Handel na rynku umiera!?

Od 2 czerwca obowiązuje w Słupcy strefa płatnego parkowania, którą objęte zostały ulice: Poznańska, Plac Wolności, Mickiewicza, Sukiennicza oraz Poprzeczna. Wprowadzenie strefy bez wątpienia wpłynęło na ilość wolnych miejsc parkingowych na Rynku. Teraz bowiem bez problemu można na chwilkę zaparkować auto, aby zrobić szybkie zakupy lub załatwić sprawy w urzędach czy bankach. Zmalało też natężenie ruchu na samym rynku, nie ma już aut krążących 4 razy dookoła Placu Wolności w poszukiwaniu miejsca.

Można powiedzieć, że z dnia na dzień zapanował ład i spokój. Czy na pewno? Co sądzą o zmianach sklepikarze, mieszkańcy ulic objętych strefą oraz osoby przyjezdne ? W uzasadnieniu do Uchwały rady Miasta przeczytać możemy, że wprowadzenie Strefy Płatnego Parkowania ma za zadanie umożliwić znalezienie wolnego miejsca parkingowego w bezpośredniej bliskości obiektów o charakterze publicznym (urzędy, banki, ciągi handlowe, i inne) oraz spowodować zwiększenie rotacji parkujących pojazdów. Wprowadzenie ww. strefy w Słupcy zmniejszy popyt na parkowanie, skróci czas parkowania w obszarze centrum do niezbędnego minimum.

Wolne miejsca, ale jakim kosztem? Wydaje się, że założenia zostały osiągnięte. Nie pomyślano jednak o możliwym spadku zainteresowania punktami handlowymi zlokalizowanymi na terenie strefy. Usłyszeliśmy wiele wypowiedzi podobnych do tej opinii, klientki jednego ze sklepów

– „Przed czy po pracy często jechałam na szybkie zakupy na rynek, teraz już nie będę tego robić tak często. Nie chcę dopłacać do produktów. Raz złotówka, drugi, trzeci i promocja okazuje się nie być już promocją.” Inni mówią bez ogródek – „Nie będę dawał zarobić urzędasom, dosyć że płacę podatki to jeszcze za parkowanie w takiej małej Słupcy mam płacić? Nigdy w życiu!”

Zapytaliśmy sklepikarzy, czy odczuli zmiany w ilości klientów po wprowadzeniu opłat parkingowych i zmian organizacji ruchu. Niezależnie od branży, czy to odzież, kwiaty, motoryzacja czy „spożywka” handlarze mówią jednym głosem. „Po zmianie organizacji ruchu już odczuliśmy spadek zainteresowania. Gdy do tego doszły parkomaty, można powiedzieć, że liczymy straty i zastanawiamy się nad naszą przyszłością. Jeśli sytuacja się nie poprawi będziemy zmuszeni do poszukiwania innych miejsc na prowadzenie naszej działalności.” „- Tylko czekać, aż na rynku będą same lokale do wynajęcia, i tak było nam ciężko, a teraz? Katastrofa! Klientów jak na lekarstwo, obroty spadły o połowę, nie wiem jak przetrwam”.

,,-Nie oszukujmy się, parkomaty nie były koniecznością, mogło wszystko funkcjonować jak dotychczas. Wystarczyła ewentualnie zmiana organizacji ruchu albo ustawienie znaków zakazujących postoju powyżej 2 godzin. Przez pazerność urzędników my mali, lokalni przedsiębiorcy będziemy zmuszeni podnieść ceny, zamknąć działalność czy poszukać innej lokalizacji. Wcześniej nie było miejsca, ale i tak każdy tu przyjeżdżał , a teraz? Pustki, bo ludzie raz nie chcą płacić, dwa nie wiedzą jak obsługiwać urzędniczą maszynkę do robienia kasy” – skwitował przedsiębiorca.

Jedni chwalą, inni krytykują. Opinie słupczan są podzielone. Pani zameldowana na Placu Wolności od razu zwróciła nam uwagę na problem z opłatami zryczałtowanymi.

„Mamy z mężem dwa samochody, oba zarejestrowane na niego, z uwagi na zniżki z ubezpieczenia. Jednym jeżdżę ja, drugim on. Wychodzi, że za pierwszy samochód zapłacimy 10,00 zł a za drugi już 120,00 zł miesięcznie. Nie stać nas na te dodatkowe opłaty, zostaniemy zatem zmuszeni do kombinowania, gdzie zaparkować samochód bez karty w godzinach objętych opłatą”.

Wśród naszych zmotoryzowanych rozmówców był też mieszkaniec ul. Berlinga: „Mieszkam w Słupcy od urodzenia, odkąd pamiętam, na rynku było tłoczno, a wraz z upływem lat samochodów przybywało i robiło się jeszcze ciaśniej. Teraz, po wprowadzeniu płatnej strefy dostrzegam jedynie plusy tego rozwiązania. Nagle zrobiło się pusto. To pewnie za sprawą pracowników banków i sklepów, którzy nie przyjeżdżają już do pracy samochodami i nie zajmują na cały dzień miejsca parkingowego. W końcu mogę łatwo zaparkować i załatwić swoje sprawy.” „-Jest luźniej, to niezaprzeczalny fakt. Uważam jednak, że ceny za parkowanie są trochę za wysokie. Mieszkam od 30 lat w okolicy rynku, moi znajomi, którzy zamieszkują ulice objęte strefą nie są zadowoleni z tych zmian.” – opowiada słupczanin.

„-10,00 zł miesięcznie może i nie jest wielką kwotą, jak się jest właścicielem samochodu i ma się meldunek. A ci co wynajmują mieszkania i nie są tu zameldowani albo użytkują samochody zarejestrowane na kogoś innego, muszą już płacić 120,00 zł. Nie mamy w Polsce obowiązku meldunkowego a miasto jakoś pośrednio do tego zmusza. Tak samo, jak nikt nam nie może zabronić jeździć samochodem dziadka, wujka czy firmowym”. „- Zostałam zmuszona do zdrowszego trybu życia” – żartobliwie kwituje wprowadzenie strefy mieszkanka.

„-Teraz zamiast autem, na rynek pojadę na rowerze albo pójdę na spacer”. „-Będę chodziła tam tylko na piechotę, nie chcę dokładać się do urzędowej kasy, a zakupy zrobię tam gdzie za parking płacić nie muszę.” – słyszeliśmy niejednokrotnie.

Wielu przechodniów oraz rowerzystów chwali sobie to rozwiązanie. Mówią, że jeździ się bezpieczniej, a spaceruje zdecydowanie przyjemniej. Czy rzeczywiście zmiany wprowadzone przez słupecki magistrat spowodują „śmierć” handlu na rynku? Czas pokaże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....