Słupca to nie Pruszków

Od maja prokurator Marek Kosmalski opuszcza siedzibę Prokuratury Rejonowej.
Od maja prokurator Marek Kosmalski opuszcza siedzibę Prokuratury Rejonowej.

Od maja prokurator Marek Kosmalski opuszcza siedzibę Prokuratury Rejonowej. Nie przechodzi jeszcze na emeryturę, będzie pracował w Prokuraturze Okręgowej w Koninie, lecz ze Słupcą służbowo nie będzie miał takiej styczności jak dotychczas. Przed odejściem do okręgówki warto podsumować jego pracę w Słupcy. Z Markiem Kosmalskim rozmawiał Marcin Wróblewski.

Jaka była Pana droga po szczeblach kariery zawodowej?

We wrześniu minie 40 lat jak jestem prokuratorem. Choć z tą pracą byłem związany już wcześniej ponieważ na trzecim roku studiów Prokuratura Generalna ufundowała mi stypendium. Całe swoje życie zawodowe byłem związany z Prokuraturą. Najpierw we Wrześni – gdy ja zaczynałem nie było jeszcze oddziału w Słupcy. Po dwóch latach aplikacji we Wrześni poszedłem do prokuratury w Pleszewie, a stamtąd już do Słupcy. Był jeszcze epizod gdy byłem Prokuratorem Okręgowym w Koninie na początku lat 90-tych. Później wróciłem już do Słupcy. Zawsze byłem na pierwszej linii frontu, a nigdy nie byłem takim urzędnikiem prokuratorskim. Chciałem prowadzić postępowania. Obecnie spełniam wszystkie warunki, żeby przejść w stan spoczynku, ale póki jest jeszcze chęć do pracy, zdrowie i energia, nie zamierzam z pracy odchodzić. Do 65. roku życia chcę pracować, a to jeszcze 3 lata. A może dłużej? Na emeryturę jeszcze się nie wybieram.

Zaczynał Pan pracę w latach 70- tych. Sam Pan powiedział, że mija już 40 lat aktywności zawodowej w tej branży. Jakie zmiany może Pan dostrzec przez te wszystkie lata?

Nasz zawód jest ciężki. Wymagający wyczucia, trzeba mieć wiedzę ze wszystkich dziedzin życia, począwszy od podstaw medycyny sądowej, a skończywszy na takich problemach jak prawo autorskie, prawo własności przemysłowej, rolnictwo, gospodarka, ekonomia. Tak jak istnieją przestępstwa, tak prokurator musi mieć choćby w zarysie wiedzę dotyczącą tego w czym się obraca. Kiedyś było łatwiej o tyle, że nie było tak skomplikowanych przestępstw związanych z rynkiem kapitałowym, ze spółkami, z prawem autorskim, dziedziną informatyki.

Jak ja zaczynałem, to była taka abstrakcja jak lot na księżyc. Łatwiej było w tym względzie, że przestępstwa były łatwiejsze. Nie było jednak wtedy takich możliwości dowodowych, nikt nie słyszał o DNA, szczytem techniki kryminalistycznej była prosta analiza krwi czy ślad daktyloskopijny. Szczytem techniki był magnetofon szpulowy. O żadnym aparacie, telefonie komórkowym nie było mowy. Była też inna struktura przestępczości – przewijały się takie czyny jak nielegalny wyrób spirytusu, pasożyt społeczny, niedobór czyli to popularne manko. W związku z tym, że nastąpił rozwój gospodarczy, prześliśmy do zupełnie innej formacji ekonomicznej, te czyny przestały być przestępstwami albo zanikły, ale pojawiły się nowe.

Są to przestępstwa bardziej skomplikowane. Informatyka jest fajną rzeczą, ale korzystają nie tylko ci, którzy robią to w dobrych intencjach, ale też ci, którzy mają z tego źródło dochodu i to nie zawsze legalne. Przestępcy się uczą, nie stoją w miejscu, a w niektórych dziedzinach są krok czy dwa kroki przed organami ścigania. Na zjawiska życia społecznego reaguje najpierw ustawodawca, a później my. Gdy coś zaczyna być problemem, dopiero ustawodawca uznaje, że takie zachowanie może być przestępstwem. Dawniej charakterystycznym przestępstwem były bójki i pobicia na zabawach. Co tydzień odnotowywaliśmy takie zdarzenia. To nie były bójki jeden na jednego, ale np. wieś na wieś. Dziś takie zachowanie zanikło, ci którzy się wtedy bili często są już dziadkami.

Cały wywiad w „Gazecie Słupeckiej”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....