Walczy o swoją ziemię

Władysław Nowak walczy o swoją ziemię
Władysław Nowak walczy o swoją ziemię

…,,Sędzia po prostu pozbawił mnie kawałka mojego pola swoim postanowieniem’’…
Do naszej redakcji przyszedł zbulwersowany mężczyzna, którzy uważa, że sąd wydał niesprawiedliwy wyrok, przez który odebrano mu kilka arów ziemi. Władysław Nowak zapowiada dalszą walkę o swoją ziemię. Czy sąd wydał sprawiedliwy wyrok, pozbawiając ziemi prawowitego właściciela?

WALKA TRWA OD LAT
Pierwsze spory zaczęły się już wiele lat temu, kiedy gmina wyznaczyła na polu pana Nowaka drogę wielkości jednego ara. Droga dzieliła pole bohatera artykułu, z działkami mieszkalnymi w miejscowości Młodojewo. Było to zrobione bez jakichkolwiek uzgodnień z właścicielem, lecz ten nie miał zbyt wielkich pretensji o stworzenie tej drogi. „W dokumentach jest wszystko napisane, że z tej działki była wyznaczona droga. To była prywatna moja droga, którą dojeżdżaliśmy do łąki. Oni zrobili teraz gminną drogę. Jakim prawem?

Tego nikt mi nie umie wytłumaczyć. Ta działka miała 17 arów, gmina zabrała mi drogę wielkości jednego ara, a w papierach ta działka nadal ma 17 arów. Czy to jest normalne w naszym państwie?” – pyta z niedowierzaniem Władysław Nowak. Sprawa trafiła do sądu z powództwa właścicieli działki, o część której toczył się spór. Jak mówi p. Nowak: „Ten sąsiad zgłosił się do gminy, bo miał swój płot w drodze. Gmina mu nakazała, żeby zrobił rozgraniczenie.

Przyszedł biegły geodeta z Konina, i nawet tutaj nic nie mierzył. Sąd potwierdził tak jak było w zeznaniach bez nowych pomiarów. Jak poszedłem do swojego geodety, to powiedział, że to jest jakaś paranoja. Jak przyszedł ten biegły geodeta to mu powiedziałem: niech pan dobrze zmierzy i sprawdzi wszystko z mapką. A on mi odpowiedział, że sędzia mu nie kazał tego robić. To po co przyszedł, popatrzeć? Nikt w to nie może uwierzyć jak oni postąpili z tą całą sprawą.”

W SĄDZIE NIE DAŁO RADY
Gdy sprawa trafiła do sądu Władysław Nowak wynajął świetnego adwokata, aby mieć pewność, że postanowienie sądowe zwróci mu jego ziemię. Było jednak zupełnie odwrotnie. Sąd Rejonowy w Słupcy postanowił rozgraniczyć działki zgodnie z projektem stworzonym przez biegłego sądowego. W uzasadnieniu sądu można również odczytać, że zeznania świadków powołanych przez Władysława Nowaka nie wniosły zbyt wiele do sprawy, mimo, że jak twierdzi mężczyzna:

„Wszyscy mówili, gdzie była granica, bo kamienie graniczne były postawione jeszcze w latach 60-tych. Sędzia moich świadków w ogóle nie uwzględnił. Ani ja, ani oni nie byliśmy niby wiarygodni. Jako były właściciel, bo teraz jest to na syna, sąd nie wziął pod uwagę moich zeznań. W uzasadnieniu postanowienia, sąd potwierdził, że to ja worywałem się w działkę. Jednemu doliczyli działkę, a mi ukradli, po prostu to jest wykradzione. Tak jak tę drogę kiedyś ukradli, tak teraz te ary z mojego pola. Ten stary dom był wybudowany w granicy, a jak przyszło ogrodzenie to jest oddalone od domu. Takich rzeczy nikt chyba jeszcze nie widział.

Jakim sposobem to wszystko niby zrobili?” Na początku sprawy sądowej jednak pan Nowak miał nadzieję na odzyskanie działki, lub zadośćuczynienia za zabraną część pola. Z postanowieniem sądowym jednak zniknęły nadzieje mężczyzny na sprawiedliwość w Polsce. Jak mówi: „Jak toczyła się sprawa sędzia powiedział, że jeśli znajdą się te ary to dostanę jakieś wynagrodzenie za to. Ale teraz zatuszowali, zamknęli sprawę i koniec. Jeszcze na końcu mnie oczernili. Byłem nawet w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i oficer mi powiedział, że mogę zaskarżyć sędziego za to postanowienie. Odwoływałem się do Konina, ale oni potwierdzili postanowienie. Chciałem do Poznania się odwołać, napisałem nawet do ministerstwa sprawiedliwości. Byłem u ministra Grzeszczaka, ale tak długo dokumenty leżały, że nic z tego nie wyszło.”

Według Nowaka podwórko rozrosło się dopiero po postanowieniu sądowym. Kilka metrów pola Nowaków nadal otacza posesję sąsiadów
Według Nowaka podwórko rozrosło się dopiero po postanowieniu sądowym. Kilka metrów pola Nowaków nadal otacza posesję sąsiadów

CHCĘ TYLKO SWOJEJ ZIEMI
Władysław Nowak, który jest pełnomocnikiem swojego syna Alberta chce dalej odwoływać się od postanowienia słupeckiego sądu. Twierdzi bowiem, że sąd go pozbawił kawałka z jego ziemi. Gdyby to było kilkadziesiąt centymetrów, zostawiłby w spokoju całą tą sprawę. Chodzi jednak o kilka arów, które zdaniem p. Nowaka zostały odebrane przez zasiedzenie, oraz postanowienie sądowe.

Jak mówi: „Ja się nikomu nie worałem. Jak to była moja ziemia, to oni zrobili sobie podwórko na moim polu, które odziedziczyłem po ojcu. Od wielu lat granicą były tutaj takie kamienie polne. Pamiętam to jeszcze jak byłem dzieckiem. A w sądzie oni powiedzieli, że te kamienie to sam sobie teraz powkopywałem. Zrobili ze mnie oszusta. Nawet nie wymierzyli, a powiedzieli, że to nie moje. Sędzia po prostu pozbawił mnie kawałka mojego pola swoim postanowieniem. Ja tej sprawy tak szybko nie zostawię.”

Gdyby nie fakt, że prawnicy za prowadzenie spraw biorą duże pieniądze, Władysław Nowak już dawno zaskarżyłby decyzję sędziego. Apelacja przygotowana przez adwokata p. Nowaka była przez sąd odrzucona, mimo, że ukazywała sporo błędów w przeprowadzonym postępowaniu sądowym. „Na rozprawie zadałem pytanie biegłemu dlaczego działka sąsiadów się powiększyła – odpowiedział, że nie wie. Następnie zapytałem sędziego, powiedział, że nie potrafi odpowiedzieć. Gdy byłem u sędziego w dniu kiedy przyjmuje interesantów, zadałem kilka pytań – odpowiedział uniesioną głową, że skoro ma pan adwokata, to on mi wszystko wyjaśni.

Na koniec powiedział, że mogę mieć mecenasa z tytułem doktora, to i tak przegram tą sprawę. Moja adwokat dokładnie napisała co było nie tak zrobione. O biegłych, w postanowieniu, o naruszeniu przepisów i odrzuceniu zeznań. To wszystko nic nie dało. Jak przyjdzie czas to decyzję sądu zaskarżę.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.