Modlę się o karę dla podpalacza!

Według właścicielki od tego miejsca dom zaczął się palić
Według właścicielki od tego miejsca dom zaczął się palić

Marianna Z. nie zgadza się z opinią straży
Niedawno informowaliśmy o decyzji Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego o tym, że Marianna Z. ma prawo do remontu swojego domu, który w maju częściowo uległ spaleniu. Właścicielka posesji nie zgadza się z opinią straży o tym, że pożar powstał od niedopałka papierosa.

Pół roku po pożarze domu przy ulicy Matejki właścicielka posesji Marianna Z. nie zgadza się z opinią strażaków o tym, że ogień powstał w wyniku nieszczelności przewodu kominowego. Dokładne oględziny miejsca mogą potwierdzić słowa właścicielki budynku z ulicy Matejki. Jak mówi: „Mnie podczas zapalenia nie było. Wracałam wtedy z nad morza, z wczasów. Przyjechałam akurat jak już się spaliło. Wiem tylko tyle, co ludzie mi powiedzieli. Jakiś przechodzień pobiegł na policje zawiadomić o pożarze i tyle.

A jak to się stało? Jedna wersja to jest taka, że podpalił taki sąsiad co tutaj mieszkał, ale gdzieś teraz wyjechał, zaraz po tym pożarze zniknął. Jego kobieta złapała mnie na ulicy i krzyczała, że jej mąż mnie podpalił. Jak mnie nie było to podobno on przyszedł w podwórze i zobaczył, że jest pozamykane. Tutaj słyszeli jak mówił: Jak cię zapale to wyjdziesz. Druga wersja jest taka, że dostałam telefon od takiej ze Strzałkowa. Tutaj były dziewuchy, i przychodził jakiś jej konkubin. Ona zadzwoniła i mi powiedziała: Czekaj jak Cię spalę to on stamtąd wyjdzie. No i za dwa dni był już pożar. Nikt inny tego nie spalił, tylko mam dwie takie wersje.”

Remont ponad stuletniego domu p. Marianny już się zaczął. Od strony ulicy nie widać już straszącej dziury w szczycie. Syn pani Marianny remontuje całość, lecz mają ograniczenia spowodowane przez jednego z sąsiadów. Pozwolenie na remont Marianna Z. uzyskała 13 października. Do końca marca przyszłego roku na pewno remont zostanie skończony. Jak mówi Marianna Z.: „Dopóki mróz nie chwyci to syn będzie robił. Przecież tu widać jak było zapalone. Milicja mówiła, że z komina, straż, że z papierosa.

Przecież w środku by się coś spaliło, a tutaj tylko dach jest spalony. Temu co to zrobił, to życzę jak najgorzej. Codziennie wieczorem modlę się do Boga o to. Jak się mówi: Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Mam nadzieje że temu podpalaczowi coś się stanie, żeby pazury i giry samochód mu uciął, żeby cierpiał, i drugiemu już krzywdy nie zrobił.” Wszyscy mieszkańcy Słupcy dobrze wiedzą kto przebywa w domu Marianny Z. Większość twierdzi, że ten dom jest po prostu pijacką meliną, do której przychodzą jedynie menele.

Marianna Z. pomaga wszystkim, którzy odwiedzają jej posesję. Twierdzi, że dzięki niej mocno pijani słupczanie przeżyli, ponieważ kazała swoim domownikom wnieść ich z dworu lub ulicy do ogrzanego domu. Wiadomo również jednak, że w jej domu umarło kilka osób, u których sekcja zwłok wykazała znaczną ilość alkoholu w organizmie.

„Przyjdą bezdomni, głodni, pijani, człowiek ugotuje więcej w garnku, żeby się najedli. Oni jak czasami przyjdą to wyzywam, że na bryndkę to mają, a na jedzenie ich nie stać. Ale mam takie sumienie, że głodnych nigdy nie wypuszczę.” – kończy właścicielka domu przy ulicy Matejki – Marianna Z.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.