roku zrzekł się praw do tej domeny...” GS 17 (662), 29 kwietnia 2003r.
“Starostwo Powiatowe zatrudnia kilka osób w wydziale promocji i informatyka, którzy powinni zajmować się wizerunkiem powiatu na zewnątrz. Tymczasem startostwo utrzymuje prywatną firmę! Podczas ostatniej sesji (25.04.) przyznał się do tego starosta Eugeniusz Grzeszczak. Władze powiatu płacą miesięcznie 1200 złotych Graffi Studio za obsługę portalu internetowego www.slupca.pl. Ponadto urząd powiatowy w ubiegłym roku zrzekł się praw do tej domeny...” GS 17 (662), 29 kwietnia 2003r.
…czyli między młotem a kowadłem.
Ostatnia sobota była w Słupcy i okolicach dniem zdecydowanie gorącym, chociaż pogoda wcale nie była tego wyłączną przyczyną. W tym dniu było głośno o Grzeszczakach. I to nie do końca tylko za sprawą Sylwii, która wieczorem wystąpiła na scenie w słupeckim amfiteatrze. Otóż w wydaniu krajowym „Gazety Wyborczej” redaktorzy pisma dosyć wnikliwie przyjrzeli się słupeckiemu wielkiemu układowi. Wspominali między innymi o głowie “rządzącej” w powiecie, którą jest Eugeniusz Grzeszczak, o jego żonie dyrektorce szkoły średniej, o synu, jako o właścicielu lokalnej gazety i wreszcie o synowej, która występowała u Pawlaka w spocie wyborczym… Oczywiście, my to już wszystko wiedzieliśmy ale teraz przeczytała o tym cała Polska. Z irytacją zauważyliśmy, że z kiosków w regionie „Wyborcza” zniknęła całkowicie. Kilka tygodni wcześniej, gdy ten sam temat naszej Małej Zielonej Ojczyzny poruszył „Głos Wielkopolski” również to pismo, pokserowane, mieszkańcy przekazywali sobie z rąk do rąk. Widać nasze społeczeństwo nie ma dostatecznej “wdzięczności” dla władzy ludowej.

Na słupeckim rynku prasowym poważanym i ważnym dla lokalnej społeczności tygodnikiem jest od zawsze „Gazeta Słupecka” (ukazująca się na rynku od 1989). Kilkanaście lat później powstał Kurier Słupecki, którego wydawcą jest Graffi Studio. Tygodnik miał być „opozycją” dla nas. Stał się jednak przede wszystkim wielkim sprzymierzeńcem rządzących władz. Zaczęło się od prowadzenia strony internetowej powiatu słupeckiego, która przerodziła się w prywatną stronę tak zwanego „Kuriera Internetowego”. Po latach owocnej współpracy, gdy konto właściciela pęczniało z roku na rok, dzięki ogłoszeniom trafiającym z miasta czy powiatu itp itd, a w tygodniku mogliśmy przeczytać tylko o „dobrych” władzach, nagle wszystko stanęło na głowie.

Syn Grzeszczaka założył swój tygodnik, o którym od początku mówiono, że prezentuje tylko „zieloną stronę mocy”. Z datą powstania tygodnika wyschło źródełko, z którego czerpał „Kurier”. Choć od dziennikarzy „Głosu” Grzeszczaka można było usłyszeć, że chcą by to właśnie nasza „Gazeta Słupecka” zniknęła z rynku, my trzymaliśmy się od periodyku z daleka. W regularną wojnę przerodziły się za to stosunki między Głosem a Kurierem. Warto nadmienić, że gdy dawniej nasza Gazeta kilka razy pisała krytyczne artykuły na temat władz (np. o monopolu PSL itp), Kurier milczał, a czasami jeszcze w dawnym ukła-dzie “trzymał” z władzą. Dopiero, gdy zazdrosny o względy pięknej władzy ludowej i jej pieniądze „Kurier” poszedł na udry z PSL-em i zaczął o nim pisać, wydawca rozpoczął nerwowe poszukiwanie sojuszników we wszystkich możliwych gazetach (także u nas).

Sprawą zajął się Głos Wielkopolski, Gazeta Wyborcza, a być może to nie ostatnie wydawnictwa, które ją opisywały. Szkoda tylko, że wywołanie tej wojny ma podtekst czysto komercyjny odrzuconego “pieszczocha”władzy. Chodzi o pieniądze z ogłoszeń, które przestały trafiać do Kuriera i zleceń reklamowych z miasta, a zaczęły płynąć do Głosu… I tak oto znaleźliśmy się jako „Gazeta”między młotem a kowadłem. A które z wyżej wymienionych pism jest młotem, a które kowadłem to już zupełnie inna sprawa.

I końcowa refleksja. Gdyby u podłoża tego “przejrzenia na oczy” Kuriera legły takie wartości jak bezstronność, równość, konkurencyjność, przejrzystość i bezinteresowność to nic tylko przyklasnąć. Niestety, przynajmniej naszym zdaniem, ta cała wrzawa (po części uzasadniona) jest efektem utraty “konfiturów”. I mało albo wcale jest tu pro publico bono (w interesie społecznym) – jeśli chodzi o intencje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....