Wendeta dwóch rodzin

Orchowo: Odwet za włamanie?
Do Sądu Rejonowego w Słupcy trafiła sprawa dotycząca pobicia dwóch rodzin z gminy Orchowo. W wyniku zadawnionych porachunków jedna rodzina z zemsty pobiła drugą. Sąd musi ustalić czy oskarżeni Marcin P. oraz jego ojciec Andrzej, są winni pobicia Arkadiusza B., Piotra S., oraz radnego gminy Orchowo Wojciecha B.

„TO WSZYSTKO NIE TRWA OD DZIŚ”
Wojna rodzin trwa już od dawna. Jak mówił na sali rozpraw oskarżony Marcin P.: Kiedyś Arek B. pobił mnie gdy wychodziłem z autobusu. Nie wiem za co dostałem. Ci chłopcy zaczęli tą wojnę. Po pobiciu zostały mi ślady, ale nie zgłosiłem tego faktu na policję. Według oskarżonego od tamtego czasu zaczął się konflikt. Zaostrzył się jeszcze bardziej, gdy Arkadiusz B. odwiedził siostrę Marcina P. w ich domu w Podbielsku.

Zdenerwowany Marcin P., wraz z ojcem Andrzejem wyprosili Arkadiusza B., ponieważ nie życzyli sobie, aby przebywał on w ich domu. Jak mówił podczas przesłuchania Andrzej P.: Między Marcinem a Arkiem były utarczki słowne. Arek agresywnie się zachowywał. On się odgrażał, że jeden telefon i nas nie ma. 24 listopada zeszłego roku Arkadiusz B. wraz z kilkoma przyjaciółmi napadli na posesję rodziny z Podbielska, i zniszczyli to co napotkali na podwórku, między innymi betonowe figurki, oraz inne przedmioty leżące na zewnątrz domu.

Wybili również szybę, rzucając w nią kamieniem. Uciekli dopiero po tym, jak domownicy zaczęli krzyczeć, że wezwą policję. Po tym zdarzeniu sprawców ujęto, zostali oni ukarani. Niestety to nie był koniec waśni dwóch rodzin z gminy Orchowo. Jak się później okazało – to był dopiero początek złych wydarzeń, w których głównymi bohaterami byli syn radnego Arkadiusz B., oraz Marcin P.

PRZEBIEG BÓJKI
Marcin i Andrzej P. oskarżeni są o to, że 29 stycznia tego roku około godziny 22:50 w Orchowie, działając wspólnie i w porozumieniu brali udział w pobiciu Arkadiusza B., Piotra S., oraz Wojciecha B. Wszyscy poszkodowani zeznawali przeciwko oskarżonym. Według ich zeznań zdarzenie przebiegało tak: Arkadiusz B., wraz ze swoim przyjacielem Piotrkiem, oraz dwoma koleżankami Elą i Kasią wybrali się na piwo do baru w Orchowie. Oblewali oni zdanie egzaminu na prawo jazdy Arka. Po kilku piwach właściciel baru powiedział jednak, że zamyka bo jest już późno. Młodzi wyszli więc przed bar na papierosa.

Drogą przejeżdżał wtedy samochód marki Ford Escort, a na siedzeniu pasażera siedział Marcin P. Auto zatrzymało się pod barem. Piotr S. podszedł do auta, i powiedział Marcinowi P. aby nie szukał kłopotów, bo pod barem nikt ich nie chce. Wtedy Marcin P. wyciągnął gaz łzawiący i siknął nim prosto w twarz Piotra. Gaz rozpylając się trafił również koleżanki Piotra – Elę i Kasię. W czasie gdy chłopcy stali pod barem Arek zadzwonił do swojego brata, i powiedział mu, że Piotrek dostał gazem. Zawiadomiona również została policja, oraz pogotowie.

Niestety, nie zdążyli przyjechać na miejsce przed drugim atakiem. Po kilku chwilach Marcin P. wrócił pod bar wraz z ojcem. Trzymali oni w rękach drewniane pałki. Młodzi chłopcy postanowili uciec przed zbliżającymi się kłopotami, a Arek zadzwonił ponownie do swojego brata. Czwórka mężczyzn w pościgu trafiła na prywatne podwórko jednej z mieszkanek Orchowa.

Jak mówi Piotr S.: Nie widziałem prawie nic na oczy, i było jeszcze ciemno. Słyszałem cały czas, że za nami ktoś biegnie. Obejrzałem się w pewnym momencie, i zobaczyłem jak Marcin P. ze swoim ojcem biją Arka. Uciekałem dalej, skoczyłem na siatkę, ale ktoś mnie z niej ściągnął i przewrócił na ziemię. Czułem ciosy na całym ciele. Po chwili usłyszałem głos Marcina i powiedział do mnie czy nadal jestem taki cwany. Później ktoś go odciągnął i odeszli. W tym czasie na miejscu zdarzenia pojawił się Wojciech B., aby obronić swojego syna. Pobiegł on na posesję gdzie trwała walka, i zauważył Andrzeja P. Dorwał go i przewrócił na ziemię.

Wtedy jednak dostał w głowę czymś twardym, przez co został zamroczony i upadł. Po chwili Andrzej P. wraz ze swoim synem opuścili miejsce bójki. A poszkodowany radny ze swoim synem i jego przyjacielem pozostali na miejscu i czekali na przyjazd karetki pogotowia i radiowozu policyjnego. Policja zatrzymała dwóch podejrzanych o pobicie, a w domu i samochodzie, którym przyjechali, funkcjonariusze znaleźli drewniane pałki, oraz butelkę gazu łzawiącego. Poszkodowani pozostali na kilkudniowej obserwacji.

Najbardziej ucierpiał Wojciech B., u którego lekarze podejrzewali wstrząs mózgu. Z dość znacznymi potłuczeniami ciała wszyscy poszkodowani przebywali w szpitalu prawie przez tydzień.

SPRZECZNE ZEZNANIA
Takiego przebiegu zdarzeń nie potwierdzają oskarżeni Marcin P. i jego ojciec Andrzej. Nie przyznają się do popełnienia zarzucanych czynów, i mówią, że to nie oni byli sprawcami tej bójki. Jak mówi Marcin P.: Podjechałem samochodem i chciałem iść do sklepu w Orchowie. Arek B. podpuścił Piotra S i od tego się zaczęło. Dalej nie pamiętam jak to było. Tego dnia nie piłem alkoholu. Nie uderzałem Piotra S. drewnianą pałką i nie kopałem go nogami po całym ciele. My ich nie pobiliśmy. Jak był napad na nasz dom policja podeszła do tego opieszale. Powiedzieli, że jak będzie poniżej 150 złotych to będzie to czyn o niskiej szkodliwości.

Ta sprawa ciągnie się kilka lat, zaczęło się od pobicia przez Arka. Ja nie chciałem robić wielkiej afery. Jak dodaje Andrzej P.: Ja przejeżdżałem, oni się gonili. Poszedłem zobaczyć co tam się dzieje. Rzeczywiście uciekał Arkadiusz B., z Piotrem S. Pozostali dwóch to Wojciech B, a na mojego syna się rzucił jego drugi syn. Wojciech mnie przewrócił, ja się nie spodziewałem, że dojdzie do bójki, tylko do wyjaśnień. To co chłopacy nabroili to nie nasza sprawa, żebyśmy my starzy po sądach chodzili. Ja chciałbym się pogodzić.

MEDIATOR NIE POMOŻE
Po tych słowach prowadząca sprawę sędzia postanowiła na chwilę przerwać rozprawę, aby zaproponować polubowne rozwiązanie sprawy. Jej propozycja było skierowanie rodzin do mediatora, który miałby pogodzić od dawna skłóconych członków obu rodów. Gdyby mediator nie pomógł, sprawa wróciłaby do sądu. Stroną, która bez żadnego wahania zgodziła się, aby mediator pogodził rodziny, byli oskarżeni. Poszkodowani jednak nie do końca wiedzieli co zrobić. Wojciech B. długo zastanawiał się, czy zgodzić się na mediację czy nie. Sędzia tłumaczyła dokładnie procedury, bo twierdziła, że sprawa nie załagodzi konfliktu między rodzinami.

Radny chciał dostać chwilę czasu do namysłu, lecz jego syn Arek zdecydowanie odmówił tego sposobu załatwienia ugody. – Nie ma zamiaru się godzić z rodziną Marcina i Andrzeja P., i chcę, żeby zostali oni ukarani jeśli taki będzie wyrok sądu. Po jego słowach sprawa trwała jeszcze przed ponad 4 godziny, i przesłuchiwani byli inni świadkowie zdarzenia. Rozprawę zamknięto o godzinie 16, a na kolejnej będzie między innymi zeznawał słupecki funkcjonariusz policji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

....