W wieku 78 lat zmarł Henryk Batorski

Henryk Batorski – długoletni pracownik a następnie naczelnik Wydziału Rolnego słupeckiego inspektoratu PZU. Pierwszy prezes słupeckich Ogródków Działkowych. Miłośnik koni i żeglarstwa. Większość swojego życia zmagał się z nieuleczalną chorobą. Zmarł 27 kwietnia.

Henryk Batorski urodził się 21 stycznia 1935 r. w Poznaniu. Ojciec Stanisław pracował w Wojewódzkiej Komendzie Policji w Poznaniu. Mając 37 lat został zamordowany przez NKWD w Twerze (Kalinin), pogrzebany został w Miednoje. (Historię ojca i losy rodziny H. Batorski opowiedział uczniom SP w Kotuni 13 kwietnia 2010 r. – GS z dn.27.04.2010 r.). 13 kwietnia 2011r. w słupeckiej Alei Cmentarnej, podczas obchodów 71.rocznicy Zbrodni Katyńskiej, Henryk Batorski złożył kwiaty przy symbolicznym dębie i tablicy pamiątkowej asp. Stanisława Batorskiego.

Powiedział wtedy – Każdego dnia mówiłem pacierz i prosiłem jak nauczyła mnie mama – Panie Boże pozwól żeby tatuś się odnalazł. I odnalazł się. Ma teraz tutaj swoje miejsce. Jestem dumny i szczęśliwy.

Henryk Batorski marzył, aby zostać marynarzem. W 1952 roku odbył kurs żeglarski w Mikołajkach, a następnie chciał zdawać do morskiej szkoły oficerskiej. Poszedł na rozmowę kwalifikacyjną, jednak kiedy prowadzący rozmowę major dowiedział się, że Henryk Batorski jest synem policjanta, do szkoły nie został przyjęty a nazwany „synem bandyty”. Ukończył Akademię Rolniczą w Poznaniu, na wydziale zootechniki. W roku 1960 zawarł związek małżeński z Teresą zd. Luther i wraz z żoną zamieszkał w jej rodzinnych Szamotułach, gdzie w marcu tegoż roku podjął pracę w Powiatowym Związku Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych.

W 1962 r. pracował w Rejonowych Zakładach Zbożowych w Szamotułach a od września rozpoczęła się jego długoletnia praca w PZU. 1 listopada 1963 r. Henryk Batorski wraz z rodziną przeprowadził się do Słupcy, gdzie przez długie lata pracował w inspektoracie PZU, będąc w późniejszych latach naczelnikiem Wydziału Rolnego tegoż inspektoratu. Z pracą zawodową pożegnał się 31 marca 1991 r., przeszedł na rentę chorobową. Od 26.roku życia zmagał się on z chorobą nieuleczalną – Zesztywniający Zespół Stawów Kręgosłupa. Mimo choroby i cierpienia był człowiekiem niezwykle optymistycznie patrzącym na świat, obdarzonym ogromną pogodą ducha, życzliwym i dobrym.

Najbliżsi wspominają, że Henryk Batorski mawiał – Jeżeli nie możesz przezwyciężyć choroby to trzeba ją polubić. On swoją chorobę zaakceptował i mimo wielu trudności starał się prowadzić normalne życie, oddawał się swoim pasjom – jeździł na rowerze – składaku, uprawiał działkę – był pierwszym prezesem słupeckich ogródków działkowych, sklejał modele żaglowców, rozwiązywał krzyżówki, pisał wiersze (mawiał o nich „wierszydła”) i czynił w podręcznym notesie regularne notatki. Najbardziej jednak na świecie kochał swoją rodzinę – żonę, dzieci, wnuki i prawnuki.

Przebywająca w Stanach Zjednoczonych wnuczka Ola, kiedy dowiedziała się o śmierci dziadka, miała sen. Przyśnił się jej młody, zdrowy mężczyzna, w białej koszuli i marynarskich spodniach, który stojąc na dziobie statku przez lornetkę patrzył w dal. We śnie dziewczyna nie rozpoznała dziadka, którego nie pamiętała zdrowego i w tak doskonałej formie. Jednak dziadek powiedział do niej, aby nie płakała tylko wzięła kartkę i zaczęła pisać.

We śnie zapytała – Ale co mam pisać. Usłyszała odpowiedź – Sama będziesz wiedziała. Po przebudzeniu wnuczka zasiadła do komputera i napisała wiersz, który przesłała najbliższym w dniu pogrzebu.

Moi Kochani! Moja Żono!
Odrodziłem się na nowo!
I czy chcecie wierzyć czy nie,
To jest mi tutaj dobrze!
Nie mogę się troszkę odnaleźć, bo jest mi tęskno za Wami,
ale muszę powiedzieć, że ten Świat jest jak z morskimi falami.
Silny, przejrzysty, piękny – dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem,
więc płynę i jestem szczęśliwy, bo tak długo na to czekałem…
Robię to, czego nie mogłem za życia,
ponieważ taki jest los naszego bycia.
Raz Bozia da, a raz nie da,
i musimy się z tym pogodzić oraz być cierpliwym,
gdyż ja teraz jestem człowiekiem szczęśliwym…!!!
Nie doczekałem się spotkania z moją ukochaną stadniną – WIEM!!!
Ale to nic nie szkodzi, Kochani, bo wiecie skąd życzenia Wam ślę?
Galopuję jak szybko się da, żeby poczuć tę wolność – jest cudnie…co tu dużo gadać!
No i wiem co Terenia zaraz powie: „Heeniuuu Uważaj”!!!
Tereska! Tu jestem bezpieczny. I nic mi się nie stanie!
Nie musisz się o mnie martwić I niech tak już zostanie!
Przecież my się nie żegnamy, tylko rozstajemy na moment, jak ja z moją klaczą,
dlatego proszę się nie smucić BO CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ !!!
Moi Drodzy – Kapitan wszedł na pokład – muszę kończyć, bo będziemy pływać…
Wiec AHOJ Marynarze – jak ja to zawsze mówię TAK TRZYMAĆ !!!

Biały wiersz powstał lekko ku pokrzepieniu wielu serc. Henryk Batorski nie doczekał spotkania absolwentów, na które otrzymał zaproszenie. 18 czerwca chciał udać się na spotkanie z kolegami wydziału zootechnicznego – rocznik 1958; na uczczenie 55.rocznicy ukończenia studiów. Spotkanie odbędzie się w stadninie koni w Iwnie, gdzie odbywał swoje praktyki podyplomowe. Nie doczekał. Koledzy przyjechali do Niego.

30 kwietnia odbyła się ceremonia pogrzebowa, której przewodniczył ks. Józef Warga. Słowa pożegnania do żałobników skierował Ireneusz Bąkowski – obecny prezes ROD Róża.

Henryk Batorski w smutku i żałobie pozostawił żonę Teresę, córkę Dorotę z rodziną, syna Roberta z rodziną, wnuki: Martę, Aleksandrę, Tomasza, Erykę, Majkę i Wojciecha oraz prawnuków: Igorka i Piotrusia. W Ostatniej Drodze śp. Henryka Batorskiego towarzyszyli: rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, delegacja Grona Pedagogicznego i pracowników SP Kotunia, delegacja i poczet sztandarowy ROD „Róża”, przedstawiciel PZU. Spoczywaj w pokoju!

Redakcja składa szczere wyrazy współczucia wszystkim tym, których śmierć śp. Henryka Batorskiego napełniła bólem i smutkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *