Nie pozwolę szarpać sobie opinii

Ciąg dalszy sprawy sporu o miedzę
Po ukazaniu się w poprzednim wydaniu naszego tygodnika artykułu dotyczącego sporu o miedzę pomiędzy Januszem Przybylskim z Kąpiela, a Leszkiem Michałowiczem z Marcewa, zgłosił się do nas pan Przybylski oburzony stwierdzeniem Michałowicza, że w dniu zdarzenia był pijany. Zamierza skierować sprawę do sądu.

DOPUŚCIŁ SIĘ POMÓWIENIA
Janusz Przybylski był bardzo poruszony tym, co na jego temat powiedział Leszek Michałowicz Co to za radny, że psuje opinię innym ludziom? Mieszka 15 km stąd i posądza, a osobiście nawet zbyt dobrze się nie znamy. Rozmawialiśmy ze sobą zaledwie kilka razy. Gdzie ma tych ludzi, co mnie widzieli jak wypadłem pijany z ciągnika i dzieci mnie ratowały? Jak człowiek na stanowisku może się tak zachowywać? To, że jest radnym nie znaczy, że będzie trząsał ludźmi i to jeszcze na innej wsi. Syn pana Michałowicza powiedział mi kiedyś na polu, że jestem niedouczony.

Czy przez to jestem gorszym człowiekiem? Nie ukrywam, że bardzo mnie posądzenie o pijaństwo zabolało. Nic bym nie mówił gdybym taki był, ale ja od pół roku leczę się na kręgosłup, biorę leki i nie ma mowy o piciu. W dniu zdarzenia na polu, po przyjeździe policji dobrowolnie poddałem się badaniu alkomatem i mam dowód na to, że byłem trzeźwy. Pan Michałowicz takiego badania nie przeszedł, bo odjechał. Mam prawo jazdy 37 lat i nigdy nie miałem kłopotów z policją, że jeżdżę po pijanemu. Kto mnie zna, to wie jaki jestem. Jeżeli Michałowicz nadal będzie twierdził, że nic nie zrobił i że ja pije, to pójdę do sądu i wytoczę mu sprawę o pomówienie. Nie chcę żadnych jego pieniędzy.

Jeżeli sąd zasądzi odszkodowanie to niech wpłaci je na chore dzieci lub ofiary wypadków. Chcę tylko żeby pamiętał, że tak się nie robi. Radnym może być każdy, ale dobrym człowiekiem niestety nie każdy” – wylał swój żal Janusz Przybylski. O opinię na temat osoby Janusza Przybylskiego zapytaliśmy radnego z Kąpiela Krzysztofa Sadłochę, który określił go jako miłego, uczynnego człowieka, udzielającego się strażaka i dodał, że pijanego za kierownicą nigdy go nie widział.

Podobnego zdania była sołtys Marianna Tylska „To bardzo dobry, uczynny człowiek, wspaniały sąsiad. Nigdy nie było z nim problemów, zawsze chętny do pomocy” – mówiła. Leszek Michałowicz w kwestii stwierdzenia, że Przybylski był pijany przyznał, że podczas rozmowy z nami był podenerwowany sytuacją jaka miała miejsce na polu i emocje wzięły górę Pod wpływem emocji może i powiedziałem coś czego nie powinienem.

Trudno, co się stało to się nie odstanie. Jeżeli pan Przybylski pozwie mnie do sądu to pójdę. On sam w opisie sobotnich zdarzeń na polu nakłamał i czuję się urażony. Zrobił ze mnie jakiegoś potwora, ale nie chcę tego już roztrząsać – stwierdził Michałowicz.

KTO MÓWI PRAWDĘ?
Opisy sobotniego (14.11) zajścia na polu u każdego z panów nieco się różnią. Przybylski mówi, że ma uszkodzony ciągnik. Michałowicz twierdzi, że nie najechał na niego, a Przybylski specjalnie przyjechał na pole aby go przegonić, a nie kończył orkę. Takich niejasności jest więcej. W miniony czwartek (26.11) obaj panowie złożyli wyjaśnienia na policji, która ma 30 dni na wyjaśnienie czy faktycznie doszło do przestępstwa.

Czyn kwalifikowany jest jako przestępstwo jeżeli straty poszkodowanego przekroczą kwotę 250 zł. Jeżeli nie, czyn kwalifikowany jest jako wykroczenie. Dlatego też niezbędna jest wycena poniesionych strat. Z uwagi na to, że według zgłoszenia do zajścia doszło na polu, a nie drodze publicznej, nie może być ono kwalifikowane jako kolizja, lecz jako uszkodzenie mienia.

Postępowanie w takiej sytuacji policja prowadzi tylko na podstawie wniosku poszkodowanego o ukaranie z powodu uszkodzenia mienia. Każda ze stron trwa przy swoim, podobnie jak w kwestii zaorania miedzy i gruntu sąsiada. Wygląda na to, że sprawy rozsądzić mogą jedynie instytucje do tego powołane. Oczywiście na wniosek jednej ze stron.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.