Powieściopisarz z Powidza

Filip Muszyński
Filip Muszyński

„Od kiedy sięgam pamięcią, byłem bardzo podatny na słowo pisane. Bardzo lubiłem, gdy mi czytano, a z czasem – sam zacząłem pisać. Doskonale pamiętam pierwszy wiersz, który nakreśliłem w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Od tamtego czasu, mniej lub bardziej skrycie, rozwijałem swoją pasję” – wspomina Filip Muszyński – dwudziestoletni powieściopisarz, debiutujący powieścią fantastyczną pod tytułem: „Zaginiony świat”.

Jak sam podkreśla zamiłowanie do fantastyki miał od zawsze, choć od roku pracuje nad… powieścią sensacyjną. Projekt jakże odmienny od debiutu. Przyznaje jednak, że wciąż poszukuje swojej dziedziny prozy – ,,zacząłem od fantastyki, gdyż ta daje najwięcej swobody w pisaniu. To tutaj autor ma wolną rękę w tzw: ,,sile grawitacji”, jaka panuje w stworzonym przez niego świecie. W przyszłości mój pogląd na ten temat może się jednak zmienić” – puentuje młody twórca.

DZIECIŃSTWO I SZKOŁA
Edukację rozpoczął w powidzkim Zespole Szkolno – Przedszkolnym. Placówkę tą wspomina z szacunkiem i nostalgią. ,,Była dla mnie bardzo dobrym okresem – szkoła o wysokim standardzie dydaktycznym nauczyła mnie przede wszystkim rzetelności i mobilizowała do pracy nad samym sobą , co zaowocowało w dalszym życiu” – stwierdza autor. Potem przyszła kolej na szkołę średnią. Wybrał – Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Witkowie – ,,czteroletnie technikum ekonomiczne przyniosło mi zaszczytne grono przyjaciół, z którymi kontakt utrzymuje do dnia dzisiejszego. Oczywiście przez ten czas przyswoiłem sobie wiedzę z zakresu przedmiotów ekonomicznych, lecz nade wszystko wspominam ludzi, których tam spotkałem” – dodaje. Obecnie jest studentem… bankowości. Na moje pytanie o motywy podjęcia kierunku, jakże odbiegającego od jego pasji, pan Filip odpowiedział – ,,Wszyscy wokół ganiają za pieniądzem, a gdzie go łatwiej złapać, jak nie w dziedzinach ekonomicznych? – tak myślałem, składając dokumenty do Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. Po niespełna pół roku mam pewne wątpliwości, co do podjętej decyzji, a bardzo komercyjne hasło: ,,Pieniądze to nie wszystko”, powoli nabiera dla mnie znaczenia. Kierunek humanistyczny? Może w przyszłości – na chwilę obecną namacalne podążanie za literaturą w postaci tak ukierunkowanych studiów, to abstrakcją. Z drugiej strony taką ,,abstrakcją” były marzenia o udzielaniu wywiadu na temat własnej powieści” – dodał z humorem młody powieściopisarz. Warto nadmienić, że do Powidza (spod Łodzi) przeprowadził się wraz z rodzicami jako dwuletni brzdąc.

PRZYGODA Z PIÓREM
Autor z rozbrajającą szczerością przyznaje, że jego pasja – pisanie, nie bardzo szło w parze ze szkołą. ,,Język polski w szkole średniej zawsze plasował mnie jako ucznia dostatecznego (na co na pewno zasługiwałem i tutaj ślę szczególne ukłony w stronę swojej polonistki), szkolne konkursy w których brałem udział nie przyniosły szczególnych osiągnięć. Czy się zraziłem? Oczywiście, że nie zawsze w swojej twórczości stawiałem egoistycznie na ostatecznego odbiorcę, czy na siebie, a że z natury, każdy twórca ma krytyczny stosunek do swojej pracy, udało mi się ustalić pewien literacki poziom. Aczkolwiek nigdy nie stroniłem od słuchania krytyki innych, zwłaszcza moich rówieśników, którzy to de facto byli moimi pierwszymi i jakże cennymi recenzentami. Społeczność klasowa, przyjaciele z Powidza, rodzina – to oni definiowali mój literacki kunszt – nie sztywne, szkolne wymogi. Jako takiego szczególnego impulsu, który popchnął mnie w stronę powieściopisarstwa – nie było. Dla mnie była to rzecz naturalna, inicjatywa wręcz swojska – taki byłem od zawsze” – stwierdził Filip Muszyński. Wspomniał także o jego aktywnym uczestnictwie w życiu powidzkiego Domu Kultury, gdzie jednym ze wspólnych projektów (wraz z grupą przyjaciół) było wydanie tomiku poezji o tytule ,,Ptaki”. Wyraził uznanie dla jego autorów oraz Małgorzaty Kożuchowskiej – ówczesnej opiekunki grupy. ,,W takim otoczeniu nie sposób było pozostawać w literackich ,,tyłach” i dopracowywało się poetycki kunszt. Wsparcie ze strony Magdaleny Kożuchowskiej – Macie potencjał, trzeba go wykorzystać, pracować, wierzyć w siebie – było na tamten czas rzeczą bezcenną” – podkreśla debiutujący powieściopisarz.

Zaginione opowieści
Zaginione opowieści

O KSIĄŻCE
Ta powieść to świat baśni, magii, wyobraźni. Nie sposób nie zauważyć, że jest to książka w stylu trylogii Tolkiena. Kraina magii, czarów, bajkowych, nierzeczywistych stworów… ,,Siła pozorów. Zakładałem przyrównanie przez ogół ewentualnych odbiorców do trylogii mistrza Tolkiena. Na dobrą sprawę jednak w literaturze fantasty, trzeba doszukiwać się drugiego dna, które tutaj przysłonięte zostało przez właśnie krainę magii i czarów – tak jest w moim przypadku” – podzielił się spostrzeżeniami autor. Jednocześnie podkreślił, że ,,Zaginione Opowieści” są pierwszym tomem trzyczęściowego cyklu. Każdy z nich ma tą samą objętość i jedną historię. Gotowy jest już drugi tom powieści, który światło dzienne ma ujrzeć za około pół roku. Natomiast na ukończeniu jest ostatni, trzeci tom. ,,Nie może być tu mowy o wąskiej grupie czytelników. Jeśli ktoś preferuje powieści przygodowe, szeroko pojmowaną fantastykę przyprawiona eseistycznymi komentarzami i postacie, z którymi może się utożsamić i których postępowania można przyrównać do swojego życia, ta poezja jest jak najbardziej – to czy takowy czytelnik będzie miał lat naście czy kilkadziesiąt nie ma absolutnie żadnego znaczenia” – odrzekł autor. Warto nadmienić, że młody literat zajął się innymi projektami o zupełnie odmiennej tematyce. ,,Taki rozmach może dziwić, lecz jeśli weźmie się pod uwagę, że pierwsze szkice ,,zaginionych Opowieści” nakreśliłem jako piętnastolatek, nie trzeba wiele tłumaczyć…” – stwierdził. Pierwszy tom książki został wydany po około pięciu latach od napisania. Wydaje się zatem, że potrzeba ogromnego samozaparcia oraz wiernych ludzi u boku, służących swoim wsparciem. Debiutant ,,w świecie z piórem” przyznał, że często borykał się, ze zwątpieniem w samego siebie oraz w to co robi. Otuchy i skrzydeł dodawali mu przyjaciele – kuzyn Krzysztof Pęcherzewski – ,,odpowiedzialny za moje duchowe wsparcie, odnalezienie pierwszych recenzentów i mobilizację, kiedy pojawiły się chwile zwątpienia”, przyjaciel Robert Czechorowski – ,,rozprowadzał maszynopisy z powieścią po kolejnej strefie recenzentów. Skontaktował mnie z Bartoszem Borowiakiem – wykonawcą okładki. Bez tych wszystkich osób – imiennie wymienionych, a także anonimowych recenzentów, którzy z powodzeniem zastąpili ludzi zajmujących się zawodowo korektą książek) nie rozmawialibyśmy teraz” – zaznaczył twórca.

PISANIE TO NIE WSZYSTKO
Entuzjasta dobrego kina, zwłaszcza tego starej daty. Każdego dnia (oczywiście w miarę możności) musi obejrzeć jakiś nowy dla niego film. Jak zaznacza – ,,tutaj także wkrada się pisarska pasja. Znajomi i rodzina często pytają o moją prywatną opinię na temat konkretnego filmu… Od kilku lat czytam recenzje filmowe, teatralne w ogólnopolskich gazetach codziennych i na wzór ulubionych krytyków sam tworzę filmowe recenzje, które z kolei są doceniane przez przyjaciół” – komentuje pan Filip.

MARZENIA I PLANY
,,Chciałbym łączyć pasję z możliwością zarabiania na życie. Spełnieniem marzeń byłaby właśnie praca dla portalu internetowego, gazety, radia właśnie jako recenzent filmowy czy teatralną. Zapytanie czy powieściopisarstwo może być receptą na przyszłość od strony finansowej jest oczywiste i oczywista odpowiedź – nie poczuwam się do statusu pisarza tak znakomitego, by utrzymać się z samego tylko pisania” – podkreślił początkujący literat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....