Czy plażowicze wrócą do Słupcy?

Dwa miesiące temu informowaliśmy, na łamach Gazety Słupeckiej o tym, że poznańska firma BIPROWODMEL zajmie się zdiagnozowaniem problemów jeziora słupeckiego. Okazuje się, że odbyło się już spotkanie specjalistów, podczas którego firma przedstawiła propozycje prac rekultywacyjnych na tym akwenie. Marcin Pawłowski, kierownik pracowni projektowej w firmie BIOPROWODMEL w rozmowie z Gazetą Słupecką, powiedział że proponowane przez nich prace raczej nie wpłyną na poprawę jakości wody w zbiorniku. Krzysztof Więcek, kierownik słupeckiego inspektoratu Wielkopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Poznaniu, które zleciło prace, chce dokładnych badań w tym zakresie.

Jeszcze w grudniu naukowcy z poznańskiego biura projektów wodnych melioracji i inżynierii środowiska BIOPROWODMEL rozpoczęli prace na Zbiorniku Słupca. Kierownik pracowni projektowej Marcin Pawłowski mówi nam, że po wstępnych badaniach przygotowywane są dokumenty koncepcji dla okazania ich większemu gronu, czy samorządowcom oraz kierownictwu melioracji. Zgodnie z ustaleniami z zarządem melioracji firma BIPROWODMEL Poznań do końca roku miała przekazać im koncepcję rekultywacji zbiornika Słupca. Udało się nam dowiedzieć, że odbyło się spotkanie zespołu specjalistów, podczas którego zostały omówione wszystkie propozycje prac na tym akwenie. Do tego opracowania zostały wniesione uwagi, które do 20 lutego muszą zostać uwzględnione w koncepcji. Po zaakceptowaniu tej koncepcji dojdzie do spotkania władz powiatu, gminy wiejskiej Słupca, miasta.

– Wtedy przedstawimy im trzy metody odmulenia zbiornika. Są to metody pozwalające prowadzenie prac zarówno w czaszy zbiornika jak i przy brzegu, w miejscach występowania trzcin – mówi kierownik Pawłowski.

Jego słowa potwierdza Krzysztof Więcek, kierownik słupeckiego inspektoratu Wielkopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Poznaniu.

– Wszystko się zgadza. My wnieśliśmy szereg uwag, które firma BIOPROWODMEL musi uwzględnić w opracowywanej przez siebie koncepcji. Wtedy wielkopolski dyrektor melioracji zwoła tzw. naradę specjalistów. Oni ocenią tą koncepcję pod względem jakości wykonania. Sporządzony będzie też koreferat (referat uzupełniający lub polemizujący z tą opinią – przy. red.) tego opracowania. Z koncepcja będziemy starali się zapoznać kogoś, kto niezależnie pochyli się nad opinią przygotowaną przez poznańskie biuro – mówi Krzysztof Więcek.

Jak nie dopuścić do śnięcia ryb?
Jego zdaniem niestety, ewentualne prace będą się wiązały z obniżeniem poziomu wody.

– To jest konieczne, żeby można było jakiekolwiek prace wykonywać. Brak jest bowiem miejsca na to, żeby zlokalizować poletka osadowe, które umożliwiałyby odsączenie wody z gruntu – twierdzi przedstawiciel poznańskiej firmy.

Marcin Pawłowski mówi nam, że przed rozpoczęciem tych prac projektowych planują rozmawiać z Polskim Związkiem Wędkarskim.

– Nie chcielibyśmy doprowadzić do takiej sytuacji jak w 2010 roku, kiedy doszło do śnięcia ryb. Dlatego myśląc o przystąpieniu do odmulenia zbiornika spotkaliśmy się z przedstawicielami PZW w Koninie. Przedstawiliśmy im rozwiązania projektowe i wstępnie zorientowaliśmy się, czy istnieje możliwość odłowu ryb przed rozpoczęciem prac rekultywacyjnych. Wszystko po to, żeby ograniczyć straty w rybostanie zbiornika, bowiem wiemy, że wszystkiego uratować się nie da – mówi Marcin Pawłowski.

Zapomnijmy o rekreacji na jeziorze?
Jest jednak coś, co może nas niepokoić. Marcin Pawłowski mówi szczerze, że roboty, które firma zaproponuje nie wpłyną na jakość wody. Co to oznacza? W skrócie może to oznaczać, ze żadne pieniądze zainwestowane w akwen nie sprawią, by udało się przywrócić jezioru jego funkcję rekreacyjną sprzed lat.

– Musimy to sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że mamy problem jakości wody, przy tak małym dopływie wody, przez tak duże jezioro. Jakość wody jest zależna od położenia tego zbiornika. Jezioro jest położone w zlewni rolniczej, a więc wpływ na jakość wody mają środki chemiczne używane do nawożenia pól. Nie możemy więc powiedzieć, że przez te prace poprawimy jakość wody – mówi Pawłowski.

Zdaniem Krzysztofa Więcka to bardzo ciekawa i odważna opinia. Rozmawiał zresztą na ten temat z Marcinem Pawłowskim.

– Myślę, że pan Pawłowski musi uzupełnić swoje opracowanie o dane dotyczące bezpośrednich dopływów do Zbiornika Słupca. Powinien zrobić dokładne rozpoznanie w terenie. Musi nam pokazać skąd do akwenu mogą dopływać nieczystości, albo skąd pochodzą niekontrolowane zrzuty ścieków. Takie zrzuty, o których nie mamy wiedzy. Jeżeli ta koncepcja ma być rzetelna, to taki punkt w tym opracowaniu musi się znaleźć – mówi Więcek.

Jego zdaniem skoro Marcin Pawłowski jest przekonany, że zanieczyszczenia trafiają do zbiornika z pól to musi mieć na to dowody, a te może zyskać dopiero po konsultacjach z samorządami. Słupecki kierownik melioracji mówi, że dopiero wtedy można zacząć szukać przyczyny takiej jakości wody z jeziorze słupeckim.

– Bakterie coli, które są w tym akwenie, skądś się muszą brać. Mnie się wydaje, że nie pochodzą one z rzeki Meszny. Ale żeby zyskać pewność, trzeba mieć wiedzę w jaki sposób gmina i miast Słupca rozwiązują gospodarkę ściekową. Trzeba to zagrożenie znaleźć, opisać i poszukać rozwiązania. Może rzeczywiście najwięcej ścieków pochodzi z rolnictwa. Pewnie zdarza się, że ktoś coś nielegalnie deszczuje, albo dokonuje nielegalnych zrzutów. Z drugiej strony robiliśmy już badania wody i okazuje się, że bakterie coli nie są w jednym miejscu. One występują w całym zbiorniku. Nie możemy więc mówić o punktowym zrzucie. Popatrzmy na akwen od strony północnej. Tam prawie rolnictwa nie ma. Ze strony wsi Róża też nie. W Piotrowicach jest chyba jeden gospodarz – zastanawia się Krzysztof Więcek.

Zostaje jedynie funkcja retencyjna?
Przypomnijmy, że zbiornik zaporowy Słupca powstał w 1956 r., gdy na przedmieściach Słupcy zbudowano zaporę przegradzającą rzeczkę Mesznę. Zbiornik ma powierzchnię około 265 ha i średnią głębokość sięgającą 3 m. Jednak po ponad półwieczu istnienia zbiornik zamulił się i wypłycił. Na wschodnim brzegu metrowa płycizna sięga kilkadziesiąt metrów w stronę środka zalewu. W tej chwili głębokość akwenu nie przekracza raczej 2 metrów. Od początku główną funkcją akwenu była funkcja retencyjna i zdaniem Marcina Pawłowskiego opracowującego koncepcję rekultywacji jeziora słupeckiego właśnie to jest najważniejsze w pracach jego i jego zespołu.

– Jeżeli nie da się przywrócić akwenowi jego funkcji rekreacyjnej, to wtedy co najwyżej i taki jest zamiar proponowanych prac, zwiększymy retencyjność tego zbiornika. Ta z kolei uległa zmniejszeniu z uwagi na zamulenie zbiornika. Wydaje mi się, że dla celów rekreacyjnych, to ze zbiornika można korzystać nawet w tej chwili – mówi Marcin Pawłowski, kierownik pracowni projektowej w firmie BIOPROWODMEL z Poznania.

•••

Dyskusja na temat stanu Zbiornika Słupca tak naprawdę dopiero się rozpoczęła. Czekamy na ostateczną wersję koncepcji rekultywacji naszego akwenu, przygotowywana przez poznańskie biuro BIOPROWODMEL. Dopiero wtedy poznamy możliwości oczyszczenia zbiornika i zakres prac jaki będzie na nim wykonywany. O wszystkim tym będziemy na bieżąco informować na łamach Gazety Słupeckiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....