Niemowlę z cekinem w nosie

Pan Łukasz i jego małżonka pochodzą z powiatu słupeckiego. On z gminy Orchowo, Ona z gminy Ostrowite. Na co dzień przebywają za granicą, ale na święta przyjechali w rodzinne strony. Pech chciał, że tuż po przyjeździe potrzebowali lekarskiej pomocy dla ich kilkumiesięcznego dziecka. Z ich opowieści wynika, że w słupeckim szpitalu nie zostali zbyt dobrze przyjęci.

– Wiele słyszeliśmy o tym, że szpital się rozbudowuje. Nawet najpiękniejsze i najlepiej wyposażone gmachy nie pomogą, gdy w szpitalu zabraknie zwykłej empatii – mówi pan Łukasz.

W sobotni wieczór, 16 grudnia, tuż po godzinie 21 pan Łukasz potrzebował pomocy lekarskiej, dla 3,5 miesięcznego dziecka. Niemowlę odpoczywało wtulone w ramionach matki. Nagle zdarzyło się nieszczęście. Do noska dziecka wpadł niewielki cekin z bluzki matki i przykleił się od wewnętrznej strony. Niemowlę zaczęło przeraźliwie płakać, a nosek zaczął puchnąć.

– Zadzwoniliśmy na numer alarmowy 112. Tam powiedziano nam, że mamy wezwać karetkę lub natychmiast udać się do szpitala. Nie wzywaliśmy pogotowia, bo uznaliśmy, że szybciej dojedziemy do Słupcy. Niestety sporo czasu straciliśmy na wjazd do szpitala. Teraz już wiemy, że placówka jest rozbudowywana, ale dla nas, którzy pierwszy raz o tym słyszeli, brakuje informacji jak wjechać na teren lecznicy – mówi pan Łukasz.

Kolejny szok spotkał ich w szpitalnej Izbie Przyjęć. – Chyba trafiliśmy na zmianę personelu. Jedna z pań tylko spojrzała na dziecko leżące w nosidełku. I ta pani, w takim półmroku zdołała ocenić stan zdrowia dziecka. Powiedziała, że ona tu nic nie widzi, w związku z tym mamy sami jechać do Konina, bo oni karetki nie mają – mówi zdenerwowany ojciec niemowlęcia. Ma za złe personelowi to, że nie udzielono dziecku pomocy.

– Nawet nie poproszono nas o dokumenty. Od razu założono, że pomocy mamy szukać gdzie indziej. A co byłoby gdyby stan dziecka po drodze się pogorszył? Bylibyśmy zdani tylko na siebie – mówi pan Łukasz. Na szczęście stan zdrowia niemowlęcia nie był tak groźny na jaki wyglądał. Wszystko skończyło się na strachu, ale pan Łukasz mówi, że przeżyli chwile grozy. Mężczyzna chciał przedstawić sprawę swojej wizyty w szpitalu dyrektor Wiśniewskiej. Niestety, mimo kilku prób nie udało mu się dostać do Iwony Wiśniewskiej.

– To musi być bardzo zajęta osoba. Jej ciągle nie ma. Mówią, że jest gdzieś wzywana. Próbowałem przez cały tydzień. Nie udało się – mówi mieszkaniec naszego powiatu, który przyjechał do domu na święta. W rozmowie telefonicznej z nami dyrektor SP ZOZ zapewniła, że postara się wyjaśnić sprawę i o efektach powiadomi rodzinę pana Łukasza.

  • at 23:46
    Permalink

    Na litosc boska! Slupeccy lekarze nie potrafili wyjac dziecku cekina z noska? Odeslali do Konina? I to jeszcze nie karetka? Jakas paranoja!!!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....