Słupecki radny rozmyślnie wjechał na „czołówkę”?!

Leszek Michałowicz twierdzi, że został posądzony o coś, czego nie uczynił
Leszek Michałowicz twierdzi, że został posądzony o coś, czego nie uczynił

Do dość zaskakującego zdarzenia rzekomo doszło w Kąpielu 14 listopada (sobota). Sytuacja niczym z kultowej polskiej trylogii Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi”, czyli spór o miedzę. Posądzenia i spory o podorywanie granicy trwają już kilka lat. Stronami są: Janusz Przybylski z Kąpiela, który twierdzi, że w ową sobotę Leszek Michałowicz, radny i sołtys z Marcewa, umyślnie uszkodził mu ciągnik, orząc sąsiednie pole. Radny Michałowicz sprawę neguje, twierdząc, że Przybylskiemu coś się przywidziało. Sprawę bada policja.

Janusz Przybylski jest rodowitym mieszkańcem Kąpiela, z kolei Leszek Michałowicz na co dzień mieszka w Marcewie, a do Kąpiela przyjeżdża obrabiać grunty po teściu. Grunty obu panów przylegają do siebie.

CO SIĘ WYDARZYŁO?
Jak zrelacjonował nam pan Przybylski, kończył orkę na swoim polu, a radny Michałowicz poprawiał orkę po swoim synu. – Kończyłem już pracę na polu, orałem przy samej granicy. Pan Michałowicz jechał w tym samym kierunku, po czym nawrócił, dojechał do mnie, zatrzymał się, cofnął z metr i znów do przodu. Wjechał wprost na mój ciągnik, potem ominął mnie i pojechał dalej, zaorując nie tylko całą granicę dzielącą nasze pola, ale jeszcze płat mojej ziemi na szerokość swojego pługa. Zdenerwowałem się i wezwałem policję, ale on odjechał – mówił Janusz Przybylski. SKĄD TAKA REAKCJA? Pan Janusz jest zdumiony zachowaniem sąsiada.

Mówi, że przedtem zachowywał się w porządku, mówili sobie dzień dobry i w ogóle. Wcześniej kłopoty z miedzą miałem z teściem pana Leszka. Pracując w polu ciągle ją podskubywał. Kiedyś stwierdził nawet, że wieloletnie akacje, które były posadzone po mojej stronie granicy, przesadziłem na jego pole aby powiększyć swój areał. Tylko jak można przesadzić drzewa, mające kilkadziesiąt metrów wysokości? Teraz znajomi żartują sobie, że jeżeli ktoś ma potrzebę przesadzenia jakiegoś starego drzewa, to niech zgłosi się do mnie, bo jestem w tej dziedzinie specjalistą – wspomniał pan Przybylski.

Gdzieś tutaj powinna być miedza, której, jak widać, nie ma
Gdzieś tutaj powinna być miedza, której, jak widać, nie ma

WNIOSEK O ROZGRANICZENIE
Mieszkam w Kąpielu od urodzenia i pamiętam gdzie granica pomiędzy polami biegła. Gdy zaczynały się spory, zaproponowałem panu Michałowiczowi wspólne opłacenie geodety, żeby wymierzył działki i byłaby jasność. Specjalnie po to pojechałem do niego do Marcewa. Niestety nic nie wskórałem. Potem jeszcze kiedyś telefonowałem w tej sprawie, ale odłożyli słuchawkę. Teraz skierowałem wniosek do urzędu gminy w Ostrowitem z prośbą o rozgraniczenie. Jeżeli Leszek Michałowicz nie przeprowadzi rozgraniczenia, to zrobi to gmina, a koszty poniesie winowajca – stwierdził zdeterminowany Janusz Przybylski.

Sekretarz gminy Ostrowite Grażyna Tylman wyjaśniła, że rozmawiała na temat sporu granicznego w Kąpielu z żoną Janusza Przybylskiego i przedstawiła jej możliwość przeprowadzenia rozgraniczenia, jednak do piątku (20.11) do godz. 12.00 wniosek nie był w urzędzie gminy przez państwa Przybylskich złożony. Chyba, że nieco później. Dodała także, że kosztami rozgraniczenia może zostać obciążona jedna ze stron, jak również obie strony po połowie. Wszystko zależy o wyniku pomiarów i sporządzonego przy tym protokołu.

CO NA TO LESZEK MICHAŁOWICZ
Skontaktowaliśmy się telefonicznie z radnym Michałowiczem, który stwierdził, że do żadnego zderzenia ciągników nie doszło. Dodał także, że Janusz Przybylski pracuje ciągnikiem w polu pod wpływem alkoholu i rzekome zdarzenie jest tylko wynikiem jego urojeń spowodowanych upojeniem alkoholowym. Oznajmił, że kilka dni wcześniej ludzie widzieli, że Przybylski był tak pijany,że wypadł z ciągnika i dzieci go musiały ratować. Poza tym twierdzi, że to Przybylski naruszył mu granicę, pierwszy się worał i teraz sam już nie ma pewności gdzie ona była.

Co do propozycji wspólnego opłacenia geodety, Michałowicz twierdzi, że Przybylski chciał, aby wszystkie koszty on zapłacił, a nie po połowie, dlatego na to nie przystał. Jeżeli dojdzie teraz do rozgraniczenia, zapewnił, że podporządkuje się wytyczonym granicom, bo jemu też zależy aby tą sprawę raz i definitywnie rozwiązać. W całej sprawie jedyną możliwością pogodzenia zwaśnionych stron jest rozgraniczenie gruntów. W przypadku gdy strony nie zgodziłyby się na ustalenia rozgraniczenia, sprawa może trafić do sądu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.